Sport.pl

Jeśli Ruch Chorzów ma się bać FC Vaduz, to świat stoi na głowie [WYWIAD]

- Nie ma takiej opcji, żeby Ruch nie przeszedł FC Vaduz. Nie będę jednak radził trenerowi Janowi Kocianowi, jak ma ustawić swój zespół, bo to mądry facet i na pewno sam znajdzie rozwiązanie - mówi trener Ryszard Komornicki.
Na co stać w tym sezonie Ruch Chorzów? Podyskutuj na Facebooku >>

Ryszard Komornicki to uczestnik mistrzostw świata i mistrz Polski w barwach Górnika Zabrze. Od wielu lat mieszka i pracuje w Szwajcarii, a prowadzone przez niego drużyny nieraz mierzyły się z FC Vaduz. Komornicki zapewnia, że Ruch nie powinien obawiać się rywala z Liechtensteinu, na którego najprawdopodobniej trafi w drugiej rundzie eliminacji Ligi Europy. Przypominamy, że wcześniej zespół z Liechtensteinu musi się uporać z drużyną z College Europa FC z Gibraltaru.

Wojciech Todur: Czy Ruch powinien się obawiać drużyny z Liechtensteinu?

Ryszard Komornicki: Obawiać to można się o własne zdrowie albo czy wybuchnie wojna. Zawsze z uśmiechem czytam informacje, jak to piłkarze czują respekt przed rywalem. Na boisko wychodzi się po to, żeby wygrać, a nie komplementować przeciwnika. Vaduz to na pewno nie jest zespół, który można ograć na stojąco. Nie wolno go lekceważyć. Oni coś tam już zagrali na europejskich boiskach, więc doświadczenie mają. Tyle że Ruch to jest przecież trzeci zespół ekstraklasy. Jeżeli czołowa polska drużyna ma się obawiać zespołu z Liechtensteinu, to świat stoi na głowie.

Jakie są mocne strony FC Vaduz?

- Gdy rywalizowałem z nimi w drugiej lidze szwajcarskiej, to grali systemem 4-2-3-1. To było ustawienie wyjściowe, które w zależności od tego, co działo się na boisku, elastycznie zmieniali. Szybko przechodzą z obrony do ataku, bo też gra z kontry jest ich największych atutem. Mają zawodników, którzy na pełnym gazie potrafią przebiec osiemdziesiąt metrów z piłką, a potem jeszcze celnie podać. Z całym szacunkiem dla polskich graczy, w naszej ekstraklasie za wielu zawodników o takich umiejętnościach nie ma. Będą więc szczególnie groźni na boisku Ruchu, bo u siebie pewnie trochę się otworzą i będą również szukać szans na bramki w ataku pozycyjnym.



To jak z nimi grać?

- Agresywnie. Zmuszać do błędów. Zabezpieczyć tyły i nękać. Nie będę teraz radził trenerowi Janowi Kocianowi, jak ma ustawić swój zespół, bo to mądry facet i na pewno sam znajdzie rozwiązanie.

W składzie Vaduz jest kilku ciekawych graczy. Chociażby Philipp Muntwiler, którego miałem w składzie, gdy prowadziłem FC Luzern. Dobry technicznie, szybki piłkarz. Trzeba na niego uważać. Mają też kilku reprezentantów Liechtensteinu. Bramkarzem jest doświadczony Peter Jehle. Najlepsze lata ma już za sobą, ale mówi się, że bramkarz jest jak wino - im starszy, tym lepszy. Jest też tam trochę utalentowanej młodzieży. To ciekawi chłopcy, którzy trafiają do Vaduz z silnego FC Basel, żeby się ograć i nabrać doświadczenia.

O nowych piłkarzach, czyli wzmocnieniach, na razie cicho. Chyba zakontraktowali już Stevena Langa z Grasshoppers Zurych. Ale to taki piłkarz, któremu trzeba dać grać, odpuścić, a on może na koniec... wywrócić się na piłce.

W polskich mediach pojawiły się informacje, że budżet Vaduz sięga 25 milionów złotych. To dwa razy więcej od Ruchu.

- 25 milionów... Tylko tyle? Pamiętam, że gdy kilka lat temu grali w ekstraklasie szwajcarskiej, to mieli do wydania, w przeliczeniu, ponad 40 milionów złotych. Tylko jakie to ma znaczenie? Życie w Szwajcarii jest zdecydowanie droższe niż w Polsce. Tysiąc franków to nie jest tysiąc złotych. Zresztą, co tu daleko szukać. Przecież pieniądze nie grają także na polskich boiskach. Za plecami Ruchu były w tabeli znacznie bogatsze Zagłębie Lubin, Śląsk Wrocław czy Lechia Gdańsk. To nie ma znaczenia.

A jaka będzie atmosfera na stadionie w Vaduz?

- Kameralna. Przyjdzie tysiąc, może dwa tysiące osób. Ludzie będą przysypiać na trybunach... Lubiłem tam grać. Jak prowadziłem FC Aarau, to wygraliśmy w Vaduz bodaj trzy z czterech spotkań. Gospodarze zawsze grali u siebie trochę odważniej, więc robiło się miejsce, żeby ich skutecznie skontrować. Dlatego uważam, że Vaduz będzie groźniejsze w Chorzowie.

Ruch wolałby grać rewanż u siebie.

- A co to? Koncert życzeń? Mają wyjść na boisko i zagrać swoje. FC Vaduz to jeszcze nie FC Basel. Coś tam zagrają, postraszą kontrą czy stałym fragmentem gry, ale nie przesadzajmy. Umiejętności wciąż nie te, by miał się ich obawiać czołowy polski klub. Nie można grać z nimi pasywnie. Trzeba im zaproponować swoje warunki. Moim zdaniem nie ma takiej opcji, żeby Ruch ich nie przeszedł.

Ruch Chorzów w rozgrywkach Ligi Europy
Więcej o:
Komentarze (7)
Jeśli Ruch Chorzów ma się bać FC Vaduz, to świat stoi na głowie [WYWIAD]
Zaloguj się
  • 19nk20

    Oceniono 18 razy 0

    boli szczewogeje - prawidłowo jeden i drugi nieudacznictwo ligowe - koruptery i szczewa som siebie wort

  • 1aniolg

    Oceniono 22 razy -10

    Wszystkim układom w pzpn-ie wszystkim ustawkom Bugdołków Chorzów, Fornalików naciągczy i ich kombinacjom alpejskim normalna piłka mówi - NIE! Za przykład z tych najświerzszych pokazuje mecz w warszawie z legią. Od całego śląskiego środowisk śmierdzi gównem na kilometr!

  • 1aniolg

    Oceniono 31 razy -19

    To już ostatni sezon tego klubu na podium e-klasy. Wazeliniarzom pzpn-u i bankrutom dziękujemy. Niech wygra lepszy - Liechtenstein

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX