Sport.pl

Rozwiązanie z NBA ma uzdrowić finanse klubów ekstraklasy. "Znając naszą mentalność..."

Mariusz Śrutwa - napastnik, który w ekstraklasie strzelił 103 bramki dla Ruchu Chorzów i Legii Warszawa - uważa, że ligowcy zarabiają zdecydowanie za dużo.


W zawodowym sporcie jest znany mechanizm "salary cap". Ten termin oznacza pułap wynagrodzeń, jakie klub może zaproponować swoim graczom. "Salary cap" jest znane i stosowane zwłaszcza za oceanem - w ligach NBA, NFL czy NHL. Ma zadanie wyrównywać sportowe szanse klubów biorących udział w rozgrywkach, a także ograniczać ryzyko finansowej plajty.

- Jestem zdecydowanie za tym, żeby taki mechanizm funkcjonował też w naszej ekstraklasie. Większość zawodników zarabia zdecydowanie za dużo. Kluby uczestniczą w tym wyścigu wbrew zdrowemu rozsądkowi. Zadłużają się. Bankrutują. Zapominają o tym co najważniejsze. Gdyby klubom narzucić górny pułap wynagrodzeń, na pewno zyskałyby środki na szkolenie dzieci i młodzieży, czyli to, co jest naprawdę ważne - mówi Śrutwa.

Namiastkę "salary cap" będą mieć w nadchodzącym sezonie w Chorzowie. Komisja Licencyjna postawiła Ruchowi warunek. Niebiescy nie mogą podpisywać nowych umów na kwotę wyższą niż 15 tysięcy złotych miesięcznie.

- Doskonałe posunięcie - uważa Śrutwa. W środowisku plotkuje się jednak, że taki zapis można bez większego kłopotu ominąć. Na przykład można zaproponować piłkarzowi dwie umowy: jedną w klubie, a drugą we współpracującej z klubem fundacji.

- Znając polską mentalność i skłonność do kombinowania, trzeba założyć, że na pewno znajdą się tacy, którzy będą chcieli taki zakaz ominąć. Jeżeli ktoś się na to odważy, a potem zostanie na tym przyłapany, to powinien być dla przykładu srogo ukarany. Kara powinna uderzyć w klub. Może warto pomyśleć o odebraniu licencji? Za chciwość powinien zapłacić też piłkarz, który musiałby stracić prawo do pieniędzy, które chciał zarobić na boku. Taki ruch uzdrowiłby finanse wielu klubów. Teraz żyjemy w fikcji. Piłkarze udają, że grają, a kluby, że im płacą. Przychodzi czas walki o licencje i zaczyna się teatr. Piłkarze wysyłają żądania do zapłaty zaległych pensji. Kluby proponują ugody. I tak w kółko - mówi piłkarz, który uważa, że ograniczenie pensji w Ruchu może paradoksalnie wyjść klubowi na dobre.

- Może w końcu odważniej postawią na utalentowaną młodzież, którą przecież mają na Cichej. Na swoją szansę czeka też wielu piłkarzy z regionu. Przed laty Ruch często sięgał po piłkarzy z okolicznych śląskich klubów. Warto do tego wrócić - przypomina Śrutwa, wychowanek Polonii Bytom.

Więcej o:
Komentarze (5)
Rozwiązanie z NBA ma uzdrowić finanse klubów ekstraklasy. "Znając naszą mentalność..."
Zaloguj się
  • ekaunt

    Oceniono 7 razy 3

    Jeszcze ktoś ich musi w tej lidze białoruskiej chcieć. Poza tym ograniczenie dotyczy budżetu, a nie poszczególnych zawodników. Decyzja będzie należeć do klubu ile któremu zapłaci.
    Poza tym najważniejsze żeby płacić, a nie obiecywać.

  • kralik111

    Oceniono 25 razy -9

    Ok, zaplacmy pilkarzom grosze i za rok zobaczymy ilu z nich ruszy za pieniedzmi do bialoruskiej III ligi....

    Jak mozna nawet publikowac takie idiotyzmy?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX