Koszmarny Ruch Chorzów powrócił. Trzecia porażka z rzędu [ZDJĘCIA]

Ruch Chorzów przegrał trzeci mecz z rzędu. Taką samą fatalną serię niebiescy zanotowali też na starcie sezonu. Tym razem komplet punktów wywiozła z Cichej przeciętna Wisła Kraków.




Ruch i Wisła to jak na razie dwa największe rozczarowania sezonu. Drużyny, które wiosną biły się o medale mistrzostw Polski, dziś jednak przede wszystkim zawodzą. Zmiany trenerów, roszady w kadrach obu drużyn, kontuzje kluczowych graczy - to wszystko nie sprzyja stabilizacji w Chorzowie i Krakowie.

Niebiescy - w porównaniu z poprzednim sezonem - obniżyli loty niemal w każdej formacji. No może tylko bramkarz Michal Pesković trzyma poziom. W pierwszych minutach spotkania z Wisłą to właśnie Słowak naprawiał błędy kolegów z obrony. Znowu dały o sobie znać problemy z komunikacją, niestaranne wyprowadzanie piłki, które kończyło się kontrą rywala. Słabość chorzowskich piłkarzy mógł, a nawet powinien wykorzystać Łukasz Garguła, ale ofensywny gracz Wisły też jest daleki od optymalnej formy.

Ruch to dziś zespół bez wyrazistego lidera. Najlepszym piłkarzem niebieskich pozostaje Arkadiusz Piech, ale ten nie ma cech przywódczych. Siłą zespołu ma być kolektyw, ale o ten trudno, gdy zespół przegrywa. W poszukiwaniu zwycięskiej mieszanki trener Jacek Zieliński sięgnął po Mateusza Kwiatkowskiego. 20-letni pomocnik debiutował w lidze w ostatnim meczu niebieskich z Pogonią Szczecin.

W spotkaniu z Wisłą znalazł się już w podstawowej jedenastce. Piłkarzowi ze Szczecinka trudno odmówić zaangażowania, a pewnie i talentu, ale już zimnej głowy na pewno.

"Kwiatek" powinien wyprowadzić swój zespół na prowadzenie. Po dobrym podaniu Marcina Malinowskiego stanął oko w oko Sergiejem Pareiko, ale przyjął piłkę tak fatalnie, że nie dał sobie szans na strzał.

Od kilku spotkań na Cichej trudno o porywający doping, ale podczas meczu z Wisłą gardła fanów znowu pracowały na pełny regulator. Sprawili to sędziowie, którzy nie uznali bramki po uderzeniu głową Igora Lewczuka. Szansę na gola przekreślił arbiter liniowy, który sygnalizował pozycję spaloną obrońcy Ruchu. Powtórki telewizyjne pokazały, że była to bardzo kontrowersyjna decyzja.

To właśnie wtedy fani zjednoczyli się w okrzyku "Złodzieje. Złodzieje!". Nie wytrzymał też prezes Ruchu Dariusz Smagorowicz, który opuścił swoje miejsce. Cały czas kręcił przy tym głową i powtarzał "Spalonego nie było". Niebiescy mieli czego żałować, bo jednak za wielu dobrych okazji pod bramką rywala nie mieli.

Wisła atakowała groźniej, a z czasem także zdecydowanie skuteczniej. Kluczową akcję meczu chorzowscy piłkarze Ruchu starali się przerwać już w zalążku. Jakub Smektała i Żeljko Djokić wykonali efektowne ślizgi, ale piłka wciąż była przy nodze Łukasza Burligi. Potem futbolówka trafiła do Rafała Boguskiego, który pięknie wyłożył ją Gargule. Strzał pod poprzeczkę był zwieńczeniem efektownej akcji.

W końcówce trener Zieliński posłał w bój trzech napastników, bowiem do Piecha dołączyli Andrzej Niedzielan i Grzegorz Kuświk - na niewiele jednak się to zdało. Wygrana Wisły przypieczętował Garguła, który wykorzystał kolejny błąd defensywy chorzowskiej drużyny.

Jedyny plus tego meczu (po stronie Ruchu) to bramka Niedzielana, który czekał na ligowe trafienie od września ubiegłego roku.

14. miejsce w Ekstraklasie. To już stracony sezon dla Ruchu Chorzów?
Więcej o: