Trener Ruchu Chorzów narzeka na brak jakości w ataku. Zaskakująca odpowiedź działaczy

Ruchowi Chorzów brakuje wartościowych piłkarzy w linii ataku. Transfer ofensywnego piłkarza powinien być w tej sytuacji priorytetem. Co ciekawe, na Cichej są jednak innego zdania.
Za Ruchem dwa mecze nowego sezonu. Niebiescy dwa razy dzielili się punktami (z Lechem Poznań i Lechią Gdańsk) i za każdym razem stało się to za sprawą bramek Marcina Malinowskiego.

Doświadczony, 38-letni pomocnik to wciąż wartościowy piłkarz, ale na pewno nie można na nim opierać gry w ofensywie. Jacek Zieliński, trener Ruchu Chorzów, nie ma wątpliwości, że niebiescy potrzebują wzmocnień w linii ataku. Dziś rywali straszą przede wszystkim Pavel Sultes oraz Grzegorz Kuświk. Zdecydowanie za mało, jak na klub, który marzy o awansie do grupy mistrzowskiej, czyli czołowej ósemki ligi.

Dariusz Smagorowicz, prezes niebieskich, nie ma jednak dobrych wieści dla trenera Zielińskiego. Smagorowicz mówił na naszych łamach, że Ruch prawdopodobnie sfinalizuje tego lata jeszcze jeden transfer i będzie to transfer bramkarza.

Mirosław Mosór, dyrektor sportowy klubu, jest podobnego zdania. - Transfer bramkarza to priorytet. A co będzie z napastnikiem? Nic na siłę. Jeżeli pojawi się ciekawa oferta, to na pewno z niej skorzystamy. Nie będziemy jednak brać nikogo na siłę. Przypomnę, że na razie wciąż niewyjaśniona jest przyszłość Maćka Jankowskiego - dodaje.

Jankowski od kilku dni szykuje się do przeprowadzki do Zagłębia Lubin. Trener Zieliński stawiał, że transfer zostanie sfinalizowany przed ostatnim meczem z Lechią Gdańsk i w tygodniu poprzedzającym spotkanie ustawiał taktykę tak, jakby nie miał już do dyspozycji napastnika z Warszawy. - Ta transferowa saga w końcu musi się skończyć. Muszę wiedzieć, czy Jankowski odchodzi, czy zostaje - irytował się po meczu z Lechią trener.