Ruch Chorzów szuka dostępu do prądu. Vaduz czeka na kibiców niebieskich

KORESPONDENCJA Z LIECHTENSTEINU. Piłkarze Ruchu Chorzów odliczają już godziny do czwartkowego meczu z FC Vaduz (g. 19.). Niebiescy obawiają się piłkarza, który ?składa się z kilku Koreańczyków?.


W ekipie niebieskich pełne skupienie. W środowy wieczór trener Jan Kocian zebrał zespół w jednej z hotelowych sal, żeby przeprowadzić analizę pierwszego spotkania w Gliwicach. Co ciekawe, w kameralnym hotelu Meierhof korzystanie z prądu, a tym samym z laptopów, wcale nie jest takie oczywiste... W pokojach są bowiem gniazdka elektryczne nieprzystosowane do dużych wtyczek większości ładowarek. Obsługa obiektu dysponuje oczywiście "przejściówkami", ale tych było tak mało, że... zabrakło ich początkowo dla trenerów.

Jakich błędów musi wystrzegać się Ruch na boisku w Vaduz? - W pierwszym meczu rywal pokazał, że jego mocną stroną jest gra z kontry. Wypadałoby więc ich wyczekać i pozwolić grać. To jednak nie w naszym stylu. Szczególnie wtedy, gdy za plecami będziemy mieć około 500 kibiców - mówi Daniel Dziwniel, obrońca niebieskich.

Fani Ruchu, zanim zjadą do stolicy alpejskiego księstwa, mają się zatrzymać na odpoczynek nad jeziorem Bodeńskim. Trybuna, którą zajmą na Rheinpark Stadion - kameralnym obiekcie FC Vaduz - już na nich czeka. Miejscowi wskazywali w środę, że sympatycy Ruchu zajmą miejsca na trybunie wzdłuż linii bocznej boiska - tej znajdującej się naprzeciwko trybuny głównej. - Nigdy nie widziałem bardziej malowniczo położonego stadionu. Trudno będzie skupić się tylko na grze - mówił prezes niebieskich Dariusz Smagorowicz, zadzierając w głowę w kierunku strzelistych szczytów Alp, które otaczają wianuszkiem obiekt.

Pogoda w Vaduz jest zmienna. Temperatura sięga 20 stopni Celsjusza, ale rano zaczęło padać.

Miejscowi wierzą, że mają dość atutów, żeby ograć niebieskich. - Przegraliśmy pierwszy mecz (2:3), ale wierzę, że jeżeli zagramy skoncentrowani i na dobrym poziomie, to odrobimy straty. Strzeliliśmy dwa gole na wyjeździe, ale to chyba nie jest dla nikogo zaskoczenie. Po to gra się w piłkę, żeby strzelać gole - przypomina Giorgio Contini, szkoleniowiec zespołu z Liechtensteinu.

Na przedmeczowej konferencji prasowej dziennikarze pytali Continiego, którego z piłkarzy Ruchu widziałby w swojej drużynie. - Nie mam niestety już środków finansowych na transfery. Nasz budżet nie jest z gumy - odparł.

Vaduz ma już w nogach ligowy mecz z FC Thun (0:1), w którym zabrakło dwóch kluczowych piłkarzy Manuela Suttera i Koreańczyka Paka. - Z Ruchem już zagrają. Nie wystawiłem ich w poprzedni weekend, bo pierwszy miał uraz stopy, a Pak potrzebował po prostu odpoczynku. Włożył sporo wysiłku w meczu w Polsce i był zmęczony - wyjaśnia trener. Zawodnicy Ruchu obawiają się szczególnie rosłego Paka. Niebiescy żartują, że ten jest tak silny, jakby w jego ciele było... kilku Koreańczyków.

Jeżeli Ruch ogra zespół z Vaduz, to zagra w lepszym z pary Kajrat Ałmaty (Kazachstan) - Esbjerg fB (Dania). - Nie myślimy o tym. Teraz koncentrujemy się tylko na meczu z Vaduz - mówi Marcin Malinowski, kapitan zespołu.

Co innego działacze. - Rywala sobie nie wybieramy, ale nie ukrywam, że wolelibyśmy uniknąć podróży do Kazachstanu. To długi, ponadsześciogodzinny lot. Logistycznie taki wyjazd też jest trudny do zorganizowana - podkreśla Smagorowicz.

Ruch Chorzów wygra z Vaduz? Podyskutuj na Facebooku >>

Ruch Chorzów w rozgrywkach Ligi Europy