Sport.pl

W Ruchu Chorzów brakuje rywalizacji o miejsce w składzie. "Wieku się nie oszuka"

Eugeniusz Lerch, dawny mistrz Polski w barwach Ruchu Chorzów, obawia się, że niebiescy mogą mieć problemy z utrzymaniem w Ekstraklasie.
Ćwierkamy dla was o sporcie na Śląsku >>  

Ruch Chorzów trzy razy w historii klubu żegnał się z elitą. Pierwszy historyczny spadek nastąpił w 1987 roku. Kolejne - w sezonach 1994/95 i 2002/03. Obecnie Ruch znów jest na dobrej drodze do pierwszej ligi. W Ekstraklasie słabszy od niebieskich jest tylko Zawisza Bydgoszcz.

- Nie wygląda to dobrze. W drużynie jest zbyt wiele słabych punktów. Brakuje też rywalizacji o miejsce w podstawowym składzie. Gdyby ktoś mnie zapytał, do jakiej formacji wzmocnień potrzebuje Ruch, to odpowiedziałbym, że do każdej. Za tym stwierdzeniem kryje się słabość tej drużyny. Ten zespół potrzebuje poważnego retuszu - mówi Lerch.

Wychowanek chorzowskiego klubu z największą uwagą obserwuje linię ataku. Sam był przecież napastnikiem, który strzelił w lidze 106 bramek.

- Grzegorz Kuświk gra na swoim poziomie, ale jeden dobry napastnik to za mało. Eduards Visnakovs, którego Ruch pozyskał w trakcie rundy, wygląda mi na chłopaka z potencjałem, ale fakty są takie, że w Chorzowie jeszcze nic wielkiego nie pokazał. Może będzie lepiej, jak przepracuje solidnie zimę? Mimo wszystko liczę, że Ruch sięgnie zimą po kolejnego napastnika - ocenia Lerch.

Coraz głośniej mówi się o tym, że zimą z Ruchu odejdzie pomocnik Filip Starzyński.

Lerch mówi, że będzie go Ruchowi brakowało. - To kreatywny i pomysłowy piłkarz. Niestety, nie potrafi ustabilizować formy, co obniża jego ocenę. Nie zmienia to jednak faktu, że Ruch musi poszukać jego zastępcy. Młodsi nie będą już Marek Zieńczuk, Łukasz Surma czy Marcin Malinowski. Coraz częściej dobre zagrania przeplatają słabymi. Surma w ostatnim meczu w Łęcznej zaliczył stratę, która zakończyła się bramką. Malinowski nie był w stanie nadążyć za rywalem. Lubię i szanuję tych piłkarzy, ale wieku się nie oszuka. W moich czasach piłkarzy zbliżających się do 40 w lidze nie było - kończy Lerch.



Więcej o: