Sport.pl

Gracze Ruchu dowiedzieli się przez telefon, że są mistrzami! [HISTORIA MAJSTRÓW Z WIELKICH HAJDUK, CZ. 4]

Ruch Chorzów świętuje w tym roku 80-lecie zdobycia pierwszego tytułu mistrza Polski. Z tej okazji powstała wystawa ?Majstry z Wielkich Hajduk?. Dzięki uprzejmości Andrzeja Godoja i Karola Gwóździa - współautorów wystawy - publikujemy opracowanie, które jej towarzyszyło. Czas na część czwartą i ostatnią. 
Część pierwsza  opowiadała o pionierskich czasach z historii Ruchu. Druga podprowadziła nas pod lata, które spłynęły złotem. Kolejny odcinek był opowieścią nie tylko o pierwszym mistrzostwie Polski, ale i budowie nowego stadionu.

Czas na rok 1935, gdy niebiescy obronili po raz drugi tytuł mistrzowski. Tym razem o sukces trzeba było drżeć aż do ostatniej kolejki. Niebiescy zremisowali 1:1 z Cracovią i kwestia tytułu rozstrzygnąć się miała w Poznaniu, gdzie mogąca jeszcze wyprzedzić niebieskich Pogoń Lwów walczyła z trzecią w tabeli Wartą. Pogoni wystarczył remis. Po zakończeniu spotkania w Hajdukach cały zespół udał się do sekretariatu, skąd telefonicznie starano się uzyskać informację o wyniku spotkania. Oczekiwanie z całą pewnością straszliwie dłużyło się niebieskim i czekającej na stadionie publiczności. Wreszcie telefon zadzwonił, a kilkakrotnie powtarzana wiadomość wprawiła Ślązaków w euforię - Warta pokonała Pogoń 5:3. Ruch po raz trzeci z rzędu znalazł się na szczycie ligowej tabeli.

W sezonie 1936 doszło do konfliktu klubu z PZPN, w efekcie którego Wilimowski został zawieszony "za pijaństwo", choć nigdy nie udowodniono winy, ani nawet oficjalnie nie orzeczono kary. Sytuacja nie przeszkodziła jednak piłkarzom w zdobyciu 4. tytułu mistrzowskiego, a "Eziemu" w sięgnięciu po raz drugi po tytuł króla strzelców (ex aequo z "Mietlorzem") .

Legendarny mecz. Wielki Wilimowski!

Świetna postawa niebieskich zaowocowała szeregiem powołań do reprezentacji Polski. Udział piłkarzy Ruchu w meczach biało-czerwonych był w tym okresie największy w dziejach. Filarem kadry byli, co zrozumiałe, Peterek, Wodarz i Wilimowski (22 mecze - 21 goli!), ale ważne role odegrali w niej również Giemsa, Urban, Badura, Dziwisz oraz bramkarze Tatuś i Brom.

Liczba występów byłaby zapewne wyższa, gdyby nie wspomniany konflikt z PZPN. Strata była obustronna, gdyż według znawców futbolu gdyby "Eziego" nie zabrakło w składzie polskiej reprezentacji olimpijskiej w Berlinie, medal byłby niemal pewny, a tak zadowolić Polacy musieli się "jedynie" IV miejscem. Igrzyska najlepiej wspominał Wodarz, który zdobył 3 gole w ciągu 9 minut w wygranym 5:4 meczu przeciwko Wielkiej Brytanii. W 1937 roku klub rozczarował, plasując się "zaledwie" na najniższym stopniu podium. Mistrzostwo zdobyła Cracovia, na drugim miejscu ligę skończył lokalny rywal niebieskich - AKS.

Jednak już rok później Ruch zakończył sezon na miejscu pierwszym. Sukces ten przypisywano w znacznej mierze nowemu trenerowi, Stefanowi Voglowi, który przywrócił w drużynie dyscyplinę i wolę zwycięstwa. Królem ligowych strzelców został Peterek, autor 21 trafień. Do drużyny stopniowo wkraczali młodzi zawodnicy, jednym z najzdolniejszych był Jan Wiechoczek, napastnik, który w 18 meczach strzelił 11 goli. Do składu powoli wchodzili też inni, m.in. absolutny talent bramkarski Walter Brom debiutujący w wieku niespełna 16 lat, a także Władysław Słota, Walter Panchyrz, Henryk Mikunda, Fryderyk Skrzypiec czy Emil Fica. Polityka kadrowa niebieskich budowana była z myślą o długofalowych sukcesach.

W 1938 roku wychowanek klubu Walter Brom został powołany do reprezentacji Polski na mistrzostwa świata w Francji. Zostając tym samym najmłodszym bramkarzem powołanym do kadry w historii tej imprezy. Na mistrzostwach zagrali jednak tylko Wodarz i oczywiście Ernest Wilimowski (na zdjęciu drugi z prawej podczas zgrupowania kadry przed MŚ ), który w legendarnym meczu z Brazylią zdobył 4 gole. Polska przegrała 5:6, a pierwszą z bramek dla Polski zdobył Fryderyk Scherfke, po rzucie karnym podyktowanym za faul na "Ezim".



Koniec "złotej ery"

Sezon 1939 roku miał być kolejnym udanym sezonem dla niebieskich. Ruch (już Chorzów, bo w kwietniu 1939 roku gminę Wielkie Hajduki włączono do Chorzowa) prowadził z dorobkiem 18 punktów i miał 2 punkty przewagi nad drugą Wisłą Kraków. Sytuacja w tabeli mogłaby być jeszcze lepsza, ale z ostatnich trzech meczów niebiescy dwa przegrali, jeden remisując. Nad Górnym Śląskiem, wyraźniej niż w innych regionach, czuć już było nadciągającą z zachodu nawałnicę. Odczuwane napięcie pewnie nie pozostało bez wpływu na koncentrację graczy.

Liderem klasyfikacji strzelców z dorobkiem 26 goli w 14 spotkaniach był wówczas Ernest Wilimowski. Snajper, który był w stanie strzelić Cracovii 3 bramki w ciągu 3 minut, a Unionowi Touring Łódź 10 bramek w jednym meczu! Piłkarzami decydującymi o sile drużyny w omawianym okresie poza "Trzema Królami" byli: Edmund Giemsa, Henryk Mikunda, Karol Dziwisz, Emil Fica, Fryderyk Skrzypiec, Władysław Słota, Franciszek Zorzycki, bramkarze Walter Brom i Eryk Tatuś, a akces do pierwszej drużyny zgłaszali już kolejni gracze. 20 sierpnia piłkarze Ruchu rozegrali ostatnie spotkanie ligowe w sezonie 1939, przegrywając w Poznaniu z Wartą.

Wybuch II wojny światowej zakończył "złotą erę" w dziejach hajduckiego klubu. Ruch jako zdobywca 5 tytułów mistrza Polski był wówczas najbardziej utytułowanym polskim klubem piłkarskim. Jednym z pierwszych zarządzeń władz okupacyjnych było zlikwidowanie wszelkich polskich organizacji, w tym także klubów sportowych. Ruch, będący ważnym symbolem polskiego sportu, związany z tradycją powstań śląskich stał się więc jednym z pierwszych i najważniejszych celów. Katastrofa II wojny światowej zmiotła i rozrzuciła po świecie wspaniałą drużynę, na 6 lat zawiesiła istnienie Ruchu. Klub odradzający się po wojnie funkcjonował już w całkowicie odmiennej rzeczywistości.

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie



Największą zagadką września 1939 roku pozostaje los klubowych trofeów i sztandaru. Ruch odniósł w swej dziewiętnastoletniej historii szereg sukcesów, zgromadził wspaniałą kolekcję pucharów, statuetek, dyplomów itp. Liczne mecze towarzyskie pozwoliły na przyozdobienie klubowych sal licznymi proporcami i innymi pamiątkami. Nie wiemy, kiedy znikły one z klubu i jaki był ich dalszy los. Być może zostały zniszczone przez okupanta lub rozgrabione. A może przetrwały, tak jak zegar Omega (na zdjęciu ) i do dziś pozostają w ukryciu...

Co było najważniejszym wydarzeniem mijającego roku w śląskiej piłce?
Więcej o:
Skomentuj:
Gracze Ruchu dowiedzieli się przez telefon, że są mistrzami! [HISTORIA MAJSTRÓW Z WIELKICH HAJDUK, CZ. 4]
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX