Kompromitująca wpadka Ruchu Chorzów. Dyndający plaster zamiast opaski kapitana

W meczu z Koroną Kielce piłkarze Ruchu Chorzów zamiast kapitańskiej opaski użyli kawałka plastra. Z czasem okazało się, że oplastrowany może być każdy w drużynie.


Zespół niebieskich wyprowadził na boisko w Kielcach kapitan Marcin Malinowski. To już kolejny zawodnik chorzowskiej drużyny, który dostąpił tego zaszczytu w rundzie wiosennej. Kapitanami byli już bowiem także Łukasz Janoszka i Piotr Stawarczyk.

Częsta zmiana kapitana to jeszcze nie problem - zawodników eliminują przecież z gry kartki czy kontuzje. W Kielcach okazało się jednak, że kapitanem może być każdy, a oznaczenie takiego zawodnika jest wyjątkowo niechlujne. Gdy Malinowski schodził z murawy, kamery telewizyjne pokazały, że doświadczony pomocnik nie ma na ramieniu opaski, lecz kawałek owiniętego wokół ramienia plastra. Malinowski na szybko przekazał plaster Filipowi Starzyńskiemu, który jeszcze nie dobiegł do pola karnego rywala, a plaster już dyndał, ledwo trzymając się rękawka.

Mariusz Śrutwa, były kapitan Ruchu, jest zbulwersowany i zasmucony tym, jak piłkarze niebieskich traktują ten ważny symbol.

- W tym zdarzeniu jak przez soczewkę widać bałagan, jaki panuje w klubie. To, co się stało, to kompromitacja i brak szacunku dla symbolu. Wygląda na to, że kapitanem w Ruchu może być każdy. To już nie ma żadnego znaczenia - grzmi piłkarz.

Przed laty to wyróżnienie było zarezerwowane dla największych: Gerarda Wodarza, Teodora Peterka, Gerarda Cieślika, Antoniego Nieroby czy Antoniego Piechniczka. Nawet tak znakomity zawodnik jak Eugeniusz Lerch nigdy nie był kapitanem Ruchu! - Z całym szacunkiem dla Filipa Starzyńskiego, dla niego jeszcze za wcześnie, żeby być kapitanem Ruchu. Tym bardziej że na boisku byli piłkarze, którzy mieli większe prawo do tej opaski. Chociażby Marcin Baszczyński, który z racji doświadczenia i związków z klubem miałby prawo pokierować drużyną z boiska - uważa Lerch.

- Nie może być tak, że opaskę bierze ten, kto jest najbliżej linii. Kapitan to ostoja, bierze odpowiedzialność za drużynę i jest wsparciem dla kolegów. Wygląda na to, że w Ruchu nie ma dziś takiego zawodnika - mówi Śrutwa i podkreśla, że czasy, gdy kapitana znakowało się plastrem, to już zamierzchła przeszłość.

- Jeżeli już Ruch zapomniał opaski, to warto byłoby przygotować przy zmianie Malinowskiego nowy plaster, a nie odrywać go z rękawka, bo przecież wiadomo, że za chwilę znowu się odklei. Fatalnie to wyglądało - podkreśla piłkarz, który strzelił w ekstraklasie 103 bramki w barwach Ruchu i Legii.

Komentuje Donata Chruściel, rzecznik prasowy Ruchu:

- Apeluję, żeby nie wyciągać daleko idących wniosków z faktu, że zabrakło kapitańskiej opaski na ramieniu piłkarza Ruchu. Faktem jest, że zapomniano zabrać ją z Chorzowa, i stąd awaryjne rozwiązanie z taśmą. To z kolei spowodowało, że Marcin Malinowski nie mógł jej przekazać innemu koledze w chwili, gdy opuszczał boisko. Kapitanem został Filip Starzyński, który znajdował się najbliżej. Tego wymagała sytuacja, bo sędzia ponaglał do wznowienia gry. Pozytyw jest taki, że "opaska" przyniosła Filipowi szczęście, bowiem już po tym wydarzeniu strzelił swojego pierwszego gola w ekstraklasie.