Sport.pl

Zanosi się na szybką decyzję w sprawie nowego piłkarza Ruchu Chorzów

Sebastian Janik, pomocnik, który w poniedziałek rozpoczął treningi z Ruchem Chorzów, już w czwartek może na dobre uwolnić się od swojego byłego klubu.
Ćwierkamy dla was o sporcie na Śląsku >>

Janik związał się już z niebieskimi kontraktem (trzyletnim), ale w odpowiedzi Puszcza Niepołomice - jego ostatni klub - zawiesiła go w prawach zawodnika.

Małopolski pierwszoligowiec nie chce się pogodzić ze stratą najlepszego gracza. Janik wykupił swój kontrakt sam, a działacze Puszczy uważają, że to wbrew przepisom. Sprawą ma się teraz zająć Krajowa Izba ds. Rozwiązywania Sporów Sportowych. Na Cichej otrzymali potwierdzenie, że to gremium oceni spór piłkarza z klubem już w najbliższy czwartek.

Gorące newsy i złośliwe komentarze. Dołącz do nas na Facebooku >>

W jaki dzień najbardziej lubisz oglądać w telewizji mecze polskiej ekstraklasy?
Więcej o:
Komentarze (7)
Zanosi się na szybką decyzję w sprawie nowego piłkarza Ruchu Chorzów
Zaloguj się
  • his_dudeness

    Oceniono 5 razy 5

    W niższych ligach wszystko zależy od humoru prezesa.
    Gdy miałem 17 lat i brakowało mi siedmiu miesięcy do osiemnastki, chciałem zabrać swoją kartę z klubu.
    Byłem jednym z ośmiu dzieciaków, które zaczynały trenować w klubie jeszcze w podstawówce i jednym z pięciu, którzy nie dostali stypendium. Nie było one przyznawane najzdolniejszych, oj nie.
    Ulubieńcy prezesa dostawali, w zamian podpisywali "kontrakty" do 21 roku życia. Za 150 złotych miesięcznie.
    Prezes "Król Słońce" potrafił rozdawać te stypendia nowym typom, którzy tylko się zapisali dla tej kasy.
    Nie prezentowali sobą nic, na treningi chodzili wybiórczo, kondycji zero, ale w czasie wakacyjnego obozu (o którym niżej) usiedli koło prezia i sobie z nim pogadali. Byli tacy, których rodzicie znali się z prezesem, więc oni mieli nie tylko stypendium, ale i dostawali zwrot za sprzęt, nie mówiąc już o miejscu w składzie.
    I wtedy przyszło lato 2004, prezes zwęszył pieniądze z miasta (ok 70 tys. złotych) i złożył wniosek o dofinansowanie obozu szkoleniowego. Mieliśmy pojechać w "góry" na dwa tygodnie i tam przygotowywać się do sezonu. Zakwaterowanie, wyżywienie, boisko, dwa treningi dziennie, a potem basem/sauna, bilard itd. - miał to być nasz pierwszy profesjonalny obóz.
    Jak się skończyło? Prezes kasę wziął, kupił nam 100 zgrzewek najtańszej mineralnej z hurtowni i faktycznie mieliśmy dwa treningi dziennie z wyżywieniem. Wyżywieniem dostarczanym przez firmę prezesa, a dokładnie rzecz biorąc jedzenie, która firma prezesa dostarczała na kopalnię. A to co zostało przywieźli nam.
    Przyjeżdżaliśmy o 10, trening do 12 - obiad i przerwa 2h. W tym czasie mieliśmy mieć "rozrywki", czyli obiecane piłkarzyki, bilard na "osłodę" itd. Siedzieliśmy w szatni i kopaliśmy puste butelki po wodzie, graliśmy w tenisa ziemnego bez siatek, rakietkami do badmintona, a ci którym to nie rajcowało, szli "na sklepy". No kradli najnormalniej, wynosili wszystko co mogli, plecakami.
    Same treningi były nużące, na krzywym bocznym boisku z dziurami długimi na dwa metry i głębokimi na 10 cm (na główne w celu użyźniania gleby wylano gnojówkę, co spaliło trawę całkowicie...) z trenerem, który miał gdzieś rozwój drużyny, piłkarzy i siebie. Chwalił się córką, która szła na studia (a potem mu ją przeleciał kapitan drużyny), samochodem i tym, że grał w latach 80. w drugiej lidze. No model do naśladowania.
    I tak dwa tygodnie, aż do połowy sierpnia, kiedy się sezon zaczynał.

    Miasto oczywiście się dowiedziało o szwindlu dwa lato później i wycofało się całkowicie z finansowania klubu, kontrakt z kopalni też wygasł, więc prezes musiał szukać zarobku.
    2006 rok był również czasem mojej pełnoletności, wiec miałem nadzieję zabrać swoją kartę zawodniczą i szukać szczęścia gdzie indziej. Niestety, prezes nie chciał mi wydać pisma i kary, która mi się legalnie należała. Mimo że niczego nie podpisywałem, to jednak prezes miał "mój" podpis pod "kontraktem" i za kartę sobie krzyknął 10 tys. złotych.
    I tak się skończyła moja piłkarska kariera, a ŚLZPN oczywiście nie pomógł nikomu.
    Prezes nie znalazł nikogo chętnego, który by zapłacił za swoją kartę, wiec znowu zaczął szukać zarobku.
    Zarząd klubu sprzedał ziemie warte ok. 5-6 mln zł żonie prezesa za ok 320 tys. złotych (nie pamiętam dokładnie kwoty).
    Całą sprawą zainteresowała się prokuratura i wtedy prezes zaaranżował odsprzedaż ziemi z powrotem klubowi ... za około 60 tys. złotych więcej od pierwotnej kwoty zakupu.
    O sprawie więcej nie wiem, więc chyba ukręcone jej łeb.
    Działalność klubu została zawieszona 11 marca 2011 roku, tej zimy stadion należący do klubu został zrównany z ziemią.
    www.jaworznianin.pl/2014/02/stadion-victorii-jaworzno-przechodzi-do-historii-zdjecia/
    W jego miejscu powstanie Biedronka.
    I tak zniszczono najst

  • his_dudeness

    Oceniono 2 razy 2

    Panie Todur, pamiętam jak innemu prezesowi pisał pan laurki, mimo że przyznał Pan, że wiedział o jego szwindlach. To były czasy, w którym się pisało coś więcej jak pięć zdań na krzyż.
    Pamięta Pan? Wie Pan jak się cała sprawa skończyła?

    www.jaw.pl/2008/02/victoria-blisko-konca/
    www.jaw.pl/2008/07/smutny-koniec-victorii/www.jaworznianin.pl/2014/02/stadion-victorii-jaworzno-przechodzi-do-historii-zdjecia/

    Nie ma już Victorii Jaworzno, będzie Biedronka.

  • kisch

    Oceniono 12 razy -8

    lonza_szydercow , chyba miałeś sobie zrobić loże szyderców, tępe mózgi są nielegalne heh

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX