Sport.pl

Kamil Durczok: Nie da się nie być kibicem. Ruch to Ruch!

- Moja miłość do piłki nożnej jest dziwna, trudna i pokręcona. Ale kiedy na stadionie włączają się jupitery, na murawie rosa, a na trybunach krzyk - można zapomnieć o wszystkim - ekscytuje się Kamil Durczok
Ruch Chorzów powalczy o europejskie puchary? Podyskutuj na Facebooku >>

Redaktora naczelnego TVN-owskich "Faktów" spotkałem na meczu Ruchu Chorzów z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Nic dziwnego, że pogadaliśmy o futbolu.

Paweł Czado: Jak to się stało, że zainteresował się pan piłką nożną?

Kamil Durczok: W latach szkolnych grało się we fusbal bez przerwy. Za bajtla całe dnie spędzałem na nieistniejącym już skwerku przy głównym skrzyżowaniu na Kostuchnie. Graliśmy od rana do wieczora, a jak przyszło nas więcej, to przenosiliśmy się do szkoły "na górce". To były czasy wielkiej drużyny Kazimierza Górskiego, więc każdy chciał być Lubańskim (do momentu odniesienia przez niego kontuzji na Stadionie Śląskim), a potem Latą, Szarmachem, Gorgoniem albo Tomaszewskim. Potem, już w liceum, grałem w kosza, wielką miłością stały się narty i trochę od tej piłki się odkleiłem...

Kiedy zacząłem pracę w "Faktach", wszystko wróciło. Tu jest mnóstwo fanatyków piłki zarówno krajowej, jak i zagranicznej. Jeszcze mam w uszach dyskusję kierowników produkcji dotyczącą niedawnych półfinałów Ligi Mistrzów. Barcelona, Atletico, Bayern, Manchester i tak w kółko... Pracuję z ludźmi bardzo mocno w futbol zaangażowanymi i mocno w sprawach futbolu zorientowanymi. Jak wszędzie w Warszawie także i w TVN-ie pracuje wielu ludzi nie tylko ze stolicy, ale i spoza niej. Sympatie rozkładają się różnie. Reporter Kuba Sobieniowski kibicuje Wiśle Kraków, Darek Kmiecik - tak jak ja - Ruchowi Chorzów. Kierownicy produkcji Krzysiek Zawistowski - Legii, a Krzysiek Dynel - Śląskowi Wrocław. Przekomarzanki po każdej kolejce muszą więc być (śmiech ).

Pracując w "Faktach", nie da się nie interesować futbolem. Wróciłem więc do tego klubu, który zawsze był mojemu sercu najbliższy i któremu w mojej rodzinnej Kostuchnie się kibicowało. Ruch to Ruch! Jak pamiętam, na Kostuchnie zawsze była silna grupa kibicująca "niebieskim". Oczywiście byli też i są kibice GKS-u Katowice, przecież Jasiu Furtok jest właśnie z Kostuchny.

Nie jest łatwo być kibicem Ruchu.

- W zeszłym sezonie bardzo przeżywałem słabą formę Ruchu, przeżywałem, że ledwo się w tej ekstraklasie utrzymał. W tym sezonie cieszy mnie, co "chopcy grajom", ale też przecież nie zawsze jest dobrze. Muszę w tym miejscu dodać, że nie jest tak, że "Ślonzoki chodzom ino na Ruch". Prawda jest bowiem taka, że "Ślonzoki" tak samo daliby się pokrajać za Górnik, GKS i wiele innych klubów "stond".

Bycie fanem całej polskiej piłki może być frustrujące.

- Faktem jest, że ogólnie polski futbol mnie nie fascynuje. Mało tego; zdumiewa mnie masochizm, z jakim tłumy oddają się naszej piłce nożnej. Przecież od dziesięcioleci - tak naprawdę od 1974 roku, w mniejszym stopniu 1982 roku - polski futbol nie ma żadnych prawdziwych sukcesów. Wszystko, co wydarzyło się po drodze, tak naprawdę wielkim sukcesem nie było.

My w Polsce możemy na naszych piłkarzy narzekać, wściekać się po kolejnych porażkach, obwoływać ich "bandą patałachów", wieszać na nich psy, ale kiedy zaczyna się mecz - wszyscy zapominają, co było wcześniej, i siadają przed telewizorem. Zaczyna się kolejny mecz i znów głęboko wierzą w naszą drużynę, choć czasem nie ma przecież podstaw... To niezwykłe, jedyne w swoim rodzaju, chętnie więc przeczytałbym na ten temat opracowanie psychologiczne, a może nawet psychiatryczne (śmiech )!

Mnie zadziwia coś innego. Jak to jest, że mamy świetne drogi i autostrady, znakomite lotniska, kapitalne firmy, które świetnie dają sobie radę nie tylko na polskim rynku, wkrótce będzie bardzo dobra kolej, a ciągle nie mamy - oprócz paru piłkarzy - porządnej ligi piłkarskiej? Dlaczego banda kiboli potrafi zepsuć każde widowisko? Żenuje mnie, kiedy pod flagą Ruchu tłuką się na plaży z meksykańskimi marynarzami, i nie ma wcale znaczenia, kto zaczął...

Czego polskiemu futbolowi potrzeba? Z czego te wszystkie niedomagania naszego futbolu wynikają? Czy to kwestia mentalności? Trudno to wyjaśnić...

Przez te niedomagania nie zobaczymy Polski na najbliższym mundialu w Brazylii. Komu będzie pan w takim razie kibicował?

- Gary Lineker powiedział, że "piłka nożna to taka gra, w której dwudziestu dwóch mężczyzn biega za piłką, a na końcu i tak wygrywają Niemcy". Ale ja będę kibicował Hiszpanom. Z piłkarzy największe wrażenie robi na mnie jednak nie któryś z Hiszpanów, a Cristiano Ronaldo. Oglądałem jego grę na własne oczy podczas Euro w Polsce i zrobił na mnie ogromne wrażenie. To, w jaki sposób radzi sobie z przeciwnikami, to, jakie wymyśla rozwiązania na boisku - jest wspaniałe. Niezwykłe jest również to, w jaki sposób radzi sobie z ciągłą presją i z ciągłym nieprzychylnym nastawieniem. Messi to geniusz, ale jednocześnie jakby chłopak z sąsiedztwa, z którym możemy się łatwo identyfikować. Cristiano Ronaldo od razu odrzuca ten image. Wiadomo, że ludzie będą mu zarzucać, i zarzucają, że przesadnie dba o fryzurę, że zadziera nosa, ale on jakby nic sobie z tego nie robił. Robi swoje - na boisku. Obu - Messiego i Cristiano Ronaldo - trudno porównywać, oceniać, kto lepszy. To jakby porównywać najnowszy model ferrari z najnowszym modelem astona martina.

A kto wygra w Brazylii?

- Niemcy (śmiech ).

ŚLĄSK.SPORT.PL ćwierka na Twitterze. Obserwujesz? >>

Znani kibice Ruchu - politycy, naukowcy i artyści

Prof. Jerzy Buzek - były premier i szef Parlamentu Europejskiego, kibicuje niebieskim od dziecka (na początku trzymał co prawda kciuki za Azoty Chorzów, ale już w podstawówce wspierał podczas meczów "niebieskich"). Uważa, że Ruch powinien grać na Stadionie Śląskim, a miasto, zamiast budować nową Cichą, dofinansowuje klub kwotą czterech, pięciu milionów złotych rocznie.

Kibice "niebieskich" często zachęcają byłego premiera do działania, wysyłając mu e-maile. Nie ma tygodnia, żeby nie przyszło do niego kilka listów w sprawie Ruchu.

Jerzy Gorzelik - historyk sztuki, jeden z najwybitniejszych znawców śląskiego baroku. Wielbiciel prozy Cata-Mackiewicza i poezji Zbigniewa Herberta. Przewodniczący Ruchu Autonomii Śląska. Potrafi pójść na mecz Ruchu z córką. I to nie tylko na Cichą - zabrał potomstwo na stadion, nawet kiedy Ruch grał w Sosnowcu z Zagłębiem! Jest zwolennikiem nadania jednej z katowickich ulic imienia Ernesta Wilimowskiego, gwiazdy Ruchu, najlepszego piłkarza, który grał w Polsce przed wojną.

Andrzej Gowarzewski - twórca encyklopedii piłkarskiej FUJI, m.in. klubowej monografii o Ruchu Chorzów. Na meczach Ruchu pojawia się bardzo często. Czasem irytuje się grą "niebieskich", ale jak może się nie irytować ktoś, kto dobrze pamięta Ruch Buli, Marksa i Maszczyka z połowy lat 70., kiedy chorzowski klub był wśród ośmiu najlepszych drużyn w Europie? Historię Ruchu zna najlepiej ze wszystkich. Zawsze podkreśla polskość tego klubu. - Niemcy stwierdzili, że Ruch, który był wizytówką polskości na Śląsku, trzeba udupić. Bo przecież Ruch nigdy nie nawiązywał do Bismarckhuetter Ballspiel Klub, choć przejął jego boisko i piłkarzy - mówił "Przeglądowi Sportowemu".

Prof. Jan Miodek - językoznawca. fan Ruchu od ponad 60 lat. Mistrzowski skład Ruchu z lat 50. wymienia bez zająknięcia nawet obudzony o trzeciej nad ranem. - Kocham Ruch, bo tam wciąż liczą się inne wartości niż tylko pieniądze: rodzinna atmosfera, kultywowanie tradycji i wychowanie młodzieży - podkreśla. Opowiadał mi kiedyś, dlaczego kibicuje "niebieskim". - To klub jedyny w swoim rodzaju. Przed wojną był symbolem integracji z Polską i dumą regionu. Kibicowali mu powstańcy śląscy. Cóż to była za radość, kiedy chłopcy z robotniczych rodzin byli lepsi od wielkich drużyn ze Lwowa czy Krakowa. Po wojnie zwycięstwa Ruchu pozwoliły Ślązakom uwierzyć, że wszystko wraca do normy. My, starzy kibice, zawsze będziemy wierni tej drużynie.

Wojciech Kuczok - pisarz, poeta, scenarzysta, krytyk filmowy, speleolog. Ostatnio zachwycał się Janem Kocianem. - Po prostu wzbudza zaufanie od pierwszego wejrzenia, ma tę magiczną zdolność tchnienia wiary w każdego z graczy, przekonywania, że siła zespołu jest ważniejsza od wartości pojedynczych geniuszy. No i ma szczęście być Słowakiem. Chorzów od czterdziestu lat żyje fundamentalnym mitem Michala Viczana, tak jak Polska żywi się legendą Wembley - pisał w "Gazecie"

Kazimierz Kutz - reżyser. Podkreśla, że Ruch bieduje, jak i całe śląskie piłkarstwo bieduje, ale to w Ruchu jest coś, co nie pozwala się od niego odwrócić. - Kiedy studiowałem w Łodzi, poszedłem raz na mecz ŁKS-u z Ruchem. Bramkarz złapał piłkę i cała drużyna Ruchu cofała się, ale plecami do niego. Jak bramkarz wykopał piłkę, to Cieślik już przeszedł środek boiska. Nagle się odwrócił i widzi, jak ta piłka leci na niego. I z tej swojej krótkiej nóżki jak nie pierd...! Piłka fruuu - i już w bramce! Kibice nigdy czegoś takiego nie widzieli i pewnie już potem nie zobaczyli - opowiadał mi.

Kibicami Ruchu byli też nieżyjący już kompozytor Wojciech Kilar i aktor Gustaw Holoubek.

Więcej o:
Komentarze (6)
Kamil Durczok: Nie da się nie być kibicem. Ruch to Ruch!
Zaloguj się
  • hockib

    Oceniono 11 razy 7

    Gustaw Holoubek był kibicem CRACOVII. Proszę poprawić błędną informację!

  • yokoono23

    Oceniono 8 razy 6

    To się daje odczuć że w TVN są kibice ze Sląska i Warszawy.
    To się tyczy nie tylko boiska.

  • robertza

    Oceniono 1 raz -1

    Gustaw Holoubek i Ruch bez jaj on to był kibicem ale Cracovi

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX