Sport.pl

Były kapitan Ruchu Chorzów poszedł w ślady Stevena Gerrarda

Wojciech Grzyb, były piłkarz Ruchu Chorzów, zdecydował się napisać wspomnienia z czasów swojej piłkarskiej kariery.


39-letni Grzyb przestał grać w piłkę po ostatnim sezonie, gdy sięgnął z Ruchem po wicemistrzostwo Polski. Teraz jest szkoleniowcem trzecioligowego Górnika Wesoła i komentatorem Canal+.

Były piłkarz nieraz opowiadał, że lubi sportową literaturę. Na przedsezonowe zgrupowania często zabierał książki opisujące kariery znanych piłkarzy. Biografię Stevena Gerrarda - kapitan Liverpoolu i reprezentacji Anglii - czytał w oryginale, by dodatkowo podszkolić język angielski.

Teraz Grzyb sam zamienił się w autora, a pierwszą część jego wspomnień można znaleźć w serwisie niebiescy.pl.



Grzyb wraca m.in. do roku 2006, gdy zdecydował się na grę w drugoligowym Ruchu.

"Sporo osób dziwiło się, że zdecydowałem się zamienić ekstraklasową Odrę Wodzisław na drużynę, która dwa sezony z rzędu ratowała się przed spadkiem do trzeciej ligi (obecnie drugiej) dopiero w barażach. Sam zresztą na jednym z tych meczów byłem i pamiętam, że momentami odwracałem głowę, kiedy Niebiescy przegrywali ze Zniczem Pruszków 0-2 i w końcówce na naszą bramkę sunęły kolejne groźne akcje skazywanych na porażkę gości. Na szczęście nie udało im się zdobyć trzeciego gola, który przesądziłby o degradacji Ruchu po tym jak w Pruszkowie zwyciężył przecież 4-2!" - pisze.

Grzyb wspomina też czas, gdy z drużyną rozstał się Mariusz Śrutwa. "Na życzenie trenera Wleciałowskiego klub nie przedłużył z Mariuszem wygasającego z końcem czerwca 2006 roku kontraktu. Szok i niedowierzanie. Zastanawialiśmy się w gronie drużyny jak to w ogóle jest możliwe, że doszło do takiej sytuacji i jak sobie poradzić z faktem, że Mariusza definitywnie już nie będzie w szatni. Wszelkie rozmowy rady drużyny tak z trenerem jak i z właścicielem klubu Mariuszem Klimkiem niczego nie zmieniły. Ja osobiście byłem mocno przeciwny takiemu obrotowi sprawy i przyznam, że nie do końca rozumiałem i akceptowałem decyzję Wleciałowskiego, ale teraz z perspektywy czasu wiem, że to nie była jedyna nie do końca jasna i zrozumiała decyzja Pana Marka" - wspomina Grzyb.

Więcej o: