Prezes Ruchu Chorzów: Zimą zespół na pewno znacznie się zmieni

Ruch Chorzów walczy o to, żeby nie spędzić przerwy zimowej na miejscu zagrożonym spadkiem z Ekstraklasy, a jego piłkarze, żeby zapewnić sobie pracę na Cichej na przynajmniej kolejne pół roku.


Niebiescy wracają na Cichą, gdzie prezentowali się ostatnio skutecznie i solidnie. Przyczyniło się to do dwóch zwycięstw: z Jagiellonią Białystok (5:2) i Śląskiem Wrocław (1:0), które dały nadzieję, że chorzowski zespół wygrzebie się z dna ligowej tabeli jeszcze przed zimą. Potem przyszła jednak porażka w Łęcznej (0:3), która sprawiła, że strata do bezpiecznego miejsca wynosi cztery punkty.

- Porażki zawsze bolą, ale sam pocieszam się tym, że bilans ostatnich tygodni nie jest taki zły. Załóżmy, że mecz ze Śląskiem zakończyłby się tak, jak się na to w końcówce zanosiło, czyli remisem, a potem przywieźlibyśmy punkt z boiska Górnika. Mielibyśmy wtedy - wliczając wygraną z Jagiellonią - pięć punktów. A mamy przecież sześć. Nie ma więc co aż tak bardzo narzekać - przekonuje Dariusz Smagorowicz, prezes klubu.

Nie da się jednak ukryć, że wygrane w dwóch kończących rok meczach, czyli z Podbeskidziem Bielsko-Biała (poniedziałek, godz.18) i Wisłą Kraków, są dla niebieskich koniecznością. - Zespół na pewno znacznie się zimą zmieni. Żeby jednak dać sobie szansę na marsz w górę tabeli, musimy zbierać punkty już teraz - dodaje Smagorowicz.

W ostatnich dniach pojawiają się informacje o tym, że gracze Ruchu zmienią zimą klubowe barwy. Filip Starzyński jest przymierzany do Wisły Kraków, Grzegorz Kuświk do Lecha Poznań, a Jakub Kowalski do Cracovii.

- Sama Wisła zaprzeczyła tej informacji. Nie ma też żadnej propozycji dla Kuświka. To są fantazje dziennikarzy, które podsycają menedżerowie. Oni mają w tym interes. Nie potrafię oczywiście przesądzić, kto zostanie, a kto odejdzie już teraz. Takie decyzje będą zapadać po kończącym rundę spotkaniu z Wisłą - mówi prezes.