Ruch Chorzów i przygoda z rewelersami. "Przysiedli się. Wypytywali o zawodników"

Ruch Chorzów to nie tylko piłkarze, ale jak się okazuje także i śpiewacy! Augustyn Bujak, mistrz Polski w niebieskich barwach sprzed 60 lat zdradza nam, jak powstał pierwszy hymn chorzowskiego klubu.
O tym, że aktualny hymn niebieskich to dla nas mocno przaśne dzieło już wiecie.



O hymnie rozmawialiśmy m.in. z Gerardem Cieślikiem, który stwierdził, że skoro mowa o Ruchu i śpiewaniu to koniecznie trzeba zadzwonić do Augustyna Bujaka. - On to miał głos, jak dzwon. Ładnie, czysto śpiewał. Zresztą co ja gadam - śpiewa do dziś. On panu ten hymn to nawet przez telefon wyśpiewa - śmiał Cieślik.

Zaznaczmy, że nie chodziło o aktualny hymn, ale ten który śpiewano na stadionie przy Cichej jeszcze w latach 50-tych.



Dzwonimy do pana Augustyna. Ten ma już 79 lat, ale stara się nie opuszczać żadnego meczu niebieskich. To były obrońca i wychowanek Ruchu. Dwa razy cieszył się z mistrzostwa Polski (1951 i 52). W 1951 roku zdobył też Puchar Polski.

- Oj nie ma już sobie z kim pośpiewać "Nas jedenastu, a was tysiące...". Wykrusza się stara chorzowska gwardia - zaczyna Bujak, który dobrze zna nie tylko słowa pieśni, ale jeszcze wie, w jakich okolicznościach powstała.

- To było w roku 1949. Ruch był wtedy na zgrupowaniu w Karpaczu, a bazą drużyny był dom wczasowy "Morskie Oko". To był obóz kondycyjny, ale ośrodek był też otwarty dla innych gości. Odpoczywała tam też grupa rewelersów ze Śląska

[rewelersi to męski zespół wokalny, najczęściej kwartet, prezentujący repertuar z gatunku muzyki rozrywkowej, zazwyczaj w programach rewiowych lub kabaretowych, przyp.red]. Śpiewacy przysiedli się do piłkarzy Ruchu. Żeby było milej, zaczęli też i śpiewać. Od słowa do słowa i okazało się, że Ruch nie ma swojej klubowej pieśni. Rewelersi zabrali się więc do pracy. Zaczęli wypytywać o zespół, kluczowych zawodników. Ich nazwiska znalazły się potem w treści zwrotek. I tak powstała pieśń, którą z czasem śpiewał cały stadion - opowiada Bujak.

Ruch pyta dziś kibiców czy nie warto byłoby wybrać nowy hymn. A może warto wrócić do starego? - To zły pomysł. Raz, że tamta pieśń odwołuje się jednak do czasów, gdy Ruch musiał nazywać się Unią. Trudno też, żeby kibice wyśpiewywali o Cieśliku, Cebuli czy Suszczyku skoro mają dziś nowych bohaterów - zaznacza Bujok.

A skąd takie zamiłowanie Bujoka do śpiewania? - To chyba kwestia pogodnego charakteru. Mnie do śpiewania nie trzeba dwa razy prosić. Za moich czasów Ruch to był bardzo rozśpiewany zespół. Dużo czasu spędzało się w drodze na mecze, to i trzeba było podróż jakoś sobie umilać. Najbardziej weseli w drużynie to byli nasi "alianci" czyli Eugeniusz Kubicki czy Jan Przecherka. Mieli za sobą grę na Wyspach i trochę wiało od nich Europą - uśmiecha się Bujok.

Ruch i inni... Cały sport na Śląsku na Facebooku Śląsk - Sport.pl »


Więcej o: