Sport.pl

Gdyby nie wojna, rosyjski piłkarz Ruchu Chorzów byłby Gruzinem

Rosyjski obrońca Ruchu Chorzów Rołand Gigołajew miał być kolarzem. Jak rodzice. Postawił się jednak i poszedł na trening piłkarski. Jego marzeniem jest gra w lidze hiszpańskiej.


Jesienią ubiegłego roku działacze niebieskich podjęli decyzję, że w drużynie z Cichej będą grać tylko Polacy. Stało się to w chwili, gdy z zespołem żegnał się Czech Pavel Sultes. - Przed nami piłkarska wojna. A kto pierwszy rzuca broń? Armia zaciężna - mówił o powodach rozstania z obcokrajowcami Dariusz Smagorowicz, prezes niebieskich.

"Polski Ruch", który radził sobie w lidze nadspodziewanie dobrze, dotrwał jednak tylko do końca rundy jesiennej. Zimą, podczas pierwszego zgrupowania niebieskich w Kamieniu, do zespołu dołączył Rołand Gigołajew. Początkowo wydawało się, że wzorem wielu testowanych zawodników Rosjanin potrenuje kilka dni i wyjedzie z Polski. - Mimo że szybko złapał kontuzję, to nie dawał za wygraną. Ma charakter, ale przede wszystkim umiejętności. Postanowiliśmy dać mu szansę - wspomina Mirosław Mosór, dyrektor klubu.

Mama, rekordzistka na torze

Ostatecznie Gigołajew podpisał kontrakt do końca czerwca 2016 roku. Wciąż jednak czeka na debiut w ekstraklasie. - To nie problem. Żalu do nikogo nie czuję. Stało się tak także dlatego, że już dwa razy po przyjeździe do Polski miałem kontuzję. Teraz jednak kończę rehabilitację i lada moment powinienem być do dyspozycji trenera. Liczę, że jeszcze w tym sezonie wybiegnę na boisko - mówi piłkarz.

24-letni obrońca (lub pomocnik) urodził się w gruzińskim Tbilisi. Jego ojciec jest Osetyjczykiem, a on sam ma rosyjskie obywatelstwo. - Trochę to skomplikowane, ale gdy spojrzy się na historię mojej rodziny, to łatwiej to zrozumieć. Mój ojciec jest Osetyjczykiem z Gruzji. Pewnie do dziś mieszkałby w Tbilisi, gdyby nie wojna, która poróżniła te narody. W 1992 roku moi rodzice podjęli więc decyzję o przeprowadzce do Władykaukazu. Miałem wtedy dwa lata. Prawda jest taka, że gdyby nie ta wojna, to teraz pewnie byłbym Gruzinem - uśmiecha się Gigołajew.

Ćwierkamy dla was o sporcie na Śląsku >>

Rodzice Rołanda bardzo chcieli, żeby ten został sportowcem.

- Ojciec co rusz proponował mi nowe dyscypliny, które miałem trenować. Miałem być nawet bokserem. Tak naprawdę najbliżej było mi do kolarstwa, które uprawiał nie tylko ojciec, ale i moja mama. Ona to nawet miała większy talent. Wśród juniorek biła rekordy świata na torze. Potem jednak poznała tatę i skończył się sport. Kolarstwo nie jest w Rosji zbyt popularne. To trudny sport, a przy tym nie rozwija się zbyt dobrze. Więc gdy moi koledzy szli na trening do klubu piłkarskiego, ja też uprosiłem rodziców, żeby mnie puścili. I tak już zostało - wspomina Gigołajew.

Trener wciąż nas zaskakuje

Jego pierwszym klubem była Ałania Władykaukaz. W 2007 roku przeniósł się do Zenitu Sankt Petersburg. Grał tam w drużynach juniorskich i w rezerwach, aż trafił do kadry pierwszego zespołu. W oficjalnym meczu jednak nie zagrał.

W 2011 roku powrócił w rodzinne strony i związał się z Ałanią. W styczniu 2013 roku został wypożyczony do Petrotrestu Sankt Petersburg, grającego na drugim szczeblu rozgrywkowym w Rosji. W lipcu zeszłego roku trafił na kolejne wypożyczenie - tym razem do Dynama Sankt Petersburg, gdzie jesienią rozegrał 22 spotkania w drugiej lidze rosyjskiej. Gigołajew ma również za sobą dwa występy w reprezentacji młodzieżowej Rosji.

- Okres, gdy byłem powoływany do rosyjskiej młodzieżówki, to był jak dotąd mój najlepszy czas. Potem jednak przytrafiła się kontuzja i musiałem pauzować wiele miesięcy. Ten czas odbił się na mojej formie. Liczę, że odbuduje się w Polsce. Jestem pod wielkim wrażeniem pracy, jaką wykonujemy na treningach Ruchu. Trener Jan Kocian to profesjonalista i pomysłowy człowiek. Na każdych zajęciach czymś nas zaskakuje. Treningi są bardzo ciekawe i intensywne. Nie można się nudzić. W Rosji głównie biegaliśmy, a w Ruchu liczy się jednak przede wszystkim piłka. Bardzo mi to pasuje. Zawsze uchodziłem za zawodnika, który lubi kreować grę, a nie biegać za piłką - wyjaśnia Rołand.

Z Ormianinem nie mogli się nagadać

Gigołajew trafił do Polski za sprawą i namową swojego przyjaciela Temura Chintuby, który grał wcześniej w KKS Jelenia Góra, Olimpii Elbląg i Bielawiance Bielawa. - Powiedział: "Jedź, spróbuj. Na pewno nie stracisz". Długo biłem się z myślami. W Rosji jednak miałem spokojne, ułożone życie. Wokół rodzina, znajomi. A teraz miałem jechać w nieznane. Ostatecznie decyzję podjąłem sam, ale rodzice wsparli mnie w tym wyborze. Pomyślałem, że jak nie wyjdzie, to po prostu wrócę. Przy okazji poznam trochę świata. Pieniądze nie były dla mnie najważniejsze. Jakbym chciał dobrze zarabiać, to bym został w Rosji. Chciałem przede wszystkim grać - mówi.

Gigołajew liczy, że dzięki grze w Polsce wypromuje się na tyle, że w przyszłości trafi do silniejszej ligi. - Od dziecka marzę o grze w Hiszpanii. To mój cel - zaznacza.

Rosjanin czuje się w Chorzowie coraz pewniej. - Największe wsparcie daje mi "Mrówa" [Adrian Mrowiec, obrońca Ruchu - przyp. red.]. Adrian grał na Litwie, więc dobrze mówi po rosyjsku. To on na początku był moim przewodnikiem. Objaśniał, jak funkcjonuje klub. Pokazywał miasto i okolice. Fajny czas był też wtedy, gdy na testy do Ruchu przyjechał Ormianin Karen Muradjan, który też oczywiście mówił po rosyjsku. Podczas zgrupowań spaliśmy w jednym pokoju i nie mogliśmy się nagadać. Niestety, nie powiodło mu się tak dobrze jak mnie i musiał wyjechać - żałuje Gigołajew, którego chorzowskie życie jest bardzo zwyczajne.

- Treningi, mecze - to pochłania mi większość wolnego czasu. Zdarza się też, że spaceruję lub zwyczajnie odpoczywam w domu - precyzuje piłkarz, który wciąż czeka na debiut w Ruchu. 

Rołand G. podbije polską ligę? Podyskutuj na Facebooku >>

Kto będzie w tabeli wyżej na koniec sezonu?
Więcej o:
"/> Zbigniew Boniek zdradza kulisy pożegnania Piszczka: Piłkarze dogadali się ze Słoweńcami [SEKCJA PIŁKARSKA #29]
 
Komentarze (2)
Gdyby nie wojna, rosyjski piłkarz Ruchu Chorzów byłby Gruzinem
Zaloguj się
  • egon_olssen

    Oceniono 3 razy 3

    "Gdyby nie wojna, rosyjski piłkarz Ruchu Chorzów byłby Gruzinem"
    Nie Gruzinem, tylko najwyżej obywatelem Gruzji.

  • maczo1948

    Oceniono 15 razy -9

    No prosze ruskich maja w druzynie :-)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX