Decyzja Jana Kociana nie wróży dobrze stoperowi Ruchu Chorzów

Marcin Malinowski pewnie nawet nie przypuszczał, że na stare lata będzie tak uniwersalnym i niezastąpionym graczem w kadrze Ruchu Chorzów. 
38-letni kapitan najpewniej czuje się na pozycji defensywnego pomocnika. W przeszłości grał już na środku obrony, ale sam mówił potem, że to nie jest dla niego dobre rozwiązanie.

Jan Kocian, nowy trener Ruchu, mimo to ustawił Malinowskiego na stoperze - w parze z Piotrem Stawarczykiem - w meczu ze Śląskiem Wrocław.

- Pole manewru miałem mocno ograniczone. Tak naprawdę mogłem postawić na parę Malinowski - Stawarczyk lub Helik - Stawarczyk. Ta druga grała w ostatnim, wysoko przegranym meczu w Białymstoku. W tej sytuacji uznałem, że zmiany są konieczne - mówi Słowak, który sam był znanym z twardej gry stoperem. Umiejętności i charakter zapewniły mu funkcję kapitana reprezentacji Czechosłowacji podczas mundialu we Włoszech w roku 1990.

- Żeby defensywa dobrze funkcjonowała, to potrzebuje wodza. W meczu ze Śląskiem takim wodzem był właśnie Malinowski. Dziś nie potrafię przesądzić, czy po powrocie do gry kontuzjowanych obrońców Malinowski wróci do linii pomocy. To pokaże przyszłość - wyjaśnia Kocian.

Słowak wyjaśnił, że także dlatego przesunął Malinowskiego do obrony, gdyż szukał miejsca na boisku dla Bartłomieja Babiarza. Ten był odpowiedzią Ruchu na Sebastiana Milę - lidera Śląska.

Dodajmy, że w kadrze Ruchu jest jeszcze jeden zdrowy stoper. To pozyskany przed sezonem z Arki Gdynia Bartosz Brodziński. Fakt, że "Broda" nawet w chwili, gdy ze składu wypadło trzech środkowych obrońców - Adrian Mrowiec, Maciej Sadlok, Marek Szyndrowski - nie podnosi się z ławki rezerwowych, nie wróży mu jednak najlepiej. 

Czy brak obcokrajowców w drużynie to dobre posunięcie Ruchu Chorzów?