Wiemy, kto położył projekt "polski Ruch Chorzów". Prezes liczy się ze zdaniem doradcy [WYWIAD]

Ruch Chorzów jest gotowy do ligowej batalii o miejsce w pierwszej ósemce ekstraklasy. O zimowych zmianach, planach i o tym, kto przyczynił się to tego, że upadł projekt "polski Ruch", rozmawiamy z Dariuszem Smagorowiczem, prezesem klubu z Cichej.
Niech w Chorzowie stanie ławeczka Gerarda Cieślika. Poprzyj akcję na fejsie >>

Niebiescy rozpoczynają we wtorek przygotowania do niedzielnego spotkania z Jagiellonią Białystok, którym inaugurują rundę wiosenną ekstraklasy.

Wojciech Todur: Jest pan spokojny o formę drużyny na kilka dni przed wznowieniem rozgrywek?

Dariusz Smagorowicz, prezes Ruchu Chorzów: - Nie chcę powiedzieć za dużo, ale... wygląda to bardzo solidnie. Nie pierwszy raz obserwowałem pracę drużyny podczas kończącego przygotowania do sezonu zgrupowania w Turcji i tym razem byłem pod wrażeniem nie tylko jakości pracy, ale i atmosfery w zespole.

Wyniki sparingów jednak na kolana nie rzucały. Przegraliście sprawdzian generalny, czyli spotkanie z MFK Koszyce. 

- Mimo wszystko nasza gra wyglądała dobrze. Sparingi nie są i nie mogą być do końca miarodajne. Sztab szkoleniowy jednak nie koncentruje się w nich przede wszystkim na wyniku. Trenerzy szukają rozwiązań i kombinacji, po które mogą potem sięgnąć w lidze. Nie można ciągle grać tego, co się lubi, zna najlepiej, bo to prowadzi do tego, że zespół się nie rozwija. Zapewniam, że fragmentami graliśmy mądrze i skutecznie. Taki Ruch wyjdzie na boisko z podniesioną głową.

Ruch nie będzie już wiosną jedynym klubem w ekstraklasie, który opiera skład wyłącznie na polskich graczach. Jest pan tym faktem rozczarowany? To przecież pan mocno obstawał przy "polskim Ruchu"

- To prawda, byłem i jestem zwolennikiem "polskiego Ruchu". Gdybym rządził klubem ciężką ręką i nie dopuszczał do siebie zdania i pomysłów innych, to Rosjanin Rołand Gigołajew pewnie na Cichej by nie zagrał.

Proszę mnie dobrze zrozumieć. Nie mam nic do tego gracza. Więcej, uważam, że to bardzo charakterny i utalentowany zawodnik. Koledzy z drużyny też wypowiadają się o nim z szacunkiem. Słyszałem komentarze piłkarzy, gdy w jednym ze sparingów rywal mocno kopnął Gigołajewa. "No to teraz będzie miał prze..." - komentowali.

Rosjanin jest w Ruchu na prośbę Mariusza Klimka [doradca zarządu klubu ds. sportowych - przyp. red.]. A to człowiek, któremu ufam, z którego zdaniem się liczę. Prawda jest taka, że znalezienie w Polsce dobrego zawodnika z lewą nogą nie jest łatwe. A my nie możemy cieszyć się teraz tym, że mamy w składzie Daniela Dziwniela i zapominać o przyszłości.

Mimo wszystko żałuję, że nie będziemy opierać kadry wyłącznie na Polakach. Wizerunkowo na pewno na tym stracimy.



Rosjanin to jedno, ale zespół może jeszcze wzmocnić Słowak Kamil Kopunek.

- Konkretne decyzje jeszcze nie zapadły, ale drzwi do Ruchu wciąż ma otwarte.

Czy Ruch będzie po zimowej przerwie mocniejszy?

- Liczę na to. Straciliśmy Łukasza Janoszkę, ale w kadrze zespołu są piłkarze, którzy mogą go zastąpić. W dobrej dyspozycji jest Jakub Kowalski. Na pewno nie odpuści Kamil Włodyka. A jest przecież jeszcze Marek Zieńczuk, który walczy o przedłużenie kontraktu. To wszystko są dobre informacje.

Jan Benigier, były napastnik Ruchu i mistrz Polski, podkreślał na naszych łamach, że niebiescy potrzebują przede wszystkim nowego napastnika. Tego celu nie udało się zrealizować.

- Bo to nie jest prosty temat. Zostajemy z tymi, których mamy. Grzegorz Kuświk, Maciej Jankowski, Mateusz Kwiatkowski... Każdy z nich ma coś do udowodnienia. Jankowski, mimo że wszyscy uważali, że zimą pożegna się z Cichą, został i widać po nim, że aż kipi energią. Kuświk chce udowodnić, że dobra w jego wykonaniu runda jesienna nie była przypadkiem. Przed Kwiatkowskim też jeszcze wszystko, co najlepsze.

A jest jeszcze młody Konrad Mularczyk, który przecież nie przez przypadek pojechał z nami na obóz.

Jakby pan miał określić zespół Ruchu jednym słowem, to powiedziałby pan, że jest...

- Drużyną zdrową. Dosłownie, bo kontuzje wyleczyli Artur Gieraga, Maciej Sadlok i Adrian Mrowiec. Sadlok po roku przerwy napiera aż miło. Gieraga też daje bardzo dużo nie tylko w obronie, ale i w grze ofensywnej, a Mrowiec naturalnie zwiększa konkurencję o miejsce na środku obrony.

Zespół jest "zdrowy" także dlatego, że ma liderów. I co ważne, niewykreowanych na siłę. Tacy gracze jak Marcin Malinowski, Łukasz Surma czy Marek Zieńczuk w naturalny sposób budują atmosferę, hierarchię w drużynie. To potem widać nie tylko w szatni, ale i na boisku.