Sport.pl

Ostatni wywiad z Gerardem Cieślikiem. "Jak Ruch będzie wygrywał, to więcej do szczęścia mi nie trzeba"

Na pana Gerarda zawsze można było liczyć. Rano, wieczorem, w niedzielę czy w poniedziałek. Wystarczyło zadzwonić do jego chorzowskiego mieszkania. Telefon zawsze odbierała pani Krystyna.
Ekskluzywne materiały i ciekawostki o Ruchu Chorzów na Facebooku >>

"Gerard. Jakiś dziennikarz do ciebie" - pokrzykiwała do męża. Po chwili w słuchawce było już słychać niski głos Gerarda Cieślika.

Nigdy nie odmawiał. Żywo komentował każde wydarzenie związane z jego ukochanym Ruchem. Korzystaliśmy z jego wiedzy i życzliwości dziesiątki, a może i setki razy. Ostatni raz 30 lipca tego roku. To nie była - zresztą, jak zawsze - sztywna rozmowa, a raczej miła pogawędka o Ruchu.

Ludzie Ruchu wspominają Gerarda Cieślika. "Takich ludzie jest już coraz mniej"

Wojciech Todur: Po dwóch kolejkach ekstraklasy Ruch ma na swoim koncie dwa punkty. To dobry start?

Gerard Cieślik: Pewnie mógł być lepszy. Trzeba jednak pamiętać, że Ruch grał z Lechem, z którym jednak trudno mu się dziś równać, i z niewygodną, i nieobliczalną Lechią Gdańsk. Dwa punkty to dobre otwarcie. W zespole jest wiele nowych twarzy, jednak potrzebują czasu, żeby stać się drużyną. Czas działa na korzyść niebieskich.

W czym pana zdaniem widać ten brak zgrania?

- Przede wszystkim w wyprowadzaniu piłki. Zdarzają się ciekawe akcje, po których aż człowieka podnosi z miejsca. Potem jednak przychodzi przestój. Czasami mam wrażenie, że w piłkę grają bramkarze i linie obrony. Zawodnicy w środku pola zadzierają głowy, a piłka szybuje wysoko nad nimi. Tak się w piłkę nie gra. To nie taktyka, a raczej objaw bezradności. Ruch też tak chwilami gra i trwoni przez to czas na bezładną kopaninę.

A co pana najbardziej irytuje na starcie sezonu?

- Sędziowie (śmiech). Zdenerwował mnie ten Musiał, co to prowadził ostatni mecz Ruchu z Lechią. Ja jestem już stary i wzrok też mam już nie ten. Jeżeli jednak dostrzegam z trybun, że piłkarz ewidentnie zatrzymał piłkę ręką, a sędzia każe grać dalej, to już w porządku nie jest. Wiele razy zdarza się, że cały stadion krzyczy, wskazuje, że był faul czy ręka, a sędzia nic. Nie rozumiem tego. Czy kilka tysięcy ludzi może się mylić jednocześnie? Nie sądzę...

Jacek Zieliński, trener Ruchu Chorzów podkreśla, że drużynie brakuje jakości z przodu.

- Bo to fakt. Trener stawia na początku sezonu na Pavla Sultesa. Czech robi dużo wiatru, ale pożytku na razie z tego wielkiego nie ma. Problemem jednak nie jest Sultes, ale fakt, że za jego plecami nie ma kolegów, którzy walczyliby z nim o miejsce w składzie. Jednym napastnikiem Ruch tej ligi nie ogra. Widzę potencjał w tej drużynie, ale jednak rywalizacji z przodu mi brakuje.

Na razie najskuteczniejszym zawodnikiem jest Marcin Malinowski.

- Piękną bramkę z Lechią strzelił. Wielką radość mi sprawił. Ile on ma już lat? Ze czterdzieści, tak?

Trzydzieści osiem.

- Duży szacunek. W tym wieku wielu już nie chce się ciężko pracować na boisku. Wolą spokojną emeryturę w niższej lidze. W moich czasach piłkarze rzadko grali tak długo. Sam pożegnałem się z Ruchem w wieku 33 lat. W takim wieku byłbym dziś spokojnie do gry (śmiech). Wtedy jednak - mam wrażenie - organizmy zużywały się szybciej. Gorzej jedliśmy. Nie było takiej opieki medycznej. Inne czasy.

Ostatnia kolejka ekstraklasy toczyła się w upale. Czy uważa pan, że piłkarze mają prawo narzekać na skwar?

- Jak chcą, to niech sobie o tym mówią. Jakie to jednak ma znaczenie? Przecież rywal nie biegał po innym, zacienionym boisku. Takie są warunki grania i trzeba się z tym pogodzić. Za moich czasów też bywało gorąco, a jakoś nikt nie wpadł na pomysł, żeby przerywać mecz i dawać piłkarzom przerwę, żeby napić się wody. Graliśmy też zimą, w warunkach, o których dzisiejsi ligowcy nawet nie słyszeli. Śnieg, zmrożona murawa i koszulki z dekoltem po pępek. Więc niech już tak bardzo na tę pogodę nie narzekają.

Ma pan jakąś radę dla trenera Jacka Zielińskiego?

- Żadnych rad. Jeszcze ktoś mnie posądzi o to, że się mądrzę (śmiech). Przywożą mnie na Cichą, żebym w miłej atmosferze spędził dwie godziny życia. Jak Ruch będzie wygrywał, to więcej do szczęścia mi nie trzeba.

Więcej o:
Komentarze (3)
Ostatni wywiad z Gerardem Cieślikiem. "Jak Ruch będzie wygrywał, to więcej do szczęścia mi nie trzeba"
Zaloguj się
  • bbr1989

    Oceniono 22 razy 20

    Nie umiera ten, kto żyje w sercach bliskich [*]

    futbolowewiesci.blox.pl
    facebook.com/FutboloweWiesci1

  • abw12300

    Oceniono 21 razy 19

    Czerwieni się niebo z rozpaczy
    Deszcz łzami się ciągle zalewa
    W piłce Ruch zawsze coś znaczy
    Choć Cieślik już poszedł do nieba........

  • zbychus1

    Oceniono 1 raz 1

    NIEEEEEBIEEESCY !!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX