Ruch Chorzów odbija się od dna. Śląsk pokonany w ostatniej minucie!

Ruch Chorzów wygrał drugi mecz z rzędu i powoli odbija się od dna ligowej tabeli. Spotkanie ze Śląskiem Wrocław długo wyglądało na mecz, który zakończy się bezbramkowym remisem. W ostatniej minucie wszystko zmieniło się za sprawą Grzegorza Kuświka!


Ruch przypomniał w ostatnim raporcie okresowym niebieskiej spółki, że przeprowadzka na Stadion Śląski wciąż jest aktualna, więc na odpowiedź kibiców nie trzeba było długo czekać.

"Miejsce Ruchu jest na Cichej" - takiej treści transparent wywiesili fani chorzowskiego klubu podczas spotkania ze Śląskiem Wrocław. Spotkania, które miało potwierdzić, że ostatnia efektowna wygrana nad Jagiellonią Białystok (5:2) nie była przypadkiem.

Mecz z zespołem z Podlasia był zaprzeczeń wszystkiego złego, co wyczyniał Ruch w trakcie rundy jesiennej. Niebiescy w końcu byli skuteczni, nie zwiesili głów, chociaż to rywal pierwszy strzelił bramkę, grali szybko i efektownie. Tylko początek tamtego spotkania był słaby. Zalękniony Ruch czekał wtedy na to, co zaproponuje rywal.

Spotkanie ze Śląskiem przebiegało według podobnego scenariusza. Niebiescy nie mają dziś na tyle atutów, żeby rzucić się do gardeł wiceliderowi ekstraklasy. Chorzowianie znowu skoncentrowali się przede wszystkim na obronie. W tej formacji zaszła jedna zmiana w porównaniu z ostatnim meczem z Jagiellonią. Do składu wrócił bowiem kapitan Marcin Malinowski, który zastąpił Marka Szyndrowskiego.

Śląsk może i dłużej utrzymywał się przy piłce. Akcje rozgrywał szybciej i z większym pomysłem, ale na sytuacje pod bramką Krzysztofa Kamińskiego w żaden sposób się to nie przekładało.

Dopiero tuż przed końcem pierwszej połowy fanom niebieskich ścierpła skóra, gdy bramkarz Ruchu popisał się pewną obroną po sprytnym uderzeniu głową Flavio Paixao.

Martin Konczkowski mówił przed meczem, że Ruch postara się wykorzystać swoje atuty, którymi według młodego obrońcy zespołu z Cichej miały być gra skrzydłami i szybkie kontry. I właśnie jedna, jedyna akcja, która mocno pachniała bramką dla niebieskich, to była właśnie kontra przeprowadzona prawym skrzydłem. Po dośrodkowaniu Grzegorza Kuświka piłki nie sięgnął jednak Rołand Gigołajew, a zamykający akcję Jakub Kowalski uderzył zbyt słabo, żeby zaskoczyć Mariusza Pawełka.

Gra Śląska kulała także dlatego, że w ataku zupełnie niewidoczny był Konrad Kaczmarek. Dla 23-letniego zawodnika z Głogowa spotkanie na Cichej było ligowym debiutem. Debiutem, który trwał ledwie 45 minut, bowiem po przerwie Kaczmarka zastąpił już Krzysztof Ostrowski.

Zmieniał też trener Waldemar Fornalik, który posłał w bój Michała Efira. Ten krótko po tym, jak zastąpił na boisku Marka Zieńczuka, popisał się mierzonym podaniem w tempo do Kuświka. Napastnik Ruchu był za szybki dla obrońców Śląska, pchnął też piłkę obok wychodzącego daleko z bramki Pawełka. Gdy mijał już bramkarza upadł i z trybun wyglądało na to, że stało się to właśnie za sprawą Pawełka.

Gdy sędzia gwizdnął, kibice niebieskich byli przekonani, że bramkarz zostanie ukarany czerwoną kartką, a Śląsk rzutem karnym. Arbiter jednak widział tę akcję inaczej i nakazał grę od bramki zespołu z Wrocławia.

W ostatnim kwadransie obie drużyny przyśpieszyły grę, ale długo wydawało się, że nie na tyle, żeby zmylić rywala. A jednak! W 90. minucie na strzał z linii pola karnego zdecydował się Kuświk, a piłka po rykoszecie wolniutko, ale tuż przy słupku, wtoczyła się do bramki Śląska! Ruch wygrywa drugi mecz z rzędu i powoli odrabia straty z pierwszej części sezonu.

Waldemar Fornalik poprawi wyniki Ruchu Chorzów? Podyskutuj na Facebooku >>

Więcej o: