To może być kluczowa zmiana w Ruchu Chorzów. Trener posłucha ligowego wyjadacza?

Mirosław Jaworski w sezonie 1994/95 był zawodnikiem Ruchu Chorzów, gdy ten spadał z ligi. Teraz radzi młodszym kolegom. - Więcej zaciętości i walki. Nie widzę kartek, a one w tej sytuacji byłyby przejawem determinacji - mówi.


Jaworski mimo 48 lat wciąż gra w piłkę. Od rundy wiosennej tego sezonu wybiega na boisko w składzie Przemszy Okradzionów, która rywalizuje w sosnowieckiej B-klasie. W Ekstraklasie rozegrał 327 spotkań. W 1996 roku cieszył się na Cichej ze zdobycia Pucharu Polski.

Jaworski martwi się o Ruch, który na trzy kolejki przed końcem sezonu jest poważnie zagrożony spadkiem z Ekstraklasy. Co radzi? - Przede wszystkim potrzebna jest rozmowa. Wiem, że teraz relacje w szatni wyglądają trochę inaczej niż wtedy, kiedy ja grałem w piłkę. Ale szczerość, otwarta dyskusja są bardzo potrzebne. Czasami rozmawialiśmy ze sobą niemal krzycząc. To oczyszczało atmosferę. Zawsze gra wyglądała potem lepiej. Oczekuję od tego zespołu przede wszystkim więcej zaciętości i walki na stadionie przy Cichej. Nie widzę kartek, a one w tej sytuacji byłyby przejawem determinacji. Uważam, że chłopcy powinni na boisku zostawić jeszcze więcej serca. Mam wrażenie, że lepiej im się gra na wyjazdach niż u siebie. To rzadkość, jeśli chodzi o Ruch, bo odkąd pamiętam, inne kluby z obawą przyjeżdżały do Chorzowa - mówi.

Przed Ruchem akurat wyjazdowy mecz z Wisłą Kraków. Zdaniem Jaworskiego przed tak ważnym spotkaniem trener Jacek Zieliński powinien zdecydować się na zmianę bramkarza.

- Krzysiek Kamiński to bardzo zdolny zawodnik, co już udowodnił. Przyznam jednak, że na finiszu rozgrywek postawiłbym na Michała Peskovicia. Swego czasu wybronił Ruchowi wiele punktów. Rozegrał znacznie więcej spotkań w ekstraklasie. A to doświadczenie może odegrać na finiszu bardzo ważną rolę - podkreśla.