Ruch Chorzów nie zwiesza głów. "Wiem, że brzmi to nieprawdopodobnie"

Ruch Chorzów ma czego żałować. W meczu z Wisłą Kraków niebiescy stworzyli sobie więcej okazji pod bramką rywala, a jednak zeszli z boiska pokonani. 
Defensywę zespołu z Cichej rozmontował niezawodny Paweł Brożek, który najpierw skorzystał z błędu Piotra Stawarczyka, a potem pewnym strzałem głową dał swojej drużynie trzy punkty.

- Straciliśmy szybko bramkę. Udało się doprowadzić do remisu. W drugiej połowie mecz był wyrównany. Chcieliśmy podtrzymać tę domową, zwycięską passę [Ruch miał w nogach trzy wygrane z rzędu - przyp. red.]. Szkoda, bo zasłużyliśmy przynajmniej na remis. Było sporo walki, ale na boisku chodzi przede wszystkim o grę w piłkę. Wisła to pokazała, stworzyła w drugiej połowie jedną sytuację, strzeliła bramkę. W ciągu całego meczu tych okazji miała... półtora. Trochę jej pomogliśmy - przyznał Bartłomiej Babiarz, pomocnik niebieskich.

- Brożek dostawał dobre podania. Wystarczyło tylko dołożyć nogę bądź głowę. My też mieliśmy swoje sytuacje i uważam, że przegraliśmy niezasłużenie - dodał Jakub Kowalski, skrzydłowy Ruchu.

Teraz czas na przerwę zimową. - Widzimy, na którym jesteśmy miejscu. Liczyliśmy na zwycięstwo, dzięki któremu poprawilibyśmy sobie humory i zbliżyli się do wyprzedzających nas zespołów. Nie udało się. Trzeba zimą mocno popracować i wiosną już od pierwszego meczu punktować - dodaje "Kowal".

- Nie załamujemy się. Wiosną czeka nas jeszcze wiele spotkań. Chcemy zebrać jak najwięcej punktów, żeby sprawić może jeszcze jakaś niespodziankę. Chociaż wiem, że może brzmi to teraz nieprawdopodobnie - kończy Babiarz. 

Ćwierkamy dla was o sporcie na Śląsku >>