Jan Kocian ponownie na dywaniku u prezesa Ruchu Chorzów

Ruch Chorzów zawodzi na boisku. Tylko jedno miejsce dzieli brązowego medalistę mistrzostw Polski od strefy spadkowej. Odtrutką na marną postawę niebieskich może być tylko wygrana w Wielkich Derbach Śląska.


Stało się to, czego na Cichej obawiają się najbardziej: po znakomitym sezonie Ruch znowu dołuje. - Taka sytuacja powtarza się już po raz trzeci w sześciu ostatnich sezonach. Zawsze myślę, że uda się jej uniknąć. Zawsze uważam, że jesteśmy dobrze przygotowani do tego, żeby nie obracać się za siebie. Przychodzi jednak liga i boisko weryfikuje wszystko. Pozytyw jest taki, że doświadczaliśmy podobnych problemów już tyle razy, że wiemy, jak sobie z nimi radzić - mówi Dariusz Smagorowicz, prezes Ruchu.

Po wpadce w 1/16 Pucharu Polski, gdy Ruch okazał się słabszy od trzecioligowej Ostrovii Ostrów Wielkopolski (1:2), prezes niebieskich spotkał się z trenerem Janem Kocianem, by usłyszeć od niego, jaki jest powód obniżki formy i kolejnych porażek.

Zespół z Cichej miał wyjść na zwycięską ścieżkę w Bydgoszczy, ale to także się nie udało. - Nie będę oceniał postawy zespołu. Nie będę powtarzał, że oczekuję zdecydowanie więcej. Zawodnicy mówią, że Wielkie Derby Śląska będą ich przełamaniem? Bardzo proszę, niech to zrobią - mówi Smagorowicz, który w poniedziałek zaprosił trenera Kociana na kolejną rozmowę.

Sytuacja Ruchu jest trudna. Zespół przegrywa, a co gorsze, na boisku prezentuje się bardzo przeciętnie. W meczu z Zawiszą (1:1) zawodnicy niebieskich mieli olbrzymie problemy, żeby zagrozić bramce rywala.

W drużynie trudno znaleźć dziś piłkarza, który zasłużyłby na pochwałę. Jakby problemów było mało, w WDŚ Ruch będzie sobie musiał radzić bez ostoi defensywy, czyli Piotra Stawarczyka.

Stoper chorzowskiej drużyny będzie pauzował z powodu nadmiaru żółtych kartek.

- Gdy myślę o Wielkich Derbach Śląska, to zawsze mam przed oczami spotkanie z początku marca w 2008 roku (Ruch wygrał wtedy 3:2). Porwaliśmy się wtedy na organizację spotkania na Stadionie Śląskim. Wiele osób nie dowierzało, że to się uda, lub wręcz pukało się w głowy. Garstka osób zorganizowała wielkie widowisko. Na trybunach usiadło ponad 40 tysięcy osób, chociaż pogoda także nie była naszym sprzymierzeńcem. Zapowiadano przecież opady śniegu, trybuny miał skuć lód. Obawiano się również kibiców. Z czasem okazało się jednak, że warto było zaryzykować. Kibice byli świadkami niecodziennego wydarzenia. Bo to nie był tylko mecz. WDŚ wyszły wtedy poza bramy stadionu. Za takimi spotkaniami tęsknię - mówi Smagorowicz, który ciepło wspomina też setne WDŚ z grudnia minionego roku. - To chyba już magia tej okrągłej rocznicy tak na mnie działa. Mecz odbył się na Cichej, ale również był dla mnie wyjątkowy. Torował nam przecież drogę do medalu mistrzostw Polski (Ruch wygrał 2:1). WDŚ mają w sobie tę moc, że myśli się o nich dużo, dużo wcześniej. Wyczekuje się na to spotkanie. Kibice rozmawiają o nim na ulicach, w szkołach, w pracy. Dlatego wygrana w derbach znaczy tak wiele - kończy Smagorowicz.

Jesteś kibicem ze Śląska? Dołącz do nas na Fejsie! >>

Już w sobotę kolejne Wielkie Derby Śląska w Chorzowie. Kto je wygra?