Ruch Chorzów przed walką o wielką stawkę. Stary dwupłatowiec wciąż nie do zestrzelenia

Ruch Chorzów miał się skompromitować w Europie i szybko wrócić na zapyziałą Cichą. Niebiescy jednak po raz kolejny zadziwili i staną przed szansą na awans do fazy grupowej Ligi Europy.


W drodze Esbjerga, gdzie Ruch wywalczył w czwartek awans do czwartej rundy eliminacji Ligi Europy, niebiescy już na lotnisku w Pyrzowicach usłyszeli, że nie mają żadnych szans. - Po co wy tam jedziecie? Przecież dostaniecie lanie. To będzie kompromitacja - przekonywał jeden z celników.

Buch! I po piłce

Duńczycy też byli pewni swego. Klub, który w minionym sezonie wyszedł z grupy Ligi Europy, miał bez problemu nastrzelać chorzowianom kilka bramek. Znamienny był obrazek, gdy Ruch jechał w Esbjergu na trening na Blue Water Arenie. Zza szyb autokaru niebiescy widzieli grupę dzieciaków, które na palcach pokazywały, że miejscowi strzelą Ruchowi pięć bramek.

Malcy nie przypilnowali wtedy piłki, która potoczyła się pod koła autokaru drużyny z Cichej i... pękła z hukiem. I tak samo właśnie Ruch rozprawił się z drużyną z Ebsjerga. Rozbił balon z wielkim hukiem.

Gdy w 95. minucie spotkania Łukasz Surma ładował piłkę głową do bramki Duńczyków, w kuluarach stadionu trwało już fetowanie awansu. Gol tak boleśnie sprowadził miejscowych na ziemię, że potem - chyba w ramach odwetu - nie chcieli wpuść działaczy niebieskich do stadionowej restauracji. Ten obrazek zniesmaczył jednego z fanów Esbjerga, który przeprosił za takie zachowanie ochroniarzy i sam kupił działaczom Ruchu kilka piw, które wyniósł poza drzwi wspominanej restauracji.

W Danii wygrali wszyscy. Także kibice Ruchu, których przyjechało nad Morze Północne około 500. Miejscowe media wieszczyły najazd chuliganów, a tymczasem Duńczycy zobaczyli kolorową, rozśpiewaną grupę, która bez trudu zakrzyczała ponad sześć tysięcy fanów Esbjerga.

Po meczu część kibiców przemaszerowała ulicami portowego miasta. Na każdym rogu ulicy stał wtedy policjant. Mundurowi mieli też ze sobą ujadające psy. Dostępu do piłkarzy broniła wątła taśma, ale żadnemu kibicowi Ruchu nawet nie przyszło do głowy, żeby ją przekroczyć. Spontaniczna zabawa zakończyła się gromkim "Dziękujemy" i kibice spokojnie wrócili do autobusów.

Denerwująca wpadka

Powody do zadowolenia miał też trener Jan Kocian - tradycyjnie najgłośniej fetowany przez kibiców niebieskich. W przedmeczowym programie Duńczycy walnęli gafę i napisali, że trenerem niebieskich jest Vladimir Weiss - inny słowacki szkoleniowiec.

Kocian za Weissem nie przepada i już po spotkaniu krzywił się na wspomnienie tej wpadki medialnych służb duńskiego klubu. - Już nawet w słowackich mediach o tym piszą. Nieważne... - machnął ręką trener Ruchu, który kilka razy powtarzał, że jest "przeszczęśliwy" z awansu.

Wygrani są też oczywiście piłkarze niebieskich. Niesamowity Krzysztof Kamiński, który bronił jak w transie. Waleczny do bólu Bartłomiej Babiarz. Łukasz Surma, który strzela bramki głową raz na dekadę, a nawet Marcin Kuś. Gdy obrońca w końcówce wchodził na boisko, to wielu pukało się w głowy. Tymczasem to właśnie Kuś zgrał piłkę do Surmy, który strzelił bramkę na wagę awansu. - I na tym właśnie polega geniusz trenera - uśmiechał się Dariusz Smagorowicz, prezes niebieskich.

Dobre spotkanie rozegrał też krytykowany ostatnio Filip Starzyński. Starzyński gra w tym sezonie z numerem 10 na plecach. Numerem, który od czasów Mariusza Śrutwy przynosił na Cichej pecha jego posiadaczom. Polegli na nim Sebastian Olszar i Marcin Kikut. Teraz musi się to zmienić. "10" starają się odczarować sami piłkarze niebieskich, którzy podczas treningu pokrzykiwali za Starzyńskim "Śrutek". Czy to już koniec "Figo"?

Przed Ruchem ostatnia przeszkoda na drodze do fazy grupowej Ligi Europy. Zaczyna się gra o naprawdę duże pieniądze. Dotąd Ruch zarobił ponad 400 tysięcy euro. - Teraz na stole leży znacznie więcej. Minimum dwa miliony euro. Od czwartej rundy nasze mecze będą też transmitowane w telewizji, więc zarobimy też na sprzedaży reklam na stadionowych bandach - przypomina Smagorowicz.

Mecz czwartej rundy eliminacji LE na pewno odbędzie się w Gliwicach. I nie ma tu nic do rzeczy remont murawy na obiekcie przy ulicy Cichej. Stadion Ruchu jest po prostu zbyt archaiczny by gościć tej rangi spotkania. - Wysłużony dwupłatowiec Ruchu wciąć unosi się nad Europą - uśmiecha się Smagorowicz.

ŚLĄSK.SPORT.PL na Twitterze. Obserwuj już teraz >>