Ruch Chorzów już miał piłkarza prosto z Albanii. "Pieniądze wrzucano nam przez okno"

Ruch Chorzów cieszy się z pozyskania Albańczyka Sabiena Lilaja. Co ciekawe, 25-letni ofensywny pomocnik nie jest pierwszym piłkarzem, który trafił na Cichą bezpośrednio z ligi albańskiej.
Pierwszym zawodnikiem, który pokonał taką drogę, był Przemysław Norko. Bramkarz ze Szczecina grał w Partizani Tirana w sezonie 2005/06. Po tym epizodzie trafił właśnie na Cichą i snuł barwne opowieści o życiu w Albanii.

- Klub z Tirany zaproponował mi jeden z menedżerów. Postanowiłem spróbować, bo innych propozycji nie było. Partizani jest dla Albańczyków niczym Real Madryt dla Hiszpanów. Czyli nie trafiłem źle. Żałuję, że przed podpisaniem kontraktu nie sprawdziłem klubowego zaplecza. Menedżer opowiadał, że przed kilkoma laty było na wysokim poziomie. Piękne zielone boiska, szatnie na wysoki połysk... Tymczasem trenowaliśmy na piachu, a przebieraliśmy się w szatni, która przypominała szkolną salę. Wokół pustych ścian stały tylko krzesła. O stanie pryszniców czy toalet nawet nie wspomnę... - mówił Norko, który zdradził też, w jaki sposób miejscowi działacze rozliczali się z zawodnikami.

- Myślę, że zarobki były na poziomie polskiej ekstraklasy. Nie wiem, skąd działacze mieli pieniądze, ale na pewno z jakichś podejrzanych interesów. Doznałem lekkiego szoku, gdy dostałem pieniądze z kontraktu. Jechaliśmy samochodem. Auto nagle zwolniło i ktoś wrzucił nam zawiniątko przez otwarte okno. Jak się okazało, to była moja wypłata. Żadnych podpisów, żadnych umów, wszystko z ręki do ręki - podkreślał Norko, który jest obecnie trenerem bramkarzy w Zawiszy Bydgoszcz

Startuje nowy sezon Wygraj Ligę! Kupisz Kuświka czy Zacharę? A może kogoś z Legii? »