Sport.pl

Gracz Ruchu Chorzów o życiu w Turcji. Czy można dostać w twarz w sklepie? [PROSTO Z TURCJI]

Marcin Kuś, obrońca Ruchu Chorzów, czuje się na tureckiej ziemi bardzo pewnie. Były reprezentant Polski przez cztery sezony reprezentował klub ze Stambułu. 


34-letni Kuś w latach 2008-12 reprezentował Istanbul Buyyksehir Belediyespor Kulubu. - Grałem wcześniej w Rosji i w Anglii, ale najlepiej czułem się z rodziną właśnie w Turcji. Mieszkaliśmy w Stambule.

Żona i córka były zadowolone. Na pewno miał na to wpływ także klimat. Jak się rano wstaje i jest ciepło, słonecznie, to jest i przyjemnie. W Rosji było przecież bardzo zimno. Wciąż mamy w Turcji znajomych. Czasem ich odwiedzamy - opowiada piłkarz niebieskich.

Podczas zgrupowania w Side okazało się, że po turecku mówi Mariusz Klimek, doradca zarządu klubu z Cichej. Kuś też oczywiście radzi sobie z tym językiem. - Mieliśmy nauczycielkę podczas pierwszego roku pobytu w Turcji. Uczyliśmy się z żoną. W każdym tureckim klubie jest przy tym tłumacz hiszpańskiego, angielskiego czy francuskiego. Nam też na początku pomagała tłumaczka z Polski - mówi.

Stereotypowy obraz Turka jest taki, że na wszystko ma czas. Kluby sportowe też nie zawsze dotrzymują umów.

- To jest złudne. Zdarzają się poślizgi w wypłacie pensji, ale w moim przypadku wszystko było regulowane od razu. A jak była zaległość, to wyrównywano wszystko, a nie wypłacano w ratach. Organizacja klubów tureckich jest bardzo profesjonalna. Każdy klub ma swoją bazę, parę boisk, pokoje dla zawodników, restauracje, siłownie. Jest to jednak zorganizowane trochę inaczej niż w Polsce - podkreśla piłkarz.

Kuś ma jeszcze jeden atut w kontaktach z miejscowymi. Potrafi się targować. - W Ruchu też są koledzy, którzy świetnie sobie z tym radzą. Raz wytargowałem prawie 50 procent z ceny wyjściowej. Chodziło o torebkę, za którą sprzedawca chciał na początku 110 euro - uśmiecha się.

W Turcji zdarza się jednak, że w czasie targowania bywa i nieprzyjemnie. Sprzedawca obrażony zbyt niską ceną zaproponowaną przez kupującego miał go spoliczkować. - Jestem zaskoczony. To jakieś ekstremum. Sam nigdy takiej sytuacji nie doświadczyłem. Turcy są bardzo rodzinni. Jak szliśmy ulicą z moją córką, a to blondyneczka, to każdy Turek chciał ją złapać za policzek, pogłaskać. Potem miała nawet do takich zachowań uraz. Turcy bardzo rozpieszczają dzieci. Nawet za bardzo - kończy Kuś.



Która drużyna najbardziej wzmocni się przed startem ekstraklasy:
Więcej o: