Wielkie czyszczenie szatni Ruchu Chorzów. W Ekstraklasie niebiescy nie do pobicia!

Ruch Chorzów pożegnał w przerwie zimowej już dziesięciu zawodników. Na tym jednak nie koniec! Prezes klubu Dariusz Smagorowicz sam przyznaje, że z takim rozmachem jeszcze nie działał.


Fatalna runda jesienna sprawiła, że na Cichej zabrali się za generalne porządki. - Nie było na co czekać. Część zawodników zwyczajnie się nie sprawdziła. Inni nie pasowali do naszej koncepcji. Sam jestem zdziwiony, że doszło aż do tylu zmian. Stawiam, że pod względem ilości pożegnań jesteśmy w ekstraklasie rekordzistami - mówi Smagorowicz.

Zupełnym niewypałem okazał się zagraniczny zaciąg, po który Ruch sięgnął po zakończeniu poprzedniego sezonu. Taka polityka transferowa była zresztą o tyle dziwna, że niebiescy prezentowali się przecież najlepiej, gdy grali wyłącznie polskim składem. I tak jeszcze na finiszu rundy jesiennej z drużyną pożegnał się bośniacki obrońca Senad Karahmet, a już zimą w ślad za nim ruszyli Słowak Jan Chovanec i Ukrainiec Wołodymyr Tanczyk. Przez chwilę wydawało się, że z klubem z Cichej rozstanie się również Rołand Gigołajew, ale udana końcówka rundy przesądziła o tym, że Rosjanin nadal będzie grał w Chorzowie.

- O obcokrajowcach zawsze mówi się, że powinni być lepsi od polskich graczy. W tych przypadkach tak, niestety, nie było - przyznaje prezes.

Kolejnymi, którzy pożegnali się z Chorzowem, byli piłkarze, którzy już dawno stracili szansę na grę w Ekstraklasie. Ruch rozstał się więc z Adrianem Mrowcem (dziś już Miedź Legnica), Arturem Gieragą (GKS Tychy) i Bartoszem Brodzińskim (Widzew Łódź). Następnych dwóch piłkarzy niebiescy postanowili wypożyczyć: Sebastian Janik trafił do GKS-u Tychy, a Kamil Włodyka do Bruk-Betu Termalica Nieciecza.

Jest też wąska grupa zawodników, na których Ruch zarobi. Najbardziej zaskakujący transfer zimy dokonał się prawdopodobnie właśnie na Cichej, gdy Krzysztof Kamiński zdecydował się na kontynuowanie kariery w japońskim Jubilo Iwata. Ruch nie był też w stanie zatrzymać Daniela Dziwniela, który podpisał trzyletni kontrakt ze szwajcarskim FC St. Gallen.

- Już jesienią mówiliśmy, że nie chcemy sprzedawać piłkarzy. Powtarzaliśmy, że na Cichej na pewno zostanie nasz najskuteczniejszy napastnik, czyli Grzegorz Kuświk. Nikt też nie chciał tracić Dziwniela. Tyle, że o ile w przypadku Kuświka czy Filipa Starzyńskiego [miał ofertę z Meksyku - przyp. red.] mogliśmy postawić cenę zaporową, to w przypadku Dziwniela mieliśmy związane ręce. To nasz jedyny gracz z kwotą odstępnego w umowie. Szwajcarzy kładą więc pieniądze na stół i jest po temacie. Przypadek Kamińskiego jest inny. Japończycy dali naprawdę dobre pieniądze za bramkarza, któremu za pół roku kończył się kontrakt. Na tej pozycji w Ruchu jest duża konkurencja, więc liczę, że akurat ta strata nie będzie aż tak bardzo odczuwalna - mówi prezes.

W ostatnich tygodniach już dziesięciu zawodników pożegnało się z Cichą. Na tym jednak nie koniec! Jeżeli kontrakt z Ruchem podpisze słowacki bramkarz Matus Putnocky, to niebieskiej koszulki nie będzie już zakładał ktoś z dwójki: Mateusz Prus - Kamil Lech. Nadal nie wiadomo też, czy klub nie wypożyczy Michała Rzuchowskiego, bo taki scenariusz również był rozważany.

- Zmian jest dużo, ale mam nadzieję, że wyjdą nam tylko na dobre. Na pewno nie zakontraktujemy aż tylu nowych graczy, z iloma się pożegnaliśmy. Nie powiem nic odkrywczego - liczy się jakość, a nie ilość - zaznacza Smagorowicz. 

31 stycznia podczas zgrupowania w Turcji ma się odbyć miniturniej o Puchar Śląska z udziałem czterech naszych drużyn. Kto go wygra?
Więcej o: