Splendor, przygoda i wielka kasa nie dla Ruchu Chorzów

KORESPONDENCJA Z KIJOWA. Ruch Chorzów żałuje straconej szansy awansu do Ligi Europy, bo też Metalist Charków był do ogrania także z powodu sytuacji geopolitycznej za naszą wschodnią granicą. Ukraińcy naprawdę mają teraz na głowie poważniejsze rzeczy niż piłka nożna.
W przypadku Ruchu Chorzów określenie "niepowtarzalna szansa" nigdy nie było tak bliskie prawdy jak podczas rewanżowego meczu z Metalistem Charków. Niebiescy zrobili na europejskich boiskach bardzo wiele. Zdecydowanie więcej niż ktokolwiek mógł się po nich spodziewać. Niestety, na koniec nie spełnił się sen o kopciuszku z Cichej na piłkarskich salonach. Ruch przegrał po dramatycznej dogrywce i nie awansował do fazy grupowej Ligi Europy.

Jesteś kibicem ze Śląska? Dołącz do nas na Fejsie! >>

Z Visnakovsem mogło być łatwiej

Dariusz Smagorowicz, prezes chorzowskiego klubu, przed meczem w Kijowie nucił sobie "Knockin' on heaven's door" Boba Dylana. Ruch rzeczywiście pukał do "nieba bram", za którymi leżały nie tylko splendor, szacunek i niepowtarzalna przygoda, ale też około 15 mln zł. Z grubsza biorąc - roczny budżet klubu.

Ruch nie posiada się ze szczęścia, gdy podpisuje umowy z tak bogatymi firmami jak PGNiG czy Węglokoks. Prawda jest jednak taka, że awans do fazy grupowej równałby się - pod względem finansowym - kilku tak lukratywnym umowom sponsorskim.

- Jestem przekonany, że za rok wrócimy do pucharów i będzie jeszcze lepiej - mówi Smagorowicz. Tego niestety nie da się zaplanować, ale na pewno można temu pomóc. Czy Ruch szykowałby się teraz do grupowych rozgrywek LE, gdyby wcześniej zakontraktował Eduardsa Visnakovsa? Pewności oczywiście nie ma, ale z takim napastnikiem o gole w meczu z Metalistem byłoby łatwiej.

Po rywalizacji z drużyną z Charkowa często padały komentarze, że "rywal był słaby". Metalist nie był słaby, ale na pewno słabszy od drużyny, która w ostatnich sezonach wychodziła z grupy LE. Kryzys na Ukrainie zrobił swoje. Co lepsi zawodnicy - przede wszystkim ci z Ameryki Południowej - opuszczają Metalista.

Serhij Kurczenko, ukraiński oligarcha i właściciel klubu, wciąż jeszcze sypie kasą na klub, ale ponieważ ciąży na nim zarzut sprzeniewierzenia państwowych pieniędzy, to zewsząd słychać, że jego czas dobiega końca.

Sąd zajmuje kolejne dobra i fabryki Kurczenki. - Tylko patrzeć, jak skończą się pieniądze na piłkarzy. Za rok tego klubu już nie będzie. Tak samo było u nas, w Krzywym Rogu. Też były europejskie puchary, sukcesy w lidze. Z roku na rok klub przestał jednak istnieć - opowiadał po meczu w Kijowie Oleg, lokalny przedsiębiorca, który zarządza firmą przekształcającą ogrzewanie gazowe na paliwo stałe. W czasach gdy Ukraina żyje w niepewności, kiedy Rosja zakręci kurek z gazem, to bardzo intratny interes.

A może Ruch zastąpi Metalista?

Ruch żałuje straconej szansy, bo też Metalist był do ogrania także z powodu sytuacji geopolitycznej za naszą wschodnią granicą. Ukraińcy naprawdę mają teraz na głowie poważniejsze rzeczy niż piłka nożna.

W czasie meczu na Stadionie Narodowym w Kijowie miejscowi kibice co kilkanaście minut śpiewali hymn Ukrainy. Regularnie wznoszono też okrzyk "Sława Ukrainie!", najpopularniejsze hasło ukraińskiej rewolucji. Był też moment, gdy cały stadion miarowo podskakiwał, śpiewając przy tym "Kto nie skacze, ten Moskalem. Hej! Hej!".

Agresja Rosji sprawiła, że zjednoczyły się nawet zwaśnione grupy kibiców. Przed meczami ukraińskiej ligi grupy fanów też śpiewają i bratają się na stadionach. Kibiców nie brakuje w oddziałach, które walczą z Rosjanami na wschodzie Ukrainy.



- Dla wielu tych osób, zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie konfliktu, perspektywa, że otrzymają buty, mundur, jedzenie i dach na głową, ale będą musiały walczyć, jest dużo bardziej kusząca niż codzienna wegetacja. Bo wielu ludzi na Ukrainie nie żyje, ale wegetuje - wyjaśniał Oleg.

W hotelu President, gdzie mieszkał Ruch, pracowała w restauracji Katarina. Dziewczyna, która skończyła prawo, zarabia miesięcznie około 800 zł. Z drugiej strony w Kijowie są salony meblowe, gdzie można kupić wyszywany złotem fotel wart ponad 100 tys. zł...

Ruch zakończył swoją przygodę z Ligą Europy. Niebiescy rozegrali sześć spotkań, z których - w regulaminowym czasie gry - nie przegrali żadnego. Wyeliminowali FC Vaduz (3:2 i 0:0) oraz Esbjerg fB (0:0 i 2:2), a polegli z Metalistem (0:0 i 0:1 po dogrywce).

Po meczu w Kijowie plotkowano co prawda, że jeżeli konflikt zbrojny na Ukrainie będzie przybierał na sile i skończy się wprowadzeniem stanu wojennego, to UEFA może zamknąć drogę na europejskie boiska miejscowym klubom...

Tyle że takiego scenariusza nie chciałby nikt, a już na pewno nie Ruch.

Jak oceniasz występy Ruchu Chorzów w tegorocznej edycji europejskich pucharów?