Sport.pl

Opcja niemiecka w Ruchu Chorzów warta remisu ze Śląskiem Wrocław

Jan Kocian, nowy trener Ruchu Chorzów, pomógł niebieskim podnieść się z kolan po upokarzającym 0:6 w Białymstoku. Pomysłu, sił i determinacji wystarczyło drużynie z Cichej do wywalczeniu remisu ze Śląskiem Wrocław.
"Opcja niemiecka" na Cichej jest już nie tyle jawna, co wręcz pożądana. Kocian powtarza, że pod jego wodzą Ruch ma grać właśnie na niemiecką nutę. W czym rzecz? Dyscyplina, determinacja i wola walki - to mają być atuty napędzające wygrane niebieskich.

Słowak zaczął pracę w Chorzowie w trudnych warunkach. Z drużyny wypadło aż sześciu kontuzjowanych graczy. Większe spustoszenie niż w kadrze nastąpiło jednak w głowach zawodników z Chorzowa. Po 0:6 w Białymstoku morale drużyny poszło w rozsypkę.

Po takiej wpadce Kocian zdecydował się na zmianę bramkarza. Na rezerwie usiadł Krzysztof Kamiński, a szansę debiutu w niebieskich barwach dostał Michał Buchalik. 24-latek z Rybnika uczył się ligowej piłki w barwach Odry Wodzisław, a ostatnio był zawodnikiem Lechii Gdańsk. Buchalik szybko odwdzięczył się za zaufanie. W pierwszej połowie bronił pewnie i z wyczuciem. Największe brawa zebrał za obronę uderzeń Paixao i Plaku, którzy w odstępie kilku sekund szukali drogi do siatki niebieskich.

W pierwszej połowie lepszą drużyną był Ruch. Niebiescy agresywnie starali się zmusić wrocławian do błędów. Więcej dobrych niż złych zagrań miał tak krytykowany ostatnio Filip Starzyński. Pomocnik niebieskich z wyczuciem kierował grą kolegów, a kilka jego zagrań było palce lizać. Tak jak wtedy, gdy znakomicie dograł piłkę Łukaszowi Janoszce. Pomocnik Ruchu stanął oko w oko z bramkarzem Rafałem Gikiewiczem, ale strzał już spartolił.

Bramki mogły, a nawet powinny też wpaść, po akcjach Macieja Jankowskiego i przede wszystkim Michała Helika. Młody obrońca Ruchu znalazł się we właściwym miejscu po rzucie rożnym. Piłka skakała mu przed nosem, ale Helik nie był w stanie podjąć właściwej decyzji. Gdy trzeba było ją uderzyć głową czy choćby wepchnąć brzuchem do siatki, on uparł się, że trafi ją nogą. Helik niemal podniósł stopę na wysokość poprzeczki, ale i tak ledwie musnął futbolówkę.

Na drugą połowę niebiescy wyszli już bez Jankowskiego, który zgłosił w przerwie uraz kolana. W ataku zmienił go Grzegorz Kuświk, który szybko zaliczył najbardziej spektakularną wpadkę meczu.

Po dobrym podaniu Starzyńskiego Kuświk pobiegł sam na bramkę Gikiewicza. Sytuacja chyba go przerosła. Kuświk nagle bowiem zwolnił i gdy miał już Gikiewicza na wyciągnięcie ręki, to czubkiem buta podrzucił mu piłkę prosto w ręce. Ile kosztuje takie frajerstwo, Ruch przekonał się już kilka minut później. Po strzale Paixao piłka po dwóch rykoszetach (Piotr Stawarczyk, Tomasz Hołota) wpadł do bramki obok zdezorientowanego Buchalika.

Gdyby taki wynik utrzymał się do końca spotkania, Kuświk miałby co wspominać przez długie tygodnie. Napastnik widać uznał, że jeżeli ma spać spokojnie, to musi zapracować na to sam. Tym razem znakomitą piłkę dograł mu Kamil Włodyka, a strzał głową okazał się już skuteczny.

W końcówce bliższy wygranej był Śląsk, bo też dobrą zmianę dał Sylwester Patejuk. Pomocnik drużyny z Wrocławia miał piłkę meczową, ale w dobrej sytuacji przestrzelił nad poprzeczką.

Czy brak obcokrajowców w drużynie to dobre posunięcie Ruchu Chorzów?
Więcej o: