Marcin Baszczyński zrezygnował z pół miliona złotych, by zagrać w Ruchu Chorzów. "Nazwą mnie głupcem"

Marcin Baszczyński po trzynastu latach przerwy znowu zagra w Ruchu Chorzów. Śląski klub zaproponował 36-letniemu obrońcy 1,5-letni kontrakt i gwarancję pracy na Cichej po zakończeniu kariery.
W piątek Baszczyński oficjalnie został zaprezentowany jako nowy nabytek wicemistrza Polski. - Cieszymy się, że ten serial dobiegł końca - mówi Mirosław Mosór, dyrektor sportowy niebieskich, który przypomniał, że Ruch starał się o Baszczyńskiego już latem.

Zawodnik zrezygnował z pieniędzy, jakie gwarantował mu kontrakt z Polonią Warszawa, by móc wrócić na Śląsk. Nieoficjalnie mówi się, że były obrońca reprezentacji Polski mógł do końca sezonu zarobić w Warszawie ponad pół miliona złotych. Pochodzący z Rudy Śląskiej zawodnik podpisał umowę do końca sezonu. Jeżeli jednak strony będą zadowolone ze współpracy, to kontrakt zostanie przedłużony na kolejne rozgrywki. - Gwarancja pracy w późniejszym okresie czasu nie była dla mnie najważniejsza. Dziś liczy się tylko to, co na boisku. Jestem do dyspozycji trenera Jacka Zielińskiego - podkreśla Baszczyński, który mówił także...

o motywacji

Jestem już w takim wieku, że szukam jej wszędzie. Także w tym fakcie, że mecze w Chorzowie będzie oglądać więcej, niż miało to miejsce w Warszawie czy Krakowie, moich znajomych, a już na pewno rodziny. Będę robił co w mojej mocy, żeby ich nie zawieść.

o wspomnieniach z Cichej

Wracam do Ruchu po trzynastu latach przerwy. Wtedy na boisko wprowadzali mnie tacy piłkarze jak Mirosław Mosór czy Dariusz Gęsior, którzy nadal są na Cichej, ale już w nowych rolach, bo działaczy.

W czasie gdy zaczynałem grać w Ruchu, byłem jeszcze bardzo młody. Nieokrzesany. Byłem wtedy buntownikiem, wiele spraw mam na sumieniu. To Ruch kształtował mój charakter - nie tylko sportowca, ale i człowieka.

o zawziętości

Tak, jestem zawzięty. Uparcie dążę do celu, który sobie zaplanowałem. Drobne niepowodzenia mnie nie zniechęcają, a motywują do dalszej pracy. To się w Chorzowie na pewno nie zmieni.

o Polonii Warszawa

Najtrudniej było odejść nie z klubu, a szatni. Wiemy, jak ten zespół wyglądał latem. Jak niepewna była jego przyszłość. Wypracowaliśmy jednak swój styl. Przyszły wyniki. Nie byłem tak mocno zżyty z Polonią, ale już z jej kibicami, kolegami z drużyny byłem blisko. Będzie mi brakowało spotkań w "Czarnej Koszuli" - lokalu na stadionie Polonii.

o rezygnacji z pieniędzy

Znajdą się osoby, które nazwą mnie głupcem. Zdecydowałem się na taki krok, bo już zaczęło mnie to męczyć. Od początku mojego pobytu w Warszawie coś tam było nie tak. Wiadomo, jak pracowało się w Polonii za czasów Józefa Wojciechowskiego. Potem pojawił się nowy właściciel i zaczął się temat przeprowadzki na Śląsk. Nie chcę już do tego wracać. Cieszę się, że to już za mną. Że rozwiązaliśmy kontrakt przed czasem, ale w zgodzie. Bez przepychanek.

o celach

Nigdy nie wychodzę na boisko tylko po to, żeby sobie pograć. Pobiegać za piłką. Nie inaczej będzie w Chorzowie. Ile nas tam dzieli od pudła? (śmiech). [Baszczyński zwrócił się do siedzącego obok dyrektora Mosóra - przyp. red.]. Na początek musimy wrócić na swoje miejsce, czyli do górnej połówki tabeli.

o numerze na koszulce

Przez całe życie grałem z "4". W Chorzowie ten numer jest zajęty [z "4" gra Żeljko Djokić - przyp. red.], więc postawiłem na dwie czwórki, czyli "44".

o pierwszym kontrakcie w Ruchu

To był rok 1995. Moja Pogoń Ruda Śląska grała sparing z Ruchem. Byłem wtedy napastnikiem i strzeliłem w tym meczu dwa gole. Na Cichą zaprosił mnie zmarły kilka dni temu trener Jan Gosławski. Na treningi dojeżdżałem na początku z ojcem, który pracował w pobliżu stadionu. Trener Gosławski szybko zrobił ze mnie defensywnego pomocnika, a z czasem stałem się obrońcą. Nie wiem, dlaczego miał na mnie akurat taki pomysł i niestety już się nie dowiem. Jestem mu wdzięczny. Fajnie wyszło.

o obronie Ruchu

Wiem, że oczekuje się ode mnie, że scalę tę formację. Że obrona Ruchu zacznie grać zdecydowanie lepiej. Też mam taką nadzieję. Na początek na pewno wzrośnie rywalizacja, a przez to i poziom sportowy. Jestem pewny, że damy radę. Maćka Sadloka zdążyłem już poznać w Polonii Warszawa. Moje drogi przecięły się też z Piotrkiem Stawarczykiem. Wiem, że oczekiwania związane z moim transferem będą duże. Postaram się nie zawieść.

o sympatii kibiców Wisły

To jedno z największych osiągnięć mojej kariery, że mogę wrócić do klubu, w którym grałem w przeszłości i jestem traktowany jak "swój". Tak jest z Wisłą Kraków, gdzie na pewno zostawiłem część mojego serca. Mam nadzieję, że tak samo będzie i wtedy, gdy zagram z Ruchem na Polonii Warszawa.

Zdaję sobie sprawę, że opinie kibiców Ruchu co do mojej osoby mogą być różne. Tych, którzy mnie wspierają, postaram się nie zawieść. A tych, którzy nie są pewni, czy mój powrót do Ruchu to dobry pomysł, postaram się przekonać, że jednak się mylą.

Który z weteranów Ruchu Chorzów będzie wiosną najbardziej wartościowy dla drużyny?