Długowieczni z Ruchu Chorzów. "Pojawiają się chwile zwątpienia"

Marcin Malinowski, kapitan Ruchu Chorzów, stanie w poniedziałek przed szansą rozegrania 450. meczu w Ekstraklasie. 
Więcej od niego gier w Ekstraklasie mają tylko kolega z Ruchu Łukasz Surma - 467 oraz Marek Chojnacki (ŁKS Łódź) 452.

Ruch Chorzów to dobre miejsce dla doświadczonych zawodników. Najstarszy w drużynie jest wspomniany 39-letni Malinowski. Podstawowymi zawodnikami niebieskich są również Surma (37 lat) i Marek Zieńczuk (36).

Malinowski debiutował w lidze w roku 1997 w Odrze Wodzisław w meczu z Górnikiem Zabrze.

- Wszedłem wówczas na końcowe pół godziny. Przegraliśmy 1:2, o ile się nie mylę. W wyjściowej jedenastce po raz pierwszy miałem zagrać w spotkaniu z Sokołem Tychy. Jednak stało się inaczej, ponieważ zawodników tej drużyny wyszło tylko siedmiu, przez co mecz się nie odbył. Zagraliśmy wtedy tylko gierkę wewnętrzną na boisku w Tychach. Takim prawdziwym debiutem, można powiedzieć jak marzenie, jeżeli chodzi oczywiście o moją osobę, był mecz ze Śląskiem Wrocław u siebie. Wygraliśmy wtedy 3:0, a mnie udało się zdobyć bramkę. Ten mecz można chyba uznać za taki mój prawdziwy debiut - wspomina.

W czasie długiej kariery obrońca Ruchu spotkał na swoje drodze wielu szkoleniowców.

- Nie powiem niczego nowego, bo od każdego trenera można się czegoś nauczyć i tych szkoleniowców mógłbym naprawdę wielu wymienić, ponieważ przez tą moją przygodę z piłką dużo się ich przewinęło. Począwszy od trenera Marcina Bochynka, który dał mi szansę w Odrze, wcześniej trenerzy w Gwarku Janusz i Jan Kowalscy. Ta drużyna to był taki punkt zwrotny, który otworzył mi oczy na wiele rzeczy. Zanim trafiłem do Wodzisławia, miałem okazję pracować jeszcze z trenerami Edwardem Lorensem i Waldemarem Fornalikiem. Uważam, że jeżeli miałbym naprawdę wskazać jednego człowieka, chociaż to jest trudne, to myślę, że mimo wszystko najwięcej pod względem poruszania się po boisku i taktyki nauczył mnie trener Lorens. Jest to człowiek, który poświęcał mi w pewnym momencie dużo czasu i myślę, że to on jest tym gościem, który ulepił "Malinę" dla polskiej piłki - mówi.

A jak długo Malinowski chce jeszcze biegać po ligowych boiskach?

- Ciężko powiedzieć. Czasami, chyba jak każdy człowiek pracujący pojawiają się chwile zwątpienia, że już dość tego i trzeba sobie dać spokój. Jednak myślę, że rozbrat z piłką, tak jak to będzie za chwilę w czasie przerwy świątecznej, sprawi, że za chwilę będzie czegoś brakowało. To ile będę grał, nie zależy też tylko ode mnie, ale także od ludzi, którzy aktualnie rządzą w Chorzowie z prezesem i trenerem na czele. Czy będą jeszcze widzieli dla mnie miejsce w tej drużynie. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze zdrowie i różne inne czynniki, które będą stanowiły o tym, czy jeszcze będę biegał po tych polskich boiskach - mówi.