Ruch Chorzów nie jest już "polskim" klubem. Ile wytrzymali niebiescy?

W niedzielnym meczu Ruchu Chorzów z Zawiszą Bydgoszcz po ośmiu miesiącach przerwy w składzie niebieskich znowu pojawił się obcokrajowiec.


Chorzowski klub radził sobie bez zawodników z zagranicy od września minionego roku. Po spotkaniu z Jagiellonią Białystok (0:6) z drużyną pożegnał się Czech Pavel Sultes i Ruch grał już potem wyłącznie polskim składem. To był ewenement na skalę ekstraklasy, bo drugiej takiej drużyny w lidze nie było.

Działacze uczynili z tej zagrywki atut. Media chętnie i często powtarzały, że Ruch jest "polskim klubem", a że tak zbudowana kadra zaczęła odnosić sukcesy, to eksperci i rywale prześcigali się w pochwałach dla niebieskich.

Od początku było jasne, że Ruch nie będzie "polski" po wsze czasy. Działacze mówili jednak, że może uda się dociągnąć polskim składem chociaż do końca sezonu. Nie udało się. Zimą do drużyny dołączył Rosjanin Rołand Gigołajew. Pomocnik lub obrońca długo miał problemy ze zdrowiem, ale w ostatnich tygodniach wreszcie zaczął pracować z pełnym obciążeniem treningowym, a w niedzielę zadebiutował w lidze.

- Dawno nie grałem, co było dla mnie przykrym przeżyciem, bo jednak przez kontuzje nie mogłem normalnie pracować. Na szczęście wyleczyłem już uraz i teraz będę na każdym treningu dawał z siebie wszystko, tak żeby trener na mnie stawiał - mówi zawodnik, który początek w polskiej lidze miał obiecujący. To po jego dośrodkowaniu Maciej Jankowski strzelił trzecią bramkę dla niebieskich.

- Mecz z Zawiszą był dla nas bardzo ważny. Nie dość, że odskoczyliśmy Wiśle Kraków na trzy punkty, to jeszcze umocniliśmy się na trzecim miejscu w tabeli ekstraklasy - zaznacza Gigołajew.

Ruch Chorzów powalczy o europejskie puchary? Podyskutuj na Facebooku >>

Kto będzie w tabeli wyżej na koniec sezonu?