Sport.pl

Dyrektor Ruchu Chorzów popiera pomysł kibiców. "Warto trzymać się takich reguł"

- W naszych czasach coraz rzadziej docenia się wartość numeru "10". Przed laty zagrać z dychą na plecach to była duża nobilitacja. Przywilej zarezerwowany dla najlepszych. Warto o tym pamiętać i docenić - mówi Mirosław Mosór, były mistrz Polski w barwach Ruchu Chorzów, a dziś działacz klubu z Cichej.
Kibice Ruchu Chorzów nie chcą dłużej oglądać przypadkowych piłkarzy z numerem "10" na niebieskiej koszulce.

Stąd i propozycja, żeby dychę zastrzec. Ale nie dla piłkarza, który już skończył karierę, ale tego, który na takie wyróżnienie zasłużył. Powiedzmy dla zawodników, którzy strzelili w niebieskich barwach minimum 25 bramek.

Wojciech Todur: Podoba się panu propozycja kibiców Ruchu, żeby numer "10" był zastrzeżony na Cichej tylko dla najlepszych?

Mirosław Mosór, wiceprezes i dyrektor Ruchu: A dlaczego nie? W naszych czasach coraz rzadziej docenia się wartość tego numeru. Przed laty zagrać z dychą na plecach to była duża nobilitacja. Przywilej zarezerwowany dla najlepszych. Warto o tym pamiętać i docenić.

Minusy takiego rozwiązania?

- Na pewno fakt, że z numerem "10" nigdy nie zagrałby w Ruchu nowy zawodnik ani ten, który strzela mało bramek. No ale skoro numer miałby być nagrodą, to warto trzymać się takich reguł. Ten pomysł jest możliwy do zrealizowania.

Jak dzisiaj wygląda przypisywanie numerów w szatni Ruchu?

- Zdecydowanie inaczej niż w czasach, gdy sam wybiegałem na boisko. Przed laty numerów było mniej i były ruchome. W mistrzowskim dla Ruchu sezonie 1988/89 z dychą grał Krystian Szuster, gdy jednak Krystian był kontuzjowany czy pauzował za kartki, to jego koszulkę przejmował ktoś inny. Dziś nie ma takiej możliwości - numery są stałe i przypisane do konkretnego gracza raz i na cały sezon. Ich mnogość powoduje, że każdy coś dla siebie znajdzie. Zdarza się, że zawodnicy chcą mieć na plecach datę urodzenia czy szczęśliwą liczbę. Czasami dochodzi z tego powodu do konfliktów (śmiech). Przypomnę, że Andrzej Niedzielan wierzył w magię liczby 23, ale gdy pierwszy raz przyszedł do Ruchu, to z tym numerem grał Marcin Malinowski. Niedzielan postawił więc na 32.

A pan z jakimi numerami był związany?

Nie przywiązywałem wielkiej wagi do liczby, jaką miałem na koszulce. Na pewno grałem z "4", "11", ale i "7". Tę ostatnią odziedziczyłem po Krzysztofie Warzysze, który po zdobyciu z Ruchem mistrzostwa Polski w kolejnym sezonie przeniósł się do Panathinaikosu Ateny.

Jesteś kibicem ze Śląska? Dołącz do nas na Fejsie! >>

Który klub będzie miał ładniejszy stadion?
Więcej o: