"Pogromca długów" ma pomysł na Ruch Chorzów. Ułatwi dojście do dużych pieniędzy?

Krzysztof Matela, nowy człowiek w radzie nadzorczej Ruchu Chorzów, nurkuje i ściga się w motocyklowych rajdach. A jaki ma pomysł na klub z Cichej?
45-letni Matela to przede wszystkim finansista i prezes EGB Investments - jednej z największych firm windykacyjnych w Polsce. Sprawne zarządzanie bydgoską firmą zapewniło mu w branży opinię "pogromcy długów". Rozmawia z nim Wojciech Todur (na zdjęciu).

Wojciech Todur: Skąd pomysł, żeby włączyć się w zarządzanie Ruchem Chorzów?

Krzysztof Matela: Z Dariuszem Smagorowiczem [prezesem Ruchu - przyp. red.] znamy się od dwóch lat. Wielokrotnie namawiał mnie do większego zaangażowania się w sprawy Ruchu Chorzów. W październiku 2013 roku bardzo pomogliśmy klubowi, porządkując jego sytuację z długami wobec jednego ze znaczących wierzycieli. Dzięki tej transakcji została zawarta bardzo korzystna dla klubu ugoda.

Ruch jest normalną firmą, jego akcje są notowane na giełdzie. Podlega zatem takim samym prawom i regułom jak inne publiczne spółki. Możliwe jest zatem, że klub będzie potrzebował wsparcia w zakresie uzyskania gwarancji, finansowania długów lub poręczeń. Sądzę, że dzięki naszemu wsparciu będzie to łatwiejsze.

Pierwszą reakcją kibiców na informację, że w skład rady nadzorczej wszedł specjalista od windykacji, był dystans, a nawet niepokój. Pojawiła się teza, że pojawił się pan na Cichej, żeby przypilnować interesów, które EGB Investments prowadzi z klubem. Kibice obawiają się, że w ramach rozliczeń przejmiecie część klubowych akcji.

- Współpraca z Ruchem trwa nieprzerwanie od końca 2011 roku. Nasze zaangażowanie w działania rady nadzorczej dotyczą raczej rozszerzenia wspólnych działań. Oczywiście dodatkowo będziemy spoglądać na klub "gospodarskim okiem".

Czy pan lub pana firma jesteście zainteresowani kupnem klubowych akcji?

- Angażujemy się w różne inwestycje na rynku kapitałowym. Jeśli uznamy, że nabycie akcji Ruchu będzie dla nas korzystne, na pewno to rozważymy.

Ruch podjął uchwałę o emisji nowych akcji o wartości 14 milionów złotych. Prezes Smagorowicz po cichu liczy, że otworzy pan drzwi do firm czy osób, które mogą być zainteresowane tymi akcjami. Czy to w ogóle możliwe?

- Funkcjonujemy na rynku finansowym od dawna. Na pewno ułatwimy Ruchowi nawiązanie kontaktów z inwestorami, których znamy. Nasza rekomendacja będzie pomocna.

Wróćmy do waszych interesów z Ruchem. W skrócie polegały one na tym, że przelewaliście na konto klubu pieniądze akonto środków, które Ruch miał dopiero otrzymać z tytułu praw medialnych. Czy poza Ruchem współpracujecie w ten sposób z innymi klubami Ekstraklasy?

- Finansujemy działalność kilkuset firm z całej Polski. Wśród naszych klientów jest również kilka klubów sportowych. Dzięki nabywaniu - wiele tygodni przed terminem zapłaty - wystawianych przez naszych klientów faktur, od razu dysponują oni gotówką, którą mogą przeznaczyć na rozliczenia ze swoimi kontrahentami, wypłatę wynagrodzeń i inwestycje.

Odejdźmy od pieniędzy... Szczególnie bliski jest panu sport motorowy.

- Rzeczywiście, pasjonuję się pustynnymi rajdami motocyklowymi. Kilkakrotnie sam stawałem na linii startu. Rajd Dakar jednak cały czas jest w planach. Z jednej strony to bardzo kosztowny rajd, z drugiej natomiast - umiejętności kierowcy muszą być na bardzo wysokim poziomie.

Piłkarzom często zabrania się w kontraktach przejażdżek na motorach, bo to przecież niebezpieczne. Czy gdyby miał pan wpływ na wygląd kontraktu, poparłby taki zapis?

- Sądzę, że rozsądny piłkarz mógłby jeździć motocyklem. Ograniczyłbym jednak starty w zawodach. Ściganie się motocyklem, szczególnie terenowym, sprzyja kontuzjom. Gra w piłkę nożną naraża zawodnika na różnego rodzaju urazy. Dokładanie do tego wywrotek na motocyklu jest niepotrzebnym ryzykiem. Jeśli któryś z zawodników chciałby ścigać się po pustyni, może to z powodzeniem robić po zakończeniu kariery piłkarskiej.

Gdzie wiosną objawi się nowy, nieznany szerszej publice, rewelacyjny piłkarz: