Jan Kocian szczęśliwy po awansie Ruchu. "Wrzuciliśmy go na wodę i zaczął pływać"

Trener Ruchu Chorzów zaryzykował i w meczu z FC Vaduz postawił na taktykę, która dotąd była niebieskim obca.


Ruch zagrał po raz pierwszy za kadencji Słowaka trzema obrońcami. - Podjęliśmy ryzyko, które się opłaciło. W pucharach chodzi o to, żeby na koniec cieszyć się z awansu i nam się to udało. Nowy system gry niósł za sobą pewne ryzyko. Udało się, bo mamy inteligentnych graczy. Funkcjonowało to dobrze. Niestety brakowało nam trochę siły w ataku. Nie mówię nawet o ostatnim podaniu, a raczej o przedostatnim. Szkoda, że swojej okazji nie wykorzystał Michał Szewczyk. Była najlepsza - mówił Kocian, który i tak chwalił Szewczyka.

- Zagrał po raz pierwszy po dłuższej przerwie spowodowanej kontuzją, a na dodatek na nowej dla siebie pozycji. Wrzuciliśmy go na głęboką wodę, a on zaczął pływać - dodał Słowak, którego mecz w Vaduz kosztował wiele nerwów. - Bezbramkowy remis, to nie był bezpieczny wynik. Wiadomo, że jeden rzut wolny, czy rożny mógł nas pozbawić awansu. Nie wiem czy w przeszłości będziemy wracać do gry trzema obrońcami. Zyskaliśmy jednak pewność, że możemy to zrobić - mówił. 

Kocian musi teraz znaleźć sposób na Duńczyków z Esbjerg fB. - Geograficznie to oczywiście lepiej, że zagramy z nimi, a nie z Kazachami. To silny zespół, który gra systemem 4-4-2. Ma dwóch solidnych napastników. Powalczymy - zakończył.

ŚLĄSK.SPORT.PL na Twitterze. Obserwuj już teraz >>

Ruch Chorzów w rozgrywkach Ligi Europy