Sport.pl

"Trzy siostry" patrzą na Ruch Chorzów. Trener Kocian szykuje niespodziankę

KORESPONDENCJA Z LIECHTENSTEINU. Ruch Chorzów jest już w Alpach Retyckich, gdzie zagra w czwartek o awans do trzeciej rundy eliminacji Ligi Europy. Niebiescy liczą, że zaskoczą FC Vaduz ofensywną taktyką.


Około sześciu godzin trwała podróż Ruchu Chorzów do Vaduz - stolicy alpejskiego księstwa. Niebiescy najpierw polecieli z Pyrzowic do niemieckiego Friedrichshafen, a następnie - już autokarem - przejechali do Liechtensteinu.

Droga wiodła najpierw wzdłuż brzegu Jeziora Bodeńskiego, nad którym majestatycznie ciął powietrze piękny sterowiec. Potem autokar nagle wjechał w długi na ponad sześć kilometrów tunel. Po jego pokonaniu oczom piłkarzy ukazały się już skaliste szczyty Alp. Ruch zatrzymał się w Alpach Retyckich, u podnóża pasma górskiego "Trzy siostry".

Dobre wieści

O tym, że Ruch zagra w czwartek z FC Vaduz o awans do trzeciej rundy eliminacji Ligi Europy, przypomina już tablica elektroniczna na rogatkach stolicy księstwa. O spotkaniu piszą też miejscowe dzienniki.

Liechtensteiner Vaterland donosi, że z powodu urazu na boisku może zabraknąć Nicka von Niederhausera.

Ruch też nie zagra w najsilniejszym składzie. Do Vaduz nie pojechał Marek Zieńczuk, który ma problem z kolanem i do gry wróci najwcześniej za trzy, cztery tygodnie. - Jedenastkę na czwartkowy mecz mam już w głowie. Ale oczywiście jej nie zdradzę - uśmiechał się trener Jan Kocian po środowym obiedzie. Na piłkarzy czekały pierś z kurczaka, smażone ryby, warzywa na parze, ryż, ziemniaki, a na deser truskawkowy mus.

- Nie przypominam sobie, żebym był wcześniej w Liechtensteinie. Ale podoba mi się - mówi Kocian.

Słowak zdradził, że chce zaskoczyć rywala nowym ustawianiem. Za kadencji Słowaka niebiescy grają jednym napastnikiem. W czwartek Ruch chce postawić w ataku na dwóch piłkarzy. - Może tak być... Szukamy zagrywki, którą zaskoczymy rywala. Tak naprawdę nieważne jest jednak to, co na papierze, lecz to, co dzieje się na boisku. Podobnie ma się sprawa z defensywą. Gra w obronie zaczyna się już od napastnika, czyli Grzegorza Kuświka, a kończy na ostatnim, czyli Marcinie Malinowskim - zaznacza szkoleniowiec.

Dobre wieści dotyczą właśnie Malinowskiego i Daniela Dziwniela, którzy z powodu urazów nie zagrali w niedzielnym spotkaniu ze Śląskiem Wrocław. - We wtorek trenowali już z resztą zespołu, więc wygląda na to, że z ich zdrowiem wszystko jest w porządku. Wiadomo, że po kontuzji zawsze trochę brakuje pewności. Liczę jednak, że będą gotowi - dodaje.

Tej pewności zabrakło niebieskim w pierwszym meczu, gdy Ruch ograł niżej notowanego rywala ledwie 3:2. - To był nasz pierwszy mecz w pucharach. Górę zbyt często brały emocje. Mnożyły się błędy. Pogubiliśmy się. Liczę, że teraz nasze głowy będą już chłodniejsze - mówi Kocian.

Szanują siły na Ruch

FC Vaduz ma już za sobą pierwszy mecz w lidze szwajcarskiej. W weekend zespół z Liechtensteinu przegrał (0:1) wyjazdowe spotkanie z FC Thun. Miejscowi mówią jednak, że tam gra się wyjątkowo trudno, gdyż Thun organizuje spotkania na sztucznej trawie.

- Vaduz przegrał minimalnie, a jedyną bramkę stracił po rzucie karnym. W tym meczu zabrakło podstawowych piłkarzy drużyny, czyli Manuela Suttera i Koreańczyka Paka. To też pokazuje, że nasz rywal szanuje siły na potyczkę z nami. To silny zespół, którego atutem na pewno jest gra z kontry. Szybko przechodzą z obrony do ataku. W pierwszym meczu atakowaliśmy ich wysoko, co było wodą na ich młyn - kończy Kocian.

Ruch Chorzów znów na podium Ekstraklasy? Podyskutuj na Facebooku >>

Ruch Chorzów w rozgrywkach Ligi Europy
Więcej o:
"/> Zbigniew Boniek zdradza kulisy pożegnania Piszczka: Piłkarze dogadali się ze Słoweńcami [SEKCJA PIŁKARSKA #29]