Sport.pl

Ulubieniec prezesa Ruchu Chorzów zrobił różnicę. Mateusz Kwiatkowski zabłyśnie w ekstraklasie?

Mateusz Kwiatkowski, napastnik Ruchu Chorzów, przeprowadził akcję, która przesądziła o losach spotkania z Widzewem Łódź.
Kwiatkowski wszedł na boisko po 30 minutach gry. Zastąpił Grzegorza Kuświka, który zgłosił uraz mięśnia. Kwiatkowski pokazał się z dobrej strony. W końcówce spotkania wywalczył rzut karny, który zamienił na zwycięską bramkę Filip Starzyński.

21-letni napastnik gra na Cichej od sezonu 2010/11. Niebiescy wypatrzyli go w barwach Bałtyku Koszalin. Zawodnik jest jednak wychowankiem UKS-u Szczecinek. Piłkarz o skromnych warunkach fizycznych (167 centymetrów wzrostu) to jeden z ulubieńców prezesa Dariusza Smagorowicza.

Prezes Ruchu był pod wrażeniem jego talentu i pracowitości, gdy ten grał w Młodej Ekstraklasie chorzowskiej drużyny. Przejście do seniorskiej piłki okazało się jednak dla Kwiatkowskiego trudne. Zawodnik zagrał dotąd tylko w sześciu ligowych meczach. Gola w ekstraklasie jeszcze nie zdobył. - Grałem w drugiej drużynie, gdzie zdobywałem bramki. Trener Jacek Zieliński to zauważył i zaczął mnie powoływać do meczowej kadry na mecze w lidze. Teraz w Chorzowie jest nowy trener Jan Kocian i ponownie jestem brany pod uwagę przy ustalaniu składu. W meczu z Widzewem wszedłem na boisko z powodu kontuzji Grześka Kuświka. Myślę, że wykorzystałem swoją szansę. Zostałem sfaulowany, a Filip Starzyński wykorzystał karnego. Dobrze mi się grało, ale żałuję tych wszystkich niewykorzystanych sytuacji - mówi Kwiatkowski.

Czy brak obcokrajowców w drużynie to dobre posunięcie Ruchu Chorzów?
Więcej o: