Sport.pl

Arkadiusz Piech ma problemy w Turcji. "Noszą na rękach, a potem rzucają kamieniami"

Arkadiusz Piech, były napastnik Ruchu Chorzów, wciąż czeka na pierwszego gola na tureckich boiskach. W Sivassporze jest tylko rezerwowym.


Były reprezentant Polski przebywa nad Bosforem już ponad miesiąc. 28-letni piłkarz musi przyzwyczaić się do nowej sytuacji. Na Cichej był bożyszczem fanów, a w Turcji jest tylko jednym z wielu.

Zawodnik zadebiutował w barwach nowej drużyny już kilka dni po podpisaniu umowy. To było zaskoczenie, gdyż Piech zmagał się w tamtych dniach z grypą.

- Transferu dokonano w mało korzystnym dla niego momencie. Był po ciężkiej chorobie, po serii antybiotyków i trudno było mu od razu wskoczyć do drużyny, która cały sezon gra bez przerwy - przypomina na łamach portalu 2x45  Jacek Zieliński, trener drużyny z Cichej.

Napastnik ze Świdnicy dotąd nie zdołał sobie wywalczyć miejsca w podstawowym składzie Sivassporu. W ostatnim meczu z Bursasporem wszedł na boisko dopiero w 79. minucie. Zmienił Nigeryjczyka Eneramo.

"Gladiator" z Afryki to najpoważniejszy konkurent Piecha .

Były napastnik Ruchu w meczu z Bursasporem miał odwrócić losy spotkania, gdyż jego zespół przegrywał w momencie zmiany 0:1. Nic z tego nie wyszło, a Piech zakończył spotkanie z kolejną żółtą kartką.

- Wierzę, że da radę. Życzę mu wszystkiego najlepszego. Natomiast Turcja to ciężki teren. Bohaterów błyskawicznie zaczyna nosić się na rękach, by potem - z dnia na dzień - rzucać w nich kamieniami. Czasami dosłownie. Na razie Arek ma spore problemy z miejscem w składzie, ale trafił do zespołu, który ma paru dobrych napastników. Musiał liczyć się z dużą konkurencją. Wszystko w jego nogach. Skoro podjął decyzję o wyjeździe, najwyraźniej czuł się wystarczająco dobrze przygotowany - mówi Zieliński.

Więcej o: