Ruch Chorzów czuje się skrzywdzony. Ale defensywa niebieskich znów zawiodła

Po meczu z Wisłą Kraków na Cichej powtarzano, że piłka jest okrutna, i wytykano kolejne błędy sędziego.


Dariusz Smagorowicz, prezes Ruchu Chorzów po ostatnim gwizdku w meczu z Wisłą zszedł na murawę boiska, żeby podziękować swoim zawodnikom za grę.

- Żałuję tego meczu. Nie powinniśmy przegrać. Już w czasie spotkania wiedziałem, że Igor Lewczuk strzelił prawidłową bramkę, a potem sędziemu zabrakło odwagi, bo faul [Kewa Jaliensa - przyp. red.] na Arkadiuszu Piechu kwalifikował się na czerwoną kartkę. Słyszałem również opinię, że arbiter powinien także wyrzucić z boiska kolejnego z piłkarzy Wisły po faulu na Mateuszu Kwiatkowskim. Te sytuacje zaważyły na przebiegu spotkania. Jest ciężko, ale nikt się nie poddaje. Walczymy dalej - mówi Smagorowicz.

Jan Woś, były piłkarz Ruchu, który oceniał mecz z Wisłą dla portalu niebiescy.pl stwierdził, że to było "jedno z najlepszych spotkań" chorzowskiej drużyny w tym sezonie.

Woś także uważa, że sędziowie skrzywdzili Ruch. - Powtórki telewizyjne pokazały, że w momencie zagrania piłki przez Filipa Starzyńskiego Igor Lewczuk nie był na spalonym i gol był prawidłowy - podkreśla Woś, który jest dziś trenerem trzecioligowej Skry Częstochowa.

Niestety, po raz kolejny zawiodła defensywa niebieskich. Duet stoperów Maciej Sadlok i Piotr Stawarczyk nie potrafi ze sobą współpracować. Zawodnicy niebieskich sprawiają wrażenie ludzi, którzy podejmują podobne decyzje w podobnym czasie. Kończy się to tym, że gdy popełniają błąd, to robią to razem. Nie pomagają sobie. Nie asekurują się. Dopytywaliśmy się trenera Jacka Zielińskiego, czy dwójka solidnych obrońców może mieć jakiś problem z tym, żeby dobrze funkcjonować jako para stoperów. Szkoleniowiec nazwał to "teoretyzowaniem". Wygląda jednak na to, że obrona niebieskich funkcjonuje lepiej, gdy jednym ze stoperów jest Marek Szyndrowski.

Niestety, złe wieści są takie, że w najbliższym meczu z Legią Szyndrowski prawdopodobnie na środku obrony nie zagra. Po meczu z Wisła ze składu niebieskich wypadał z powodu kartek Lewczuk i wydaje się, że to właśnie tego piłkarza zastąpi na lewej obronie Szyndrowski, a na środku pozostanie niepewny duet Sadlok-Stawarczyk.

- Nie da się ukryć, że błędy obrońców są najbardziej kosztowne i widać je najmocniej - mówi Lewczuk, który nie przypilnował Łukasza Garguły, gdy ten strzelał pierwszą bramkę dla Wisły. - Ofensywny zawodnik może popełnić błąd, a po meczu i tak jest chwalony. Obrońca zagra dobre spotkanie, ale zaliczy jedną wpadkę i często w kolejnym meczu jest już na rezerwie - ocenia Lewczuk.

14. miejsce w Ekstraklasie. To już stracony sezon dla Ruchu Chorzów?