Ludzie Ruchu Chorzów wspominają Gerarda Cieślika. "Takich ludzi jest coraz mniej"

Wielka żałoba na Cichej. Członkowie niebieskiej rodziny żegnają legendę klubu Gerarda Cieślika. 
Gerard Cieślik zmarł w niedzielę w chorzowskim szpitalu. Miał 86 lat.

- Był wielkim sportowcem i skromnym, dobrym człowiekiem. Dzięki takim ludziom jak Gerard Cieślik Ruch jest legendą bez końca - wspomina ikonę niebieskich Dariusz Smagorowicz, prezes chorzowskiego klubu. - Brak słów, które byłyby w stanie opisać żal i ból, który czujemy po odejściu Pana Gerarda. Nie potrafię sobie wyobrazić, że już nigdy nie spotkamy się na stadionie przy Cichej, nie porozmawiamy o meczu, nie powspominamy dawnych sukcesów. Pan Gerard Cieślik dzięki pasji, determinacji i ciężkiej pracy stał się nie tylko jednym z najlepszych napastników w historii chorzowskiej drużyny, ale w dziejach polskiego futbolu. Całą swoją piłkarską karierę, co we współczesnym świecie sportu jest ewenementem, był związany z Ruchem Chorzów. Był wzorem do naśladowania i prawdziwą inspiracją dla kolejnych pokoleń zawodników rozpoczynających swoją przygodę z piłką. W trudnych momentach pamięć o jego osiągnięciach i przywiązanie do barw klubowych pozwalało nam czerpać siły i dawało wiarę, że nadejdą dla Cichej lepsze czasy. To dzięki takim ludziom Ruch słusznie nazywany jest legendą bez końca. Panie Gerardzie, osierociłeś nas wszystkich - napisał Dariusz Smagorowicz.

Albin Wira, trzykrotny mistrz Polski w niebieskich barwach, przypomina, że rok 2013 jest dla Ruchu niezwykle bolesny.

- Straciliśmy Jerzego Wyrobka, Henryka Duszę, a teraz Gerarda Cieślika. Nie miałem przyjemności zobaczyć go w akcji, na boisku. O jego grze opowiadał mi Jurek Wyrobek i zawsze były to słowa najwyższego uznania i podziwu dla jego smykałki do zdobywania bramek, tego jak wkręcał obrońców rywali. Poznałem pana Gerarda w momencie, gdy sam zacząłem trenować w Ruchu. Jak dostałem się do pierwszej drużyny, to spotykaliśmy się już codziennie w klubie. Gerard Cieślik żył klubem, liczył się dla niego tylko Ruch, całe serce, życie poświęcił niebieskim. Był wspaniałym piłkarzem, ale także wielkim człowiekiem - podkreśla Wira.

Ze śmiercią Gerarda Cieślika trudno się pogodzić Edwardowi Lorensowi, piłkarzowi i trenerowi niebieskich. - Gerard Cieślik nie dość, że był wybitnych piłkarzem, to był świetnym człowiekiem. Spotykałem się z nim w klubie codziennie, gdy byłem zawodnikiem, bo nie mógł on żyć bez ukochanego klubu. Jak mówiło się Cieślik - to wiadomo było od razu, że chodzi o niebieskich. Był nierozerwalnie związany z Ruchem i z wielkim meczem, jaki rozegrał ze Związkiem Radzieckim na Stadionie Śląskim. Ten mecz i jego bramki strzelane ZSRR były symboliczne dla jego i nie tylko jego pokolenia. Ja jednak wspominam pana Gerarda głównie jako niesamowicie dobrego, ciepłego człowieka. Niestety, odszedł od nas człowiek innej generacji. Takich ludzi jest już coraz mniej. Związany z jednym klubem, jednym środowiskiem - mówi Lorens.

Nad stratą ubolewa również Tadeusz Małnowicz, mistrz Polski z Ruchem z roku 1979. - To bardzo przykra wiadomość. Straszna strata dla klubu. Dla mnie osobiście również. Znałem się doskonale z panem Gerardem. Gdy byłem zawodnikiem, codziennie spotykaliśmy się w klubie, potem trenował w Ruchu mojego syna Tomka, któremu dawał nie tylko piłkarskie, ale także życiowe wskazówki. Znałem także doskonale jego żonę Krystynę, która nam, piłkarzom Ruchu, zawsze kibicowała. To była bardzo fajna rodzina, ostatni raz widzieliśmy się na jednym z meczów Ruchu i wtedy nic jeszcze nie zapowiadało choroby pana Gerarda - mówi Małnowicz.

Ekskluzywne materiały i ciekawostki o Ruchu Chorzów na Facebooku >>