Sport.pl

Ruch Chorzów lepszy od Widzewa. Łodzianie prosili się o porażkę

Po sześciu meczach bez ligowego zwycięstwa Ruch Chorzów w końcu zgarnął komplet punktów. W roli pocieszyciela niebieskich wystąpił Widzew Łódź, który najpierw grał nieskutecznie, a potem w dziesiątkę.
Ruch czekał na wygraną w lidze od 3 listopada 2012, kiedy niebiescy zwyciężyli w Gliwicach (3:1). Od tamtego spotkania tak naprawdę rozpoczęły się problemy wicemistrza Polski, który okupił wygraną w derbach kontuzjami kluczowych graczy, czyli Marka Zieńczuka, Gabora Straki i Marcina Malinowskiego. Urazy kolejnych zawodników (Arkadiusz Piech i Pavel Sultes) sprawiły, że trener Jacek Zieliński stwierdził nawet, że "nie ma drużyny".

Czy to już przeszłość? Czy niebiescy ruszą teraz w górę tabeli? Trudno o takie jednoznaczne wnioski po meczu z Widzewem.

Niebiescy co prawda pewnie wygrali, ale równie dobrze już po kwadransie mogli przegrywać trzema golami! Czyste konto udało się zachować tylko dzięki klasie bramkarza Michala Peskovicia, który fantastycznie odbił piłkę po strzałach Łukasza Brozia oraz nieudolności Mariusza Stępińskiego. Napastnik Widzewa w jednej akcji trzy razy stanął przed okazją zdobycia bramki! Za każdym razem podejmował jednak złą decyzję i szansę diabli wzięli.

Niebiescy odpowiedzieli już skutecznie. Kontra chorzowskiej drużyny rozpoczęła się sennie. Wydawało się, że Pavel Sultes holował piłkę zbyt wolno. Czech dograł jednak piłkę dokładnie do nogi Macieja Jankowskiego, a ten mierzonym uderzeniem, po którym piłka otarła się o słupek, wyprowadził swój zespół na prowadzenie.

Po odejściu Piecha kibice niebieskich zadawali sobie pytanie, kto może zastąpić najskuteczniejszego napastnika Ruchu. Trener Zieliński początkowo wskazał na Sultesa, ale mecz z Widzewem potwierdził, że na tej pozycji drużynie więcej daje Jankowski.

23-latek w pojedynkę mylił obrońców Widzewa. Świetnie współpracował też z Sultesem i Filipem Starzyńskim. Aktywny, dynamiczny, łatwo dochodził do bramkowych pozycji. To wreszcie Jankowski zapracował na błąd łódzkiego bramkarza Milosa Dragojevicia, który po zagraniu napastnika Ruchu zatrzymał piłkę ręką daleko przed własną bramką, za co został ukarany czerwoną kartką w 42. minucie meczu.

Osłabiony Widzew stracił po przerwie tylko dwa gole. To przede wszystkim zasługa debiutującego w lidze bramkarza Macieja Krakowiaka oraz nieskuteczności zawodników niebieskich. Gdy Starzyński z pięciu metrów przeniósł piłkę pięć metrów nad poprzeczką, zdenerwowany trener Zieliński był bliski wbiegnięcia na boisko. Plus dla Starzyńskiego, że to po jego akcji niebiescy zyskali rzut karny zamieniony na gola przez Marka Zieńczuka.

Strzelanie w doliczonym czasie gry zakończył efektownym uderzeniem z woleja Mindaguas Panka. To był pierwszy gol byłego widzewiaka w barwach Ruchu.

Podczas meczu kibice oraz piłkarze Ruchu wspierali Jerzego Wyrobka (na stadionowym płocie zawisła flaga "Jerzy Wyrobek, trzymaj się!", który zdobywał z Ruchem mistrzostwo Polski zarówno jako piłkarz, jak i trener. Wyrobek od ponad tygodnia jest w śpiączce, a działacze niebieskich w prywatnych rozmowach przyznają, że z jego zdrowiem jest bardzo źle.

Raziłoby Cię, gdyby na śląskich stadionach spiker zachęcał kibiców do okrzyku TOOOOR?
Więcej o:
"/> Zbigniew Boniek zdradza kulisy pożegnania Piszczka: Piłkarze dogadali się ze Słoweńcami [SEKCJA PIŁKARSKA #29]