Sport.pl

Gerard Cieślik poirytowany. "Czy kilka tysięcy ludzi może się mylić jednocześnie?"

Gerard Cieślik, legendarny piłkarz Ruchu Chorzów, wybrał się na ostatni ligowy mecz niebieskich i nie żałuje. - Widzę potencjał w tej drużynie, ale jednego mi brakuje - zaznacza. Cieślik przyznał również, że nie rozumie skarg piłkarzy na grę w upale.


Cieślik ma 86 lat, ciągle żywo interesuje się tym, co dzieje się w jego ukochanym klubie. Na trybunach Cichej jest niestety coraz mniej osób, które pamiętają boiskowe wyczyny Pana Gerarda. Młodzież jednak docenia klubową ikonę. Gdy podczas meczu z Lechią Gdańsk stadionowy spiker ogłosił, że znakomity napastnik jest na trybunach, to kibice wstali z miejsc i bili Cieślikowi brawo. Zawodnik, który strzelił dla niebieskich 167 ligowych goli i poprowadził Ruch do trzech tytułów mistrza Polski, wierzy, że doczeka piętnastej mistrzowskiej gwiazdki chorzowskiego klubu.

Wojciech Todur: Po dwóch kolejkach Ekstraklasy Ruch ma na swoim koncie dwa punkty. To dobry start?

Gerard Cieślik: Pewnie mógł być lepszy. Trzeba jednak pamiętać, że Ruch grał z Lechem, z którym jednak trudno mu się dziś równać, i z niewygodną i nieobliczalną Lechią Gdańsk. Dwa punkty to dobre otwarcie. W zespole jest wiele nowych twarzy, które jednak potrzebują czasu, żeby stać się drużyną. Czas działa na korzyść niebieskich.

W czym pana zdaniem widać ten brak zagrania?

- Przede wszystkim w wyprowadzaniu piłki. Zdarzają się ciekawe akcje, po których aż człowieka podnosi z miejsca. Potem jednak przychodzi przestój. Czasami mam wrażenie, że w piłkę grają bramkarze i linie obrony. Zawodnicy w środku pola zadzierają głowy, a piłka szybuje wysoko nad nimi. Tak się w piłkę nie gra. To nie taktyka, a raczej objaw bezradności.

Ruch też tak chwilami gra i trwoni przez to czas na bezładną kopaninę.

A co pana najbardziej irytuje na starcie sezonu?

- Sędziowie (śmiech). Zdenerwował mnie ten Musiał, co to prowadził ostatni mecz Ruchu z Lechią. Ja jestem już stary i wzrok też mam już nie ten. Jeżeli jednak dostrzegam z trybun, że piłkarz ewidentnie zatrzymał piłkę ręką, a sędzia każe grać dalej, to już w porządku nie jest. Wiele razy zdarza się, że cały stadion krzyczy, wskazuje, że był faul czy ręka, a sędzia nic. Nie rozumiem tego. Czy kilka tysięcy ludzi może się mylić jednocześnie? Nie sądzę...

Jacek Zieliński, trener Ruchu Chorzów, podkreśla, że drużynie brakuje jakości z przodu.

- Bo to fakt. Trener stawia na początku sezonu na Pavela Sultesa. Czech robi dużo wiatru, ale pożytku na razie z tego wielkiego nie ma. Problemem jednak nie jest Sultes, ale fakt, że za jego plecami nie ma kolegów, którzy walczyliby z nim o miejsce w składzie. Jednym napastnikiem Ruch tej ligi nie ogra. Widzę potencjał w tej drużynie, ale jednak rywalizacji z przodu mi brakuje.

Na razie najskuteczniejszym zawodnikiem jest Marcin Malinowski.

- Piękną bramkę z Lechią strzelił. Wielką radość mi sprawił. Ile on ma już lat? Ze czterdzieści, tak?

38.

- Duży szacunek. W tym wieku wielu już nie chce się ciężko pracować na boisku. Wolą spokojną emeryturę w niższej lidze. W moich czasach piłkarze rzadko grali tak długo. Sam pożegnałem się z Ruchem w wieku 33 lat. W takim wieku byłbym dziś spokojnie do gry (śmiech). Wtedy jednak - mam wrażenie - organizmy zużywały się szybciej. Gorzej jedliśmy. Nie było takiej opieki medycznej. Inne czasy.

Ostatnia kolejka ekstraklasy toczyła się w upale. Czy uważa pan, że piłkarze mają prawo narzekać na skwar?

- Jak chcą, to niech sobie o tym mówią. Jakie to jednak ma znaczenie? Przecież rywal nie biegał po innym, zacienionym boisku. Takie są warunki grania i trzeba się z tym pogodzić. Za moich czasów też bywało gorąco, a jakoś nikt nie wpadł na pomysł, żeby przerywać mecz i dawać piłkarzom przerwę na napicie się wody. Graliśmy też zimą, w warunkach, o których dzisiejsi ligowcy nawet nie słyszeli. Śnieg, zmrożona murawa i koszulki z dekoltem po pępek. Więc niech już tak bardzo na tę pogodę nie narzekają.

Ma pan jakąś radę dla trenera Jacka Zielińskiego?

- Żadnych rad. Jeszcze ktoś mnie posądzi o to, że się mądrzę (śmiech). Przywożą mnie na Cichą, żebym w miłej atmosferze spędził dwie godziny życia. Jeżeli Ruch będzie wygrywał, to więcej do szczęścia mi nie trzeba.

Więcej o:
Komentarze (2)
Gerard Cieślik poirytowany. "Czy kilka tysięcy ludzi może się mylić jednocześnie?"
Zaloguj się
  • st.pauli

    Oceniono 58 razy 42

    Jak powszechnie wiadomo, kibice gospodarzy bezbłędnie wychwytują rękę w polu karnym gości i podnoszą jazgot wyłącznie wtedy, gdy piłka naprawdę zostanie zagrana tą szlachetną częścią ciała.

  • palestine

    Oceniono 28 razy 18

    Co za bzdura - najmocniej przepraszam Panie Gerardzie...

    "Jeżeli jednak dostrzegam z trybun, że piłkarz ewidentnie zatrzymał piłkę ręką, a sędzia każe grać dalej, to już w porządku nie jest. Wiele razy zdarza się, że cały stadion krzyczy, wskazuje, że był faul czy ręka, a sędzia nic. Nie rozumiem tego. Czy kilka tysięcy ludzi może się mylić jednocześnie? Nie sądzę..."

    Nie sądzę, żeby Pan to mówił na poważnie, bo... to aż niemożliwe :)
    Z trybun wszystko widać, osoba siedząca/stojąca dokładnie w najgorszym miejscu pod kątem oceny danego spalonego - widzi go najlepiej. Siedząc za jedną bramką widzi przekroczenie linii przez piłkę w bramce vis-a-vis. Faule i zagrania ręką to już klasyka - podobnie jak śpiewanie o PZPN po decyzjach arbitra nie uwzględniających opinii tysiąca speców;)

    Sam dopingując na każdym meczu swój klub wściekam się (a ze mną tysiące innych ludzi) na decyzje sędziów, by potem - jak już emocje opadną - zobaczyć na powtórkach, że byłem w błędzie :)

    Wyobraźcie sobie mecze i stadiony, na których sędzia gwiżdże tam, gdzie 'protestują' kibice :D :D :D
    Bądźmy poważni, tak odrobinę! ;)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX