Ruch Chorzów z trudem ustał na nogach. Koza, koń i jamnik szczęścia mu nie przyniosły

Ruch Chorzów zremisował z MFK Rużomberok - siódmą drużyną słowackiej ekstraklasy. Spotkanie toczyło się w bardzo trudnych warunkach.
- Kto myśli, że u nas jest zima, ten powinien zajrzeć na Słowację. U nas to jest namiastka tego, co dzieje się na Słowacji - mówił trener Jacek Zieliński. Piłkarze Ruchu doświadczyli trudnych warunków już w trakcie podróży do Rużomberoka. Korki, zaśnieżone drogi, problemy na granicy - to wszystko sprawiło, że spotkanie rozpoczęło się z godzinnym opóźnieniem.

Gdy autokar dojeżdżał pod stadion, wzdłuż ogrodzenia maszerował chyba najbardziej oryginalny mieszkaniec Rużomberoka. Mężczyzna prowadził konia, kozę i jamnika...

Słowacy robili co mogli, żeby przygotować murawę do stanu używalności. Mały traktor zawzięcie krążył po sztucznej trawie, ale śnieg padał tak obficie, że pojazd nie zdążył jeszcze dojechać do połowy, gdy mógł rozpoczynać swoją pracę na nowo.

Ruchowi bardzo zależało na dobrym wyniku. Ponad tydzień temu lanie niebieskim sprawił bowiem inny słowacki zespół. Kompromitująca porażka z MSK Żilina (2:9) zapisze się w historii klubu z Cichej.

Kibice siódmej drużyny słowackiej ekstraklasy pewnie liczyli na równie okazałą wygraną. Pomimo mrozu wokół boiska zgromadziło się około 200 osób. Grupa kilkudziesięciu fanów przez dziewięćdziesiąt minut głośno zagrzewała swój zespół dopingiem.

Część widzów zgromadziła się na galerii stadionu, z której także można było obserwować spotkanie na boisku treningowym. Mieli nad pozostałymi tę przewagę, że stali pod dachem, a poza tym mogli napić się gorącej herbaty za 50 centów lub za jedno euro, ale już z dodatkiem rumu.

Piłkarze Ruchu - chociaż chwilami z trudem utrzymywali się na nogach - szybko zepchnęli rywala do defensywy. Dobrze prezentowali się Łukasz Janoszka i Pavel Sultes, którzy wracają do drużyny po kontuzjach.

Trener Zieliński chwalił też współpracę napastników: Sultesa i Macieja Jankowskiego.

Sultes wypracował rzut karny, a potem - tuż przed końcem pierwszej połowy - strzelił gola. W przerwie silnik znowu odpalił kierowca traktora, ale chociaż uwijał się jak mógł, zdołał odśnieżyć tylko połowę boiska. Akurat tę, którą atakował Ruch.

- Naprawdę trudno nazwać to trawą. Jest bardzo ślisko. Trudno utrzymać równowagę - mówił Janoszka. Boleśnie odczuli to sami Słowacy, którzy tuż po przerwie sami wbili piłkę do swojej bramki.

Gdy wydawało się, że Ruch pewnie wygra w Rużomberoku, do ataku ruszyli gospodarze. - Zabrakło nam mądrości - ocenił okres słabszej gry Zieliński. Ostatnie dwadzieścia minut kosztowało niebieskich stratę dwóch bramek.

MFK Rużomberok - Ruch Chorzów 3:3 (1:2)

Bramki: 0:1 Zieńczuk (24. - karny), 1:1 Nagy (29. - karny), 1:2 Sultes (44.), 1:3 gol samobójczy, 2:3 Gressak (74.), 3:3 Lovas (74.)

MFK: Lesnovsky (72. Pażitka) - Maslo, Bielak, Gressak, Janso - Luptak, Nagy, Bartos, Serecin (56. Dubek), Pekar - Lovas.

Ruch: Pesković (46. Kamiński) - Kikut (46. Konczkowski), Djokić, Stawarczyk (46. Komor), Chwastek (46. Lewczuk) - Zieńczuk (46. Smektała), Lewiński (46. Panka), Tymiński (46. Malinowski), Sultes (46. Kuświk), Janoszka (46. Włodyka) - Jankowski (46. Niedzielan).