Jan Kocian wspomina pracę w Ruchu Chorzów. "Na kolejny zryw nie starczyło sił"

Minął ponad tydzień od chwili, gdy Jan Kocian pożegnał się z Ruchem Chorzów. Jak szkoleniowiec ocenia powody rozstania z klubem z Cichej w słowackich mediach?


Kocian pracował w Ruchu niewiele ponad rok. W tym czasie poprowadził niebieskich do brązowego medalu ekstraklasy i rywalizacji w eliminacjach Ligi Europy. Po sukcesach przyszedł kryzys. W tym sezonie chorzowianie wygrali tylko jedno z jedenastu ligowych spotkań. Za słabe wyniki zapłacił Kocian, którego zastąpił Waldemar Fornalik.

- Po zwolnieniu każdy trener szuka powodów. Zadaje sobie pytanie, co poszło nie tak. Sam też to robię i wychodzi mi na to, że po znakomitym minionym sezonie, który kosztował drużynę bardzo wiele, na kolejny zryw nie starczyło już sił. Nasza kadra nie była wystarczająco szeroka - mówi słowackiemu "Sportowi" Kocian.

Słowakowi w chwili, gdy tracił pracę, zarzucono, że prowadził zespół zbyt lekką ręką. - To nie była demokracja, ale ciągły dialog. Na pewno były granice, w których mogli się poruszać piłkarze. Nie robili tego, co chcieli - zapewnia.

Kocian przyznaje, że droga z dna ligowej tabeli na podium, którą w minionych rozgrywkach pokonał z Ruchem, zaskoczyła także jego samego. - To było szybkie, dynamiczne. Sam się tego bałem. Zagraliśmy ponad nasze możliwości. Wiedziałem, że potem przyjdzie kryzys, ale nie sądziłem, że upadniemy aż tak nisko. Graliśmy w dole tabeli, a to dodatkowo źle wpływało na psychikę graczy - podkreśla.

Słowak nie ukrywa, że w przyszłości chciałby wrócić do ekstraklasy. - Słowacką i polską ligę trudno porównać. Szczególnie pod względem zainteresowania fanów. Polacy mają wspaniałe stadiony. Jest zainteresowanie mediów. Telewizja transmituje każde spotkanie na żywo - wspomina były trener niebieskich.