Ruch Chorzów podał rękę Podbeskidziu. Kibice chcą głowy trenera

Ruch Chorzów to najbardziej chimeryczny zespół ekstraklasy. Trzy dni po zwycięskim meczu w Lubinie niebiescy zapomnieli, jak się gra w piłkę. Zasłużona wygrana Podbeskidzia Bielsko-Biała, które może utrzymać się w lidze właśnie kosztem wicemistrza Polski.


Wojciech Borecki, prezes Podbeskidzia, liczył przed meczem na Cichej, że Ruch - po wygranej w Lubinie - dopadnie samouspokojenie. W szatni niebieskich o spokój było jednak trudno. Trener Jacek Zieliński wystawił na pozycji stopera piłkarza, który na środku obrony w lidze jeszcze nie grał. Absencja Marcina Baszczyńskiego, Macieja Sadloka i Marka Szyndrowskiego sprawiła, że partnerem Piotra Stawarczyka został Arkadiusz Lewiński.

Podbeskidzie szybko postanowiło sprawdzić nowy duet stoperów i ku radości "Górali" okazało się, że monolit to nie jest. Błąd popełnił Stawarczyk, który przy strzale Marka Sokołowskiego machał rękami tak nieporadnie, że udało mu się odbić piłkę przedramieniem. Sokołowski sam podszedł do piłki ustawionej na jedenastym metrze i uderzył bardzo pewnie.

Borecki uważa, że Podbeskidzie wciąż może się utrzymać w lidze, ale zdaniem prezesa nie kosztem Ruchu, tylko Pogoni Szczecin lub Widzewa. Działacz chyba jednak przecenia niebieskich. Chorzowianie grają bardzo chimerycznie. Już dwie wygrane z rzędu to dla chorzowian wyczyn, który ociera się o loterię.

Podbeskidzie może i było na Cichej częściej w defensywie, ale gdy już miało piłkę w okolicach pola karnego niebieskich, to wiedziało, co z nią zrobić. Ruch bawił się w zawiłe akcje, podania na centymetry, a bielszczanie walili w piłkę ile wlezie. Tak jak Damian Chmiel, po uderzeniu którego Michal Pesković odbił piłkę wprost pod nogi skutecznie zamykającego akcję Roberta Demjana. Słowak strzelił tej wiosny już sześć goli!

Na Cichej narasta frustracja. Kibice Ruchu zarzucają swoim piłkarzom brak woli walki i pomysłu na grę. "Zieliński, zrób coś!" - krzyczał jeden z fanów po drugim golu dla "Górali". "Podaj się do dymisji" - podpowiedział ktoś inny.

Niebiescy po raz kolejny zawodzili, gdy wydawało się, że gol jest formalnością. Po strzale głową Marka Zieńczuka czy akcji Macieja Jankowskiego goście mogli tylko liczyć na bramkarski geniusz Richarda Zajaca lub brak precyzji miejscowych. Te dwa warunki zazwyczaj szły w parze. Szczęście w końcu uśmiechnęło się do Zieńczuka (uderzenie głową po rogu Filipa Starzyńskiego), ale to był tylko gol na osłodę porażki.

W następnej kolejce Ruch zagra na wyjeździe z GKS Bełchatów, kolejną drużyną zagrożoną spadkiem. Ewentualna porażka sprawi, że spadek 14-krotnego mistrza Polski stanie się realny jak nigdy dotąd w tym sezonie.

We wtorek pierwszy półfinał Pucharu Polski: jakie szanse ma Ruch Chorzów w starciu z Legią Warszawa?