Ruch Chorzów dobrze zarabia na Lidze Europy. Teraz czas na Duńczyków

KORESPONDENCJA Z LIECHTENSTEINU. Ruch Chorzów zasmakował rywalizacji w Lidze Europy i liczy na kolejne wygrane, a dzięki temu i na dodatkowy zarobek. W Liechtensteinie wygrali również kibice niebieskich.


Ruch Chorzów po raz trzeci w ostatnich pięciu latach gra w europejskich pucharach, co jest wynikiem zadziwiającym, gdy weźmie się pod uwagę klubowe finanse i stadion, na którym rywalizują niebiescy.

- Nasz wynik pokazuje, że nam się nie "udaje", a po prostu mamy pomysł na zespół - mówi prezes Dariusz Smagorowicz, który po raz pierwszy miał okazję być na wyjazdowym meczu swojej drużyny w eliminacjach Ligi Europy, a który to zakończył się awansem jego drużyny. - Dotąd leciałem, jak nikt już nie chciał, i brałem na klatę porażki z Austrią Wiedeń czy Viktorią Pilzno - uśmiechał się.

W Vaduz Ruch nie zagrał meczu, o którym będzie mówiło się latami, ale był skuteczny. Przy wsparciu ponad 500 fanów z Chorzowa niebiescy nie pozwolili sobie strzelić bramki i obronili skromną zaliczkę z pierwszego meczu (3:2).

Zachowaniu kibiców Ruchu trzeba poświęcić dodatkowy akapit. Miejscowi byli zaskoczeni tym, jak sympatycy klubu z Cichej bawili się na stadionie położonym nad Renem. - Cieszą się tak, jakbyście zdobyli mistrzostwo świata - uśmiechali się miejscowi, a prezes Smagorowicz zauważył, że fani odśpiewali hymn "Ruchu nasz kochany...". - I to w całości. Tak samo jak kibice Brazylii podczas mundialu. Byłem pod wrażeniem - mówił.

Ruch dzięki wyeliminowaniu drużyny FC Vaduz wzbogacił się o 270 tysięcy euro (130 za awans i 140 za przejście zespołu z alpejskiego księstwa). Pieniędzy może być więcej. Teraz jednak trzeba wyeliminować duński Esbjerg fB. Pierwszy mecz już w czwartek na Śląsku.

- Nie wybieramy się do Danii na obserwację rywala. Coś tam jednak już o Duńczykach wiemy. Oglądałem ich ostatni ligowy mecz. Materiału do analizy więc nie zabraknie. W ciągu najbliższych dwóch tygodni rozegramy pięć spotkań. To dużo. Dlatego można spodziewać się rotacji w składzie - mówi Jan Kocian, trener niebieskich.

Na debiuty w chorzowskiej drużynie czekają Senad Karahmet, Marcin Kuś i Michał Rzuchowski. - Kusia widzę na boku obrony, ale może zagrać również na środku. Karahmet będzie rywalizował o miejsce w składzie z Rołandem Gigołajewem. Zobaczymy, który z nich będzie alternatywą dla Daniela Dziwniela. Rzuchowski to środkowy pomocnik. Może zagrać zarówno bliżej ataku, jak i obrony - opowiada Słowak.

Na tym nie koniec transferów. Ruch chce jeszcze wzmocnić ofensywę. Trener Kocian wiele obiecuje sobie po napastniku z Holandii, który ma za sobą występy w PEC Zwolle, a ostatnio grał w lidze cypryjskiej.

- Ten piłkarz nie będzie testowany. O ewentualnym podpisaniu umowy zadecydują testy medyczne - wyjaśnia Kocian. - Wciąż szukamy zawodników, którzy dodadzą drużynie jakości. To mają być piłkarze, którzy dołączą do zespołu i zaczną z miejsca grać - dodaje.

W niedzielę Ruch wraca do ligowej rywalizacji. Przed niebieskimi mecz z Górnikiem Łęczna, który odbędzie się na stadionie w Gliwicach. Spotkanie będzie miało szczególne znaczenie dla Łukasza Surmy. Jeżeli doświadczony pomocnik wybiegnie na boisko, to zaliczy 452. ligowy mecz w karierze. Tym samym zrówna się z dotychczasowym rekordzistą Markiem Chojnackim - legendą ŁKS-u Łódź.

Ruch Chorzów znów na podium Ekstraklasy? Podyskutuj na Facebooku >>

Ruch Chorzów w rozgrywkach Ligi Europy