Sport.pl

Czy wysokie premie mogą sparaliżować piłkarzy Ruchu Chorzów? "Zapomniałem jak się wiąże buty"

Ruch Chorzów odlicza godziny do czwartkowego starcia z Metalistem Charków, którego stawką jest awans do fazy grupowej Ligi Europy. W przypadku wyeliminowania Ukraińców niebiescy mogą liczyć na zyski sięgające kilkunastu milionów złotych. Część z tych pieniędzy może też trafić do kieszeni chorzowskich zawodników.


Pierwszy mecz zakończył się bezbramkowym remisem, więc w Kijowie Ruch będzie premiowało każde zwycięstwo lub bramkowy remis. Jan Benigier, trzykrotny mistrz Polski w niebieskich barwach jest przekonany, że Ruch może wyeliminować faworyta.

Wojciech Todur: Na Cichej mówią, że przed Ruchem mecz dekady. Ma Pan podobne odczucia?

Jan Benigier: - Gdy wylosowali tego Metalista to na początku obawiałem się przede wszystkim tego, że Ruch będzie musiał lecieć do Charkowa, a wiadomo, że teraz w ten rejon Ukrainy lepiej się nie zapuszczać.

Podczas pierwszego meczu w Gliwicach miałem za plecami działaczy Metalista i z ich rozmów wynikało, że jeszcze wtedy mieli nadzieję, że uda im się zorganizować to spotkanie na własnym obiekcie.

Do tego na szczęście nie dojdzie, więc Ruch będzie miał okazję zobaczyć z bliska "majdan" w Kijowie... A wracając do pytania, to rzeczywiście mecz o niecodzienną dla Ruchu stawkę.

I wszystko to dzieje się w chwili, gdy niebiescy mają wyraźnie pod górkę. To przykre, że klub z taką historią musi rozgrywać swoje mecze w Gliwicach. Że nie ma stadionu na puchary. Że nawet trawa w Chorzowie nie rośnie...

Ale za to na boisku plamy nie daje.

- Pierwszy mecz z Metalistem zagrali bardzo przyzwoicie. Szczególnie pierwszą połowę gdy męczyli rywala wysokim pressingiem. Długo utrzymywali się przy piłce. Z czasem zaczęło niestety brakować sił i pojawiły się problemy. Rewanż będzie jednak wyglądał inaczej. Metalist nie będzie grał już sobie wszerz, a mocno ruszy do przodu. Tyle, że to także nie musi był zła wiadomość, bo to jednak da szansę na grę z kontry.

A Ruch to nie jest zespół stworzony do ataku pozycyjnego. Gdy dać im więcej miejsca, to jednak potrafią skutecznie skontrować.

- Liczę na awans. Liczę, że Ruch strzeli bramkę i postawi swojego rywala w bardzo kłopotliwej sytuacji. Oby tylko nie za szybko strzelili. Najlepiej w samej końcówce, żeby nie było już czasu na odrabianie strat.

Czy przed takim meczem warto dać piłkarzom "marchewkę", czyli rozmawiać o wysokich premiach za wyeliminowanie rywala?

- No nie wiem... Z mojej kariery pamiętam tylko jedno takie zdarzenie. To także były europejskie puchary. Graliśmy wtedy z francuskim Saint Etienne. Prze pierwszym meczem do naszej szatni wszedł minister Ryszard Trzcionka - nasz ówczesny prezes - i rzucił taką kwotę, że zapomniałem jak się wiąże buty. To była równowartość kilku samochodów. Wygraliśmy 3:2, ale przed rewanżem karki mieliśmy tak sztywne, że nie potrafiliśmy tych pieniędzy z murawy podnieść. Przegraliśmy 0:2 i premie przeszły nam koło nosa.

Po czasie pomyślałem, że słowa prezesa nam wtedy nie pomogły. Wysoka premia raczej sparaliżowała zespół. Tyle, że to były inne czasy. Piłkarze byli wtedy zatrudnieni - chociażby na hucie. Często słyszeliśmy, że jak nam się noga na boisko podwinie, to miejsce przy hutniczym piecu już czeka. Sam trafiłem pod piec tylko raz. Było tak gorąco, że obawiałem się, że mi się spalą wszystkie włosy. Sparaliżowałem pracę na oddziale, bo każdy z hutników chciał podejść, przywitać się, pogadać o tym co w Ruchu. Po takiej dniówce mój przełożony prosił mnie, żebym do pieca już się nie zbliżał.

Teraz to nie do pomyślenia. Zawodnicy to zawodowcy pełną gębą. Futbol kręci się wokół pieniędzy, więc pewnie wysokie premie za wyeliminowanie Metalista nie zrobią na graczach Ruchu większego wrażenia.

Dziwi się Pan, że żadna polska telewizja nie jest zainteresowana transmisją meczu Ruchu?

- A pewnie, że się dziwię. Szkoda, że nie potrafi się docenić chorzowskiego klubu. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Pierwszy mecz z Gliwic Ukraińcy transmitowali w internecie. Rewanż też mają pokazać. No to sobie włączę i co najważniejsze obejrzę bez polskiego komentarza, który potrafi mnie zniechęcić do nawet najlepszego widowiska. Nie lubię, jak mi komentator mecz przegada.

Na starcie sezonu najwięcej pochwał spada na głowy Bartłomieja Babiarza i Krzysztofa Kamińskiego. Słusznie?

- Słusznie. Babiarz to biegające serce. On nigdy się nie zatrzymuje. Znam go od wielu lat, bo prowadziłem go już w młodzieżowej reprezentacji Śląska. Zawsze taki był. To zawsze była wielka ambicja i serce do gry.

Mówią, że za niski. A ja odpowiadam, że gdyby był wyższy, to nie byłby taki dobry. W Ruchu jest dziś nie do zastąpienia. Notuje bardzo dużo przechwytów. Może i tak wielu akcji nie konstruuje, ale na pewno daje kolegom szansę, żeby ruszyli z piłką do ataku.

Kamiński też prezentuje się bardzo solidnie. Niestety również za sprawę defensywy, która jednak monolitem nie jest. Kamińskiemu chciałem szczególnie podziękować za ostatni mecz z Lechem, gdy uratował mi niedzielny wieczór broniąc rzut karny. Słaby to był strzał, może i ja lepiej bym uderzył, ale chwała mu za to, że się rzucił z wyczuciem i zapewnił Ruchowi remis.

Musimy jednak pamiętać, że Ruch - żeby wyeliminować Metalista - musi być drużyną. Tam na wysoki poziom musi wznieść się wielu zawodników. Najwięcej będzie zależało od "wodza", czyli Filipa Starzyńskiego.

Więcej agresji, więcej zdecydowania, więcej dynamiki!

A co z pozycją, która jest Panu najbliższa?

- Patrzę na ten atak i ... trochę się męczę. Lubię tego Kuświka. To takie chłopisko, które wie jak grać w piłkę. Tylko dlaczego zazwyczaj gra tyłem do bramki? Ruch zawsze miał napastników, którzy grali do przodu. Dostawali piłkę na wolne pole i walczyli ze stoperami. Tak grali Krzysztof Warzycha, Mariusz Śrutwa, Andrzej Niedzielan, Arkadiusz Piech... Kuświk tymczasem ciągle jest tyłem. Ciągle przyjmuje piłkę z obrońcą na plecach. Nie wiem... Może się nie znam. Ale moim zdaniem w ten sposób Ruch za wiele meczów nie wygra. Dlatego mam prośbę do trenera Jana Kociana. Jeżeli przeczyta Pan te słowa, to proszę obrócić Kuświka w stronę bramki rywala. Na początek niech to będzie bramka Metalista.

Ruch Chorzów znów na podium Ekstraklasy? Podyskutuj na Facebooku >>

 

Kto w nowym sezonie Ekstraklasy zajmie wyższe miejsce?
Więcej o:
Komentarze (4)
Czy wysokie premie mogą sparaliżować piłkarzy Ruchu Chorzów? "Zapomniałem jak się wiąże buty"
Zaloguj się
  • xxxxxdonjuanxxxxx

    Oceniono 46 razy -38

    nie maja żadnych szans....a cały wywód to jakieś banaluki...hehhehe

  • miroruch

    Oceniono 18 razy 4

    jak bydzie gra o puchar krupnioka to ruskie Z wygrajom tyn puchar, na razie som ciulikami ligowymi o zabarwieniu czornego szczewa fuj

  • domin1920

    Oceniono 23 razy 11

    Za to wy macie Osiołku szanse, zagrać i udowodnić że zaszlibyście dalej, cóż ale to się nigdy nie stanie. Po co wy w tej lidze gracie paralityki jak nic od 20 lat hehehe.
    Powtarzam się, ale z takich kałmuków wieczny jest polew.

    Wieczne daj daj z UM, bankruty, ftuu na psa urok.

  • tomasso07

    Oceniono 19 razy 19

    Widzę, że poziom dyskusji pod postem o Ruchu czy Górniku jak zawsze na "wysokim" poziomie xD Zamiast się wspierać, jeden drugiemu do gardła by skoczył, ach uwielbiam tą naszą mentalność... Co do meczu szanse małe, ale ja życzę Ruchowi awansu, w końcu śląska drużyna zagra w Europie. Kibic Górnika.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX