Sport.pl

Imponujący rekord weterana Ruchu Chorzów zagrożony. Jak zachowa się trener?

Marcin Malinowski zbliża się do granicy 400 ligowych spotkań. By osiągnąć taki wynik, musi wybiec na boisko jeszcze trzy razy. Przypomnijmy, że do końca sezonu pozostało już tylko pięć kolejek.
Rekordzistą w liczbie rozegranych w lidze spotkań od dawna pozostaje jedna z ikon ŁKS-u Łódź, czyli Marek Chojnacki (453 mecze). Ciekawe wnioski można wyciągnąć, analizując kolejne pozycje na liście rekordzistów. Zajmują je Dariusz Gęsior (427), Janusz Jojko (417) oraz Łukasz Surma (410). Tych piłkarzy łączy to, że wszyscy zakładali w czasie kariery niebieskie koszulki Ruchu.

Spośród piłkarzy, którzy biegają dziś po ligowych boiskach, do elitarnego grona najbliżej Malinowskiemu. 38-letni zawodnik rozegrał dotąd 397 meczów. Na tak imponujący wynik złożyły się spotkania w barwach Ruchu i Odry Wodzisław.

Piłkarz po sezonie rozstanie się z drużyną z Cichej, a na nowy kontrakt w ekstraklasie liczyć już nie może. Malinowski nie ukrywa więc, że zależy mu na tym, żeby zakończyć ligową przygodę z liczbą 400 występów.

To nie jest takie oczywiste, gdyż zawodnik w dwóch ostatnich meczach z Górnikiem Zabrze i Piastem Gliwice nie wchodził na boisko nawet jako rezerwowy.

- Dobór składu zawsze powinny determinować forma poszczególnych zawodników, taktyka, pozycja w tabeli. W przypadku Ruchu szczególnie ta pozycja w ekstraklasie wygląda bardzo źle. Stracą punkty jeszcze raz i zacznie się prawdziwe bicie na alarm. Wynik Marcina jest imponujący, ale trener przy doborze składu nie może się kierować indywidualnymi statystykami graczy - mówi Radosław Gilewicz, były reprezentant Polski, gracz m.in. Ruchu i klubów z niemieckiej i austriackiej Bundesligi.

Gilewicz ma jednak dla Malinowskiego dobre wieści. - Rotacje w składzie Ruchu są w ostatnich tygodniach duże. Zespół wygląda źle, więc trener Jacek Zieliński szuka ludzi, którzy wyciągną go z dołka. Marcin na pewno zasuwa na treningach, a w momencie gdy dostanie szansę gry, będzie przemawiał za nim dodatkowy atut. To właśnie jego indywidualny rekord może z niego wykrzesać dodatkowe pokłady ambicji. On przecież zdaje sobie sprawę z tego, że gdy zawiedzie, to drugiej szansy już nie dostanie. Nie wykluczam, że w ostatniej kolejce - gdyby Marcinowi brakowało do 400 meczów w lidze tylko jednego spotkania - trener poda mu rękę. Takie gesty wobec doświadczonych, zasłużonych dla klubu graczy już się przecież w przeszłości zdarzały - przypomina Gilewicz.

Więcej o: