Gerard Cieślik nie żyje. Legendarny piłkarz Ruchu Chorzów miał 86 lat

Gerard Cieślik

Gerard Cieślik (Fot. Bartłomiej Barczyk / Agencja Gazeta)

Gerard Cieślik, ikona Ruchu Chorzów i wybitny reprezentant Polski, nie żyje.
Gerard Cieślik przeżył 86 lat. Zmarł w nocy w chorzowskim szpitalu przy ulicy Strzelców Bytomskich. Informację potwierdził Dariusz Smagorowicz, prezes niebieskich. Znakomity przed laty piłkarz miał w ostatnich tygodniach poważne problemy ze zdrowiem. Do szpitala po raz pierwszy trafił pod koniec września. - Byliśmy z mężem w Wiśle i nagle mąż mocno się pochorował. Wymiotował i wylądował w szpitalu w Cieszynie. Stamtąd odesłano go do Chorzowa. Były jednak duże problemy ze znalezieniem szpitala, bo nigdzie go nie chcieli przyjąć - mówiła wtedy Krystyna Cieślik, żona legendy Ruchu. 86-letni Cieślik miał cukrzycę i problemy z płucami. Lekarzom udało się na szczęście postawić go na nogi i po ponad tygodniu hospitalizacji wrócił do domu. Niestety, nie na długo. W piątek jego stan znowu się pogorszył. Zmarł w nocy z soboty na niedzielę.

Odszedł znakomity piłkarz, który poprowadził Ruch do trzech tytułów mistrza Polski, a strzelił przy tym 167 ligowych bramek. Kibice spoza Śląska cenili go przede wszystkim za mecz w reprezentacji Polski z ZSRR. W 1957 roku Cieślik poprowadził białoczerownych do sensacyjnej wygranej nad znienawidzonym rywalem. Strzelił wtedy dwa gole legendarnemu Lwu Jaszynowi.

Cieślik grał w reprezentacji Polski w latach 1947-1958. Wystąpił w 46 meczach, w których strzelił 27 goli. Debiutował w pierwszym powojennym meczu biało-czerwonych z Norwegią w Oslo, a żegnał się 11 lat później na Stadionie Śląskim w Chorzowie meczem z Węgrami. Jako jedyny zawodnik, który rozegrał w biało-czerwonych barwach mniej niż 60 spotkań, został przyjęty do ekskluzywnego grona Klubu Wybitnego Reprezentanta. W uznaniu zasług w 1999 roku został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Ludzie Ruchu wspominają Gerarda Cieślika. "Takich ludzi już nie ma"

Kilka miesięcy na froncie

Urodził się w Wielkich Hajdukach. Jego ojciec, Antoni, był powstańcem śląskim rodem z Łabęd, który po referendum osiadł po polskiej stronie granicy dzielącej Śląsk. - Ojciec to był prawdziwy patriota, życia poza tym Śląskiem i poza Polską nie widział - opowiadał "Gazecie" Gerard Cieślik. Rodowe nazwisko słynnego piłkarza w kościelnych kronikach brzmiało nieco inaczej - Ceszlik. Czy to efekt czeskich wpływów na Górnym Śląsku, żywych przez kilkaset lat? A może trafił po prostu na urzędnika, który z pisownią prostego w sumie nazwiska nie potrafił sobie poradzić? To pytanie pozostanie już chyba bez odpowiedzi.

Młodość to Hajduki, szkoła, piłkarskie boisko. Hajduki zawsze były peryferiami. Najpierw Świętochłowic - bo w granicach tej gminy się znajdowały - a od 1939 roku Chorzowa. - Nawet do kina chodziło się do miasta. To znaczy do Chorzowa. W Hajdukach mało było rozrywek... - mówił Cieślik.

Zawsze opowiada, że do Ruchu trafił dzięki prostemu fortelowi. "Dorośli" strzelali na treningach, a "bajtle" podawali piłki, które wylatywały na aut. Cieślik podawał te piłki tak, żeby do niego wracały - odbite od słupków czy poprzeczki. Ktoś z działaczy to zauważył, zaproponował test - strzelanie jedenastek. Dorosłemu bramkarzowi. No i Gerard test zdał. Został piłkarzem.

Zanim zdołał zabłysnąć na boisku, wybuchła wojna. Ojciec zginął gdzieś pod Wolbromiem, jechał w otwartych wagonach zbombardowanych przez hitlerowski samolot. Utrzymanie rodziny spadło więc na barki synów - Gerarda i Jerzego. Ten drugi - starszy - zginął potem jako żołnierz Wehrmachtu. Trafił tam, bo gdy Niemcom zaczęło się źle powodzić na frontach, brali "w kamasze" nawet tych, których uważali za "bitych Poloków". Z czasem znienawidzony mundur musiał też założyć Cieślik. Spędził na froncie kilka miesięcy.

Pomocnik magazyniera

Prawdziwa kariera Cieślika rozpoczęła się po wojnie. Były głośne mecze z Armią Renu - zawodowymi piłkarzami brytyjskimi, służącymi akurat w wojsku, była słynna eskapada do Szkocji, było porywające zwycięstwo nad zdecydowanie wyżej wtedy notowaną Czechosłowacją, a dwa lata przed końcem kariery - mecz z ZSRR, dwie bramki strzelone najlepszemu bramkarzowi świata, Jaszynowi. Wtedy kochała go cała Polska. Stadion opuszczał na ramionach kibiców.

Zawsze uchodził też za wzór sportowca. Może dlatego o innych wielkich piłkarzach zapomniano, a Cieślik znalazł się w czołówce plebiscytu naszej "Gazety" na najwybitniejszych Ślązaków XX wieku.

Polityczny analfabeta

A jak było z pracą zawodową Cieślika?

- Gerard był dobrym pracownikiem, znał swój fach. Robił przy tokarce, na zmiany. Dostawał prace raczej krótkotrwałe, takie nad którymi nie trzeba było za długo siedzieć. Bo każdy wiedział, że on musi jeszcze iść na trening. No, a potem został majstrem. Takim, co to umie o swych ludzi zadbać, wystarać się dla nich o premię. Jak nie dało się czegoś normalnie załatwić, to od razu "walił" do dyrektora huty - opowiadał "Gazecie" były pracownik Huty Batory Czesław Zdrzałek.

Piłkarz pracował w hucie przez część swej kariery, potem był tam już tylko prowadzony na etacie. - Gerard miał swój honor. Kiedy faktycznie przestał pracować w zakładzie, to nie odbierał już pieniędzy w zakładowej kasie. Byłoby mu po prostu wstyd. Przysyłano mu je pocztą - zapewniał Zdrzałek.

Od polityki pan Gerard się odżegnywał.

- Trzeba powiedzieć, że Gerard był rozsądny. Kiedyś zaproszono nas, piłkarzy, do Komitetu Miejskiego PZPR. Miało być jakieś miłe spotkanie przy kawie, a skończyło się na tym, że jeden z towarzyszy nazwał mnie, Cieślika i Alszera politycznymi analfabetami. Aż mnie ruszyło, już bronić się, ale Gerard szarpnął mnie za pasek u spodni i powiedział: - Co chcesz, przecież on nie godo źle. Co my wiemy o polityce... No fakt, nie było się na co obrażać - wspominał nie żyjący już Ewald Cebula, kolega z boiska.

Do KM PZPR zapraszano piłkarzy częściej. - Zawsze szło o to samo, że wszyscy chodzimy do kościoła - wspominał nieżyjący już Ryszard Wyrobek, szwagier Cieślika i kolega z boiska. - No może były jakieś problemy, ale nie zdarzyło się, żeby mi ktoś zabronił do kościoła chodzić. Nawet wtedy, gdy jechało się na mecz wyjazdowy, to w niedzielę rano cała drużyna zgodnie szła do kościoła... - mówił Cieślik.

Strzał w "szczekaczkę"

W jego "politycznej" biografii najważniejsza była funkcja radnego Miejskiej Rady Narodowej. Działał w niej przez dwie kadencje. - Nie wiem, jak do tego doszło, że znalazłem się na listach, ale takie były czasy. Wątpię, czy mógłbym się nie zgodzić. W pierwszej kadencji skierowano mnie do komisji gospodarczej. Jak się okazało, że mam chodzić po przedszkolach i kontrolować, czy talerze są czyste - to zrezygnowałem. Szkoda było czasu. Dopiero w drugiej kadencji trafiłem do komisji sportu, tam mogłem robić to, na czym się znam. Czy pomogłem wyremontować jakiś stadion? Nie, w tamtych latach pieniądze na remonty boisk dawały przecież zakłady pracy, a nie miasto... - wyjaśniał Cieślik.

W życiu Cieślika ważna była przyjaźń z ówczesnym posłem na Sejm, Wiktorem Markiefką. To on załatwił piłkarzowi wyreklamowanie od służby wojskowej, a praktycznie od dwuletniej gry w Legii Warszawa.

- To był taki uczciwy chłop i autentyczny Ślązak, choć przyszło mu żyć w najgorszych latach komuny. Jak coś trzeba było załatwić, to był w stanie jechać prosto do Rokossowskiego czy nawet Bieruta. I załatwił. Gerard miał kiedyś przy oknie zawieszoną "szczekaczkę", przez którą nadawano audycje radiowęzła Huty Batory. Gerard poskarżył się, że nie może spać. Wtedy Markiefka wyszedł przed blok, parę razy strzelił do głośnika z pistoletu, który zawsze nosił przy sobie i było cicho... - opowiadał "Gazecie" ksiądz Czesław Gębała, który Cieślika znał od 1962 roku.

Cieślik jako pierwszy w Ruchu miał samochód. To była ifa, kupiona od wujka z Rzędowic. A potem była syrena, na hutniczy talon. - Samochody niewiele dla mnie znaczyły, zresztą nigdy nie kierowałem się w swym życiu pieniędzmi - twierdził Cieślik. - Kiedyś przyjechali do mnie działacze z Łodzi. Z kluczem do nowiutkiego, wyposażonego we wszystkie wygody mieszkania. A ja mieszkałem w zwykłej klitce. Ale przez myśl nawet mi nie przyszło, by z tego powodu Ruch opuszczać...

- Moje hobby to Ruch, piłka nożna, jeszcze dziś oglądam wszystkie transmisje, chodzę na mecze. A poza sportem? Kiedyś lubiłem pograć na harmonii, pośpiewać. W Ruchu w latach mojej kariery wszyscy śpiewali - mówił piłkarz.

Profesor Jan Miodek: - Mówiąc skrótowo i upraszczająco, a zarazem obrazowo: radiowa "Zgaduj-zgadula" i "Podwieczorek przy mikrofonie" oraz piłkarski mecz w sobotę czy w niedzielę były w zasadzie jedynymi przyjemnościami weekendowymi przeciętnej polskiej rodziny. Nie było telewizji, która wiele lat później wykreowała nowych idoli kultury masowej. W latach 50. niekwestionowanym i bezkonkurencyjnym królem masowej wyobraźni był Gerard Cieślik.

Wspomnienia o Cieśliku pochodzą z tekstu Joachima Waloszka, który ukazał się 21 kwietnia 2000 roku w "Gazecie Wyborczej"

Gerard (Gerhard) Józef Cieślik (Ceszlik); ur. 5 maja 1927 w Wielkich Hajdukach (dziś Chorzów) - zmarł 3 listopada 2013; piłkarz, napastnik, jeden z najlepszych w historii polskiego futbolu, bramkostrzelny, obdarzony dobrą techniką, dryblingiem i umiejętnością przyspieszenia na krótkim odcinku; strzał plasowany, niesygnalizowany; także tenisista stołowy - wyczynowiec; olimpijczyk '52, uczestnik eliminacji MŚ '58; zawodnik Ruchu w latach 1939-1959, w czasie wojny krótko w Bergknappen i potem SV Bismarckhuette; okazjonalnie w Górniku Zabrze (2 mecze towarzyskie w ZSRR); reprezentant Polski (1947-1958) i Śląska (1946-1958), potem trener m.in. Ruchu Chorzów i Concordii Knurów, a zaczynał w tym fachu jeszcze jako młody zawodnik w Grunwaldzie Halemba (lata 40.), w kilku zespołach w charakterze konsultanta, w dorobku również praca z młodzieżą; do dziś we władzach Ruchu Chorzów, członek działającego przy PZPN Klubu Byłego Reprezentanta, uhonorowany Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Komentarze (38)
Gerard Cieślik nie żyje. Legendarny piłkarz Ruchu Chorzów miał 86 lat
Zaloguj się
  • fastwinter.5

    Oceniono 264 razy 244

    oj, to Panbócek sie teraz cieszy,że Pan Gerard zasili jego niebieską drużynę
    tylko my "niebiescy", tu na ziemi odczuwamy z tego powodu ogromna pustkę
    Dużo goli Panie Gerardzie na tych niebiańskich stadionach..!!

  • kalowiec

    Oceniono 188 razy 184

    Kolejny z Wielkich odszedł, i Wielkie Dzięki za wszystko co dla polskiej piłki i jej kibiców Pan zrobił!!!

  • anal_fa_beta

    Oceniono 124 razy 124

    [*] niech spoczywa w spokoju wielki piłkarz.

  • qznia

    Oceniono 108 razy 106

    Cześć Jego pamięci. Wielki piłkarz, wielki człowiek.

  • 1234qwerty

    Oceniono 118 razy 96

    Dla takiego człowieka były problemy ze znalezieniem szpitala bo nigdzie nie chcieli go przyjąć. No pewnie kto się będzie takim staruchem zajmował. Jakby był wysokim aparatczykiem partyjnym to takiego problemu by nie było. Wstyd i żenada.

  • tadkon

    Oceniono 120 razy 94

    Cytat: "Były jednak duże problemy ze znalezieniem szpitala, bo nigdzie go nie chcieli przyjąć". Taka jest oto ta dzisiejsza rzeczywistość o która tak walczyliście. Amen - mówiła wtedy Krystyna Cieślik, żona

  • xbozena

    Oceniono 83 razy 79

    Wyrazy współczucia {*}....gieksiarz....

  • tiadi

    Oceniono 76 razy 74

    Cześć Jego pamięci! Dziękujemy za wspaniałe chwile, którymi nas obdarowałeś.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

LOTTO Ekstraklasa 2018/19

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Lechia Gdańsk 19 39 30-17 11 6 2
2 Legia Warszawa 19 36 31-18 10 6 3
3 Jagiellonia Białystok 19 32 33-28 9 5 5
4 Lech Poznań 19 30 31-23 9 3 7
5 Piast Gliwice 19 30 26-22 8 6 5
6 Korona Kielce 19 30 25-23 8 6 5
7 Wisła Kraków 19 29 33-28 8 5 6
8 Pogoń Szczecin 19 28 26-23 8 4 7
9 Arka Gdynia 19 24 27-25 6 6 7
10 Zagłębie Lubin 19 24 30-30 7 3 9
11 Cracovia Kraków 19 24 18-20 6 6 7
12 Miedź Legnica 19 20 21-35 5 5 9
13 Wisła Płock 19 19 27-34 4 7 8
14 Śląsk Wrocław 19 18 26-28 4 6 9
15 Górnik Zabrze 19 17 23-33 3 8 8
16 Zagłębie Sosnowiec 19 12 22-42 2 6 11

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa