Sport.pl

Ruch Chorzów rozpoczął pościg. Piast Gliwice bezbarwny, że zęby bolą

Ruch Chorzów miał wygrać z Piastem Gliwice. Miało się to stać - jak przystało na śląskie derby - po wielkiej bitwie, tymczasem na stadionie przy Cichej okazało się, że niebiescy po prostu lepiej grali w piłkę.
ŚLĄSK.SPORT.PL w mocno nieoficjalnej wersji. Dołącz do nas na Facebooku >>

Po sześciu tygodniach przygotowań, setkach kilogramów przerzuconych na siłowniach, dziesiątkach kilometrów pokonywanych podczas każdego treningu, wreszcie testach, pożegnaniach, lepszych i gorszych sparingach w końcu nadszedł moment, gdy ulubione zimowe powiedzenie piłkarzy, czyli "wszystko zweryfikuje liga" stało się faktem.

Dla Ruchu ta weryfikacja może być szczególnie trudna. Niebiescy spędzili zimę na miejscu zagrożonym spadkiem. Widmo czwartej degradacji w historii klubu z Cichej będzie mieć tej wiosny szczególnie duże oczy.

W kadrze niebieskich sporo się w ostatnich tygodniach działo, ale trudno mówić o tym, że ten zespół zyskał znacznie na jakości. Największą wartość ma na pewno powrót Rafała Grodzickiego. Doświadczony stoper włożył niebieską koszulkę po ponad dwóch latach przerwy, jakie spędził w Śląsku Wrocław.

Stawialiśmy, że Grodzicki stworzy duet stoperów z Piotrem Stawarczykiem. Okazało się jednak, że akcje doświadczonego Marcina Malinowskiego stały równie wysoko, i to właśnie kapitan chorzowskiej drużyny był partnerem Grodzickiego w meczu z Piastem.

Nowym w składzie niebieskich był też Matusz Putnocky. Tego jednak można było się spodziewać, gdyż słowacki bramkarz imponował formą podczas zimowych sparingów. W spotkaniu z drużyną z Gliwic Putnocky też szybko zapracował na uznanie fanów niebieskich. Po strzale głową Kamila Wilczka Słowak nakrył piłkę swoją wielką łapą niemal na linii bramkowej. To była interwencja meczu!

Trener Waldemar Fornalik przepowiadał, że sobotnie spotkanie będzie starciem drużyn, które będzie interesować tylko zwycięstwo. Niestety, Piast nie wpisał się w ten scenariusz. Gliwiczanie zbyt często sprawiali wrażenie zespołu, dla którego punkt zdobyty po meczu zakończonym bezbramkowym remisem będzie jak fajerwerki w karnawale. Bardzo efektowny.

Ruch na szczęście poczynał sobie zdecydowanie odważniej. Niebiescy powinni wyjść na prowadzenie już po 70 sekundach gry, gdy Marek Zieńczuk miał do bramki nie więcej niż pięć metrów, a i tak przeniósł piłkę nad poprzeczką. Chorzowianie mieli więc swoje okazje, ale ich akcjom brakowało błysku, odrobiny szaleństwa, szybkiej decyzji.

Do czasu... W tygodniu poprzedzającym mecz na Cichej wielkim zmartwieniem była choroba Grzegorza Kuświka. Najlepszy napastnik Ruchu był przeziębiony i nie trenował. Potem, gdy stanął już na nogi, był osłabiony. To jednak nie przeszkodziło mu nękać obrony Piasta za dwóch. Kuświk miał bowiem udział przy obu bramkach niebieskich.

Napastnik chorzowskiej drużyny najpierw wykorzystał dobre podanie Zieńczuka, przepchnął stopera Piasta Heberta i spokojnie przerzucił piłkę nad Jakubem Szmatułą. Kuświk maczał też paluchy, a właściwie głowę, w trafieniu Jakuba Kowalskiego, gdy dograł piłkę skrzydłowemu niebieskich.

W tym momencie można było już obstawiać za grubą kasę, że Ruch tego meczu nie przegra. W końcówce Piast nie tylko nie przycisnął, ale jeszcze po drugiej żółtej kartce stracił w 80. minucie Konstantina Wassilijewa. Sędzia odgwizdał dwa faule Estończyka w ciągu kilku minut na Kowalskim, choć tego pierwszego... nie było.

Ruch zaczyna więc wiosnę tak, jak sobie wymarzył. Było o to o tyle łatwiej, że miał za rywala bezbarwnego i mocno rozczarowującego Piasta. W takim stylu gliwiczanie do mistrzowskiej ósemki w życiu nie wejdą. Prędzej za kilka kolejek poczują na plecach oddech piłkarzy z Chorzowa.

ŚLĄSK.SPORT.PL na Twitterze. Obserwuj już teraz >>

Więcej o:
Komentarze (29)
Ruch Chorzów rozpoczął pościg. Piast Gliwice bezbarwny, że zęby bolą
Zaloguj się
  • lichosik

    Oceniono 15 razy 13

    i dalej czytamy
    "Reorganizacja sportu na wzór radziecki to było zniszczenie wszystkiego, całego dorobku przedwojennego piłkarstwa. W latach 1948-1949 zlikwidowano w Polsce autonomiczne kluby piłkarskie, podporządkowując je państwowym zrzeszeniom. Doszło do olbrzymiej nacjonalizacji klubów piłkarskich. Kluby zostały po prostu zagrabione przez państwo. Można było zatrzeć niewygodne przedwojenne nazwy klubów, to co dla jednych było tragedią dla innych stało się jednak radością i źródłem powstania – narodził się Górnik, towarzysz Górnik! O okolicznościach tych wydarzeń nie dowiecie się jednak w ugładzonych notkach dziennikarskich o „wielkim” Górniku. Prawda jest politycznie niepoprawna. Już kilkanaście lat po powstaniu fałszowano w Górniku jubileusze istnienia, wymazano też nazwisko pierwszego prezesa i nikt z kibiców ani klubowych działaczy nie znał prawdy. Odkryto ją dopiero przy powstawaniu monografii klubu w latach 90. To daje do myślenia.
    To niestety tylko wierzchołek góry lodowej. Można by się rozpisywać na temat wyznaczenia Górnika do roli sztandarowego koła zrzeszenia Górnik, analizować sylwetki pierwszych prezesów z których jeden był działaczem Niemieckiej Partii Komunistycznej a drugi przodownikiem pracy awansowanym w błyskawicznym tempie, po kilkudniowym kursie (!!! Słynne hasło: nie matura, lecz chęć szczera), na stanowisko dyrektora kopalni. Rozwodzić się dlaczego mieszkańcy Radlina nie chcieli mieć u siebie centralnego klubu - wizytówki górnictwa, w efekcie czego sztandarowe koło zrzeszenia Górnik postanowiono przenieśc do Zabrza. Można wymieniać aparatczyków którzy wspierali go w komunie, a byli to ludzie z najwyższych szczebli władzy. Komu i dlaczego zależało na tym by stworzyć wizytówkę hołubionego przez władze zawodu. Przypominać, że wśród najwybitniejszych piłkarzy lat 50., 60. i 70. nie ma ani jednego wychowanka, że Górnik słynął z pasożytowania na innych śląskich klubach, które zwyczajnie okradał, łamiąc niejednokrotnie statuty PZPN-u i posiłkując się przy tym oferowaniem znakomitych sztygarskich pensji. Okoliczności transferów niektórych piłkarzy do Górnika mają iście mafijną genezę i zamieszani w nie byli najważniejsi decydenci PRL-u. Rzadko kto dziś pamięta, że Górnik nigdy nie stracił piłkarza na rzecz CWKS-u Legii. Wręcz potrafił wyciągnąć z Legii takich asów jak Kowala czy Pohla, wykradzionych wczesniej przez wojskowych z małych śląskich klubów. To jedyny taki przypadek w PRL-u: całkowita odporność na zabiegi potężnych ponoć wojskowych patronów Legii.
    Do historii komunistycznej propagandy przeszły prasowe relacje z kompromitacji Górnika w Londynie, kiedy został ośmieszony przez Tottenham wynikiem 8:1. Prasa lamentowała nad okrucieństwem barbarzyńskich Anglików. Nie można było pisać o kompromitacji wizytówki górnictwa – nie wypadało. W rzeczywistości piłkarze Tottenhamu, który nigdy nie zawojował Pucharu Mistrzów grali po prostu swoje – angielską piłkę. Gwiazdorzy z Górnika nie podołali presji i byli po prostu znacznie słabsi piłkarsko, przyzwyczajeni do tego, że nikt w kraju nie był w stanie stawić im oporu. Wzorowi socjalistyczni górnicy zostali po prostu stratowani na Ścieżce Białego Jelenia (White Hart Line). Czytając jednak relacje o tym meczu w komunistycznej prasie można było pomyśleć, że Górnik powinien awansować dalej, jedynie kapitalistyczny spisek powstrzymał jego marsz ku zwycięstwu… Jan Kowalski, jeden z gwiazdorów tamtej drużyny, ogłoszony przez komunistyczną prasę ofiarą Anglików analizował sytuacje po upadku komuny: „Owszem odniosłem kontuzję, ale nie było to wynikiem jakiejś szczególnie brutalnej gry Anglików. Mieli taki styl, grali po prostu zdecydowanie i tyle. Oni nie byli złośliwi, nie byli chamscy”.

  • lichosik

    Oceniono 15 razy 11

    za DZ
    "Górnik Zabrze ma ostatnio czarną serię niepowodzeń. Poniedziałek - 263 tys. zł kary od PZPN. Wtorek - afera Milika i prezes Waśkiewicz nie był prezesem! Klub kontratakuje, ale jest tragicznie Górnik Zabrze: Kara PZPN, afera Milika, prezes Waśkiewicz [WIDEO] ^ Górnik Zabrze traci ostatnio gola za golem, część z nich zresztą strzela sobie sam. Sytuacja stała się dramatyczna i coraz więcej sygnałów wskazuje na to, że zbliża się moment ogłoszenia upadłości klubu (© arc.) Postanowienie sądowe, na które powołuje się "Piłka Nożna", dotyczy tylko próby zapobieżenia działań komorniczych przed ostatecznym rozstrzygnięciem sądowym. I tylko w zakresie roszczeń Rozwoju, które nie wynikają z umowy transferowej Arkadiusza Milika z 2011 roku. I które w ocenie Górnika Zabrze są nieuzasadnione. Rozwój domaga się bowiem podwójnego wynagrodzenia z tytułu wyszkolenia Milika. Pozostałe oświadczenia Górnika Zabrze SSA we wspomnianym okresie, gdy prezesem zarządu był Pan Zbigniew Waśkiewicz zostały złożone przez osoby upoważnione do reprezentacji Spółki, są więc skuteczne i ważne - tak brzmi oświadczenie Tomasza Młynarczyka, przewodniczącego Rady Nadzorczej Górnika Zabrze . CZYTAJ KONIECZNIE: MUSIOŁ: GÓRNIK ZABRZE SAM WYSTAWIA SIĘ NA ODSTRZAŁ Powyższe pismo dotyczy publikacji "Piłki Nożnej", która ujawniła, że prezes Zbigniew Waśkiewicz prezesem... nie był. Okazało się bowiem - co wyszło na jaw w postanowieniu Sądu Okręgowego w Katowicach - że Zbigniew Waśkiewicz nie mógł skutecznie składać jakichkolwiek zobowiązań w imieniu klubu. "Jego powołanie nie było skuteczne, albowiem decyzja o jego wyborze została podjęta przez osoby, które utraciły mandat członków Rady Nadzorczej w dniu zatwierdzenia sprawozdania finansowego za rok obrotowy 2012". - Cały mój komentarz zawarłem w tweecie o treści "Śmiać się czy płakać?" - skwitował temat sam zainteresowany."

  • lichosik

    Oceniono 15 razy 11

    za dziennikiem zachodnim
    "Powiem wprost: moim zdaniem doszło do kompromitacji ludzi zarządzających klubem. Nie zgadzam się z taką opinią. To był błąd i nic więcej. Ta cała sprawa dotyczy tylko sporu z Rozwojem Katowice. Uważam, że postąpiliśmy słusznie nie walcząc o to, by nie zapłacić więcej niż ustaliliśmy w 2011 roku, gdy Milik przechodził do Bayeru Leverku-sen. Podczas rozmów z prezesem Waśkiewiczem pełnomocnik Rozwoju po prostu nas zaszantażowała: albo zostanie podpisane porozumienie, albo nie dostaniemy licencji. To było nieetyczne. Cała sprawa wyszła na jaw właśnie przy okazji sporu z Rozwojem. Jak to jest, że akurat porozumienie z tym klubem, jakie zawarł pan Waśkiewicz jest nieważne, a inne dokumenty, na przykład licencja czy zatrudnienie trenera Roberta Warzychy już tak? Bo pod porozumieniem z Rozwojem, które zostało zawarte w warunkach szantażu licencyjnego, i które było skrajnie niekorzystne dla Górnika, widnieją tylko dwa podpisy. Trzeci członek zarządu był przeciw i nie złożył autografu. Na wszystkich pozostałych dokumentach podpisał się zarząd w liczbie trzech osób, co sprawia, że są one ważne, bo wiceprezesi mieli uprawnienia."

  • lichosik

    Oceniono 15 razy 11

    Co pisał swegoczasu PS
    "Niewiele brakowało, żeby Wielkie Derby Śląska były między Ruchem a Górnikiem Radlin, a nie Zabrze.
    Górnik Zabrze powstał w 1948 r. jako prowincjonalny klubik bez aspiracji. Dopiero potem ministerstwo górnictwa zaczęło kombinować, żeby stworzyć silny resortowy klub. Padło na Górnik Radlin, bo klub miał już pewne tradycje, panowała tam fajna atmosfera, sporo ludzi przychodziło na mecze i byli nieźli piłkarze. W 1951 r. zdobyli nawet wicemistrzostwo Polski. Wymyślono, że teraz dobrych piłkarzy będzie się kierować do Radlina. Jak ktoś kończył służbę w wojsku, albo pochodził z małego okolicznego klubu, dostawał przydział do Radlina i etat górniczy. Napływ tych piłkarzy spowodował jednak bunt i niechęć miejscowej ludności. Bo nagle nowi zaczęli wypierać ze składu swoich chłopaków: "Mu tu mamy swoich, jesteśmy wicemajstrem. Nie chcemy tych przybłędów".I wywalczyli, żeby nie robić rewolucji w Radlinie?
    To były czasy stalinowskie. Ludzie sobie mogli protestować. Na pomoc przyszedł radliński proboszcz. Zaczął na kazaniach w niedzielę mówić, że "miejscowa ludność, katolicka i chrześcijańska, nie życzy sobie, żeby im zmieniano klub. Nie życzy sobie zawodników z całej Polski pościąganych." Ponoć interweniowała kuria. Komuchy stwierdziły, że jak te kapelany ludzi podburzają, to w dupie ich mamy. To gdzie przeniesiemy klub?Do Zabrza.
    A piłkarzom było obojętne. Mieli te same etaty górnicze. I w Zabrzu powstał klub resortowy. Co roku awansował wyżej, aż w 1956 doszedł do I ligi, a w debiucie w ekstraklasie wygrał 3:1 z Ruchem. Górnik ściągał piłkarzy z całego Śląska. Wie pan, ilu wychowanków Górnika zagrało w reprezentacji? Jeden - Andrzej Pałasz. Górnik to była taka trochę inna Legia. Niewielu było piłkarzy, których by im się nie udało ściągnąć. Oczywiście przede wszystkim nie dali rady sprowadzić Gerarda Cieślika.Dlaczego?
    Bo Cieślik nie chciał. Protektorem Cieślika był Wiktor Markiewka, który przed wojną grał dwa sezony w Śląsku Świetochłowice, ale chodził na Ruch i chciał grać w Ruchu. Za bardzo nie mógł, bo był za słaby. Na jakimś meczu ligowym dał albo przeciwnikowi albo sędziemu po ryju Dostał dożywotnią dyskwalifikację i zniknął. Po wojnie stał się przodownikiem pracy, nie wyciągano mu tamtej sytuacji. Był cały czas zapatrzony w Ruch, a poprzez to, że był stachanowcem miał kilka kontaktów politycznych, w ministerstwach itd. Jest kilka wersji do kogo poszedł, by Cieślik nie trafił do Górnika. Mówią, że do Rokosowskiego inni nawet, że do samego Gomułki. Nie, udał się do szefa ministerstwa spraw wewnętrznych i z nim to załatwił. Pan Gerard mi opowiadał jak Górnik przyjechał po niego, a on się ukrywał w domu. Gazikiem podjechali we czterech, z jakimś smutnym facetem w czarnym płaszczu. No, ale gdy Górnik jechał na towarzyskie tournee po Związku Radzieckim to Cieślika pożyczyli sobie.I od początku był Górnik uznawany na Śląsku za pupila władzy"

  • lichosik

    Oceniono 14 razy 10

    co my możemy poczytać:
    "„Dlaczego 31 maja 2009 po spadku Górnika zapanowała na Górnym Śląsku wielka, spontaniczna radość? Jeśli nie rozumiecie, to tutułem przypomnienia:
    Górnik powstał 14 grudnia 1948 roku, dzień później powstała PZPR. Powstała ze „zjednoczenia PPR i PPS czyli w wyniku wcielenia siłą PPS do PPR-u. Zjazd zjednoczeniowy, który utworzył równie legendarną co Górnik PZPR został zapowiedziany już 10 marca 1948. Termin zjazdu unifikacyjnego był zatem znany 9 miesięcy przed stworzeniem w Zabrzu pierwszego Koła Sportowego Zrzeszenia Górnik. Datę zjazdu zjednoczeniowego nowej komunistycznej partii wyznaczono dokładnie na 15 XII tegoż roku, twórcy Górnika doskonale wiedzieli jaki mogą zbić kapitał na utworzeniu klubu w przeddzień tej daty!!! W ten sam dzień utworzyć Górnika nie można było, bo kolidowało by to z tak zacną datą. 15 grudnia wszystkie informacje poświęcone były w ludowej Polsce utworzeniu nowej przewodniej siły narodu – PZPR.
    Powstanie wzorcowego socjalistycznego molocha sportowego o wdzięcznej radzieckiej nazwie Górnik miało być preludium dla tego wielkiego wydarzenia. Podobnie zresztą powstał sam Górnik, do klubu Zjednoczenie wcielono przymusowo wcześniej niezależne kluby: Skrę, Concordię i Pogoń. Wcielenie takie oznaczało po prostu ich brutalną likwidację! Ta data i okoliczności to nie przypadek. Przy zakładaniu Górnika uczestniczył zresztą delegat PPR – towarzysz Łączyński. Dlaczego tak wszystko łączono? To było podstawowe założenie stalinizmu: unifikacja i ujednolicenie społeczeństwa i wszelkich organizacji celem ułatwienia sprawowania nad nim ścisłej kontroli. Zbrodniczy zamysł zbrodniczego systemu. Dlaczego wcielano do Zjednoczenia? Bo była to sportowa komórka wytworu komunizmu – tzw. zjednoczeń węglowych, czyli państwowych kombinatów czuwających nad wydobyciem węgla, powstałych po wywłaszczeniu poszczególnych kopalń od prywatnych właścicieli i skomasowaniu ich w przemysłowe, prawdziwie stalinowskie megakombinaty."

  • lichosik

    Oceniono 13 razy 9

    i tak pisze tam dalej:
    "Tak przedstawiają się „zaszczytne” i jakże romantyczne początki tego tworu! Nie mają w Polsce analogii. Tej szukać trzeba w ZSRR, tam już w latach 30. powstawały przy kombinatach górniczych tzw. Szachtiory (czyli Górniki), będące ich sportowymi komórkami. Pełna unifikacja sportu ze strukturą totalitarnego państwa. Reasumując, akt stworzenia „wielkiego Górnika” nie miał nic wspólnego z niepokalanym poczęciem, przypominał raczej brutalny gwałt. Był owocem przestępstwa – sowietyzacji polskiego sportu. Na koniec cytat z książki pt. O tytuł mistrza Polski, encykl. Fuji, s. 80:
    „Gdy pamiętać, że za fuzją 4 liczących się klubów, które w końcu 1948 dały początek Górnikowi, stały niemałe środki finansowe i sprzyjające propagandowym celom partyjne decyzje polityczne, rozwój zabrzańskiego klubu nie może dziwić”.
    Nie dziwicie się, że pomysłodawcą przeszczepienia tych wzorów do Zabrza był pół-Rosjanin i komunista – Gajdzicki. Później był za to znienawidzony i musiał ukrywać się przed kibicami klubów, które zniszczył. Z tego propagandowego kombinatu uciekali piłkarze wcielonych do niego klubów. Zjawisko było o tyle dotkliwe, że kluby te prezentowały przed wcieleniem ich do Zjednoczenia znacznie wyższy poziom sportowy. Początki klubu nikną więc w oparach absurdu: piłkarze nie chcieli grać w Górniku a kibice nienawidzili twórcę tego tworu. Takie są jego groteskowe początki: kombinat państwowy, nie dość, że bez kibiców to jeszcze traktowany wrogo przez mieszkańców miasta w którym powstał."

  • lichosik

    Oceniono 13 razy 9

    dalej autor pisze
    "To niestety tylko wierzchołek góry lodowej. Można by się rozpisywać na temat wyznaczenia Górnika do roli sztandarowego koła zrzeszenia Górnik, analizować sylwetki pierwszych prezesów z których jeden był działaczem Niemieckiej Partii Komunistycznej a drugi przodownikiem pracy awansowanym w błyskawicznym tempie, po kilkudniowym kursie (!!! Słynne hasło: nie matura, lecz chęć szczera), na stanowisko dyrektora kopalni. Rozwodzić się dlaczego mieszkańcy Radlina nie chcieli mieć u siebie centralnego klubu - wizytówki górnictwa, w efekcie czego sztandarowe koło zrzeszenia Górnik postanowiono przenieśc do Zabrza. Można wymieniać aparatczyków którzy wspierali go w komunie, a byli to ludzie z najwyższych szczebli władzy. Komu i dlaczego zależało na tym by stworzyć wizytówkę hołubionego przez władze zawodu. Przypominać, że wśród najwybitniejszych piłkarzy lat 50., 60. i 70. nie ma ani jednego wychowanka, że Górnik słynął z pasożytowania na innych śląskich klubach, które zwyczajnie okradał, łamiąc niejednokrotnie statuty PZPN-u i posiłkując się przy tym oferowaniem znakomitych sztygarskich pensji. Okoliczności transferów niektórych piłkarzy do Górnika mają iście mafijną genezę i zamieszani w nie byli najważniejsi decydenci PRL-u. Rzadko kto dziś pamięta, że Górnik nigdy nie stracił piłkarza na rzecz CWKS-u Legii. Wręcz potrafił wyciągnąć z Legii takich asów jak Kowala czy Pohla, wykradzionych wczesniej przez wojskowych z małych śląskich klubów. To jedyny taki przypadek w PRL-u: całkowita odporność na zabiegi potężnych ponoć wojskowych patronów Legii.
    Do historii komunistycznej propagandy przeszły prasowe relacje z kompromitacji Górnika w Londynie, kiedy został ośmieszony przez Tottenham wynikiem 8:1. Prasa lamentowała nad okrucieństwem barbarzyńskich Anglików. Nie można było pisać o kompromitacji wizytówki górnictwa – nie wypadało. W rzeczywistości piłkarze Tottenhamu, który nigdy nie zawojował Pucharu Mistrzów grali po prostu swoje – angielską piłkę. Gwiazdorzy z Górnika nie podołali presji i byli po prostu znacznie słabsi piłkarsko, przyzwyczajeni do tego, że nikt w kraju nie był w stanie stawić im oporu. Wzorowi socjalistyczni górnicy zostali po prostu stratowani na Ścieżce Białego Jelenia (White Hart Line). Czytając jednak relacje o tym meczu w komunistycznej prasie można było pomyśleć, że Górnik powinien awansować dalej, jedynie kapitalistyczny spisek powstrzymał jego marsz ku zwycięstwu… Jan Kowalski, jeden z gwiazdorów tamtej drużyny, ogłoszony przez komunistyczną prasę ofiarą Anglików analizował sytuacje po upadku komuny: „Owszem odniosłem kontuzję, ale nie było to wynikiem jakiejś szczególnie brutalnej gry Anglików. Mieli taki styl, grali po prostu zdecydowanie i tyle. Oni nie byli złośliwi, nie byli chamscy”.

  • lichosik

    Oceniono 13 razy 9

    codalej czytamy?
    "Zabawnym jest fakt, że przygoda Górnika z Pucharem Mistrzów zaczynała się jednak pod hasłem zatarcia „niechlubnych wyników poprzedników”. Wydawane w olbrzymich nakładach ulotki propagandowe (w formie książeczek) zawierały informacje, że wielki Górnik idzie na podbój Europy. Po klęsce w Londynie i kilku dalszych niepowodzeniach wizytówki górnictwa, jedna z kolejnych „ulotek” wydana we wrześniu 1964 nie zaczynała się już od buńczucznych zapowiedzi tylko od usprawiedliwień: „wyniki górników byłyby lepsze gdyby sprzyjało im szczęście w losowaniu”. Do potęg które złośliwy los postawił na drodze „wiecznego pechowca” – Górnika, zaliczone zostają: Tottenham (europejski średniak), Austria Wiedeń (mniej niż średniak) i Dukla Praga. Za komentarz do największej klęski polskiej drużyny w dziejach Pucharu Mistrzów/Ligi Mistrzów poza pokaźnym zestawem usprawiedliwień służy krzepiące stwierdzenie, że „nie był to mecz do jednej bramki”. Cieżkie zmagania Górnika z Austrią (1963) kwitowane są słowami, iż zabrakło „łutu szczęścia” (na temat 1:0 na Stadionie Śląskim). Arcydziełem kłamstwa jest zaś relacja o autentycznie szczęśliwym awansie po dodatkowym meczu z Austrią. Po zdobyciu w I połowie dwóch bramek, w II połowie tego meczu trwał nieustanny szturm bramki Górnika, a Górnik całą druga połowę się bronił, stracił jednak tylko jedną bramkę i wygrał ostatecznie awans 2:1. Fatalna postawa zespołu przedstawiona została jednak jako efekt „niefortunnej taktyki”. Wysoka porażka Górnika w następnej rundzie, na wyjeździe w Pradze (Dukla-Górnik 4:1) określona jest po raz kolejny jako „ogromne szczęście” Dukli. Dotkliwa porażka dokładnie w takim samym wymiarze (znów lanie 4:1!) rok później określona jest jako „jeszcze bardziej pechowa”. Nad losem Górnika mścił się zapewne jakiś demon-reakcjonista, bo cóż innego mogło spowodować taką niekończąca się serię potwornego pecha? W 1967 roku Górnik dał kolejny popis ulegając w II rundzie Pucharu Mistrzów CSKA Sofia 0:4.
    W 1968 w kolejnej broszurce czytamy zaklęcie by górnicy zagrali tak wspaniale jak gdy „przed laty rzucili na kolana Tottenham”. W tymże 1968 roku, w pierwszym meczu Górnik przegrał w Manchesterze tylko 2:0 jednak komunistyczna prasa znowuż rozpatrywała niezwykły pech czempiona…. W tym samym czasie brytyjski Times wytypował 6 rozpaczliwych obron Huberta Kostki do tytułu „nie z tego świata” i zastanawiał się nad tym jakim cudem Manchester United nie strzelił Górnikowi więcej bramek…"

  • lichosik

    Oceniono 13 razy 9

    dalej cytacik:
    "Najlepszym przykładem propagandy systemu była zbiorowa histeria po dotarciu wizytówki socjalistycznego górnictwa do finału najsłabszego z pucharów europejskich – Puchary Zdobywców Pucharów (nie bez powodu został zlikwidowany 10 lat temu!). W finale Górnik przegrał z przeciętnym Manchesterem City, który nigdy później nie sięgnął już po europejskie trofeum. Do finału dostał się dzięki… szczęśliwemu losowaniu. „Pokonanym” rywalem w losowaniu była słabiutka Roma, przedstawiana w komunistycznej prasie jako potentant europejskiej piłki! Tymczasem klub w dziesięcioleciu 1965-1975 ani razu nie zajął nawet miejsca na ligowym podium, niejednokrotnie kończąc rozgrywki w drugiej połowie tabeli. Z Górnikiem grał tylko dlatego, że udało mu się zdobyć krajowy puchar. Mimo, że faktycznym faworytem spotkania był Górnik (znajdujący się co roku na ligowym podium i grający niemal corocznie w Pucharze Mistrzów), nie zdołał ani razu pokonać włoskiego średniaka. Awansował dopiero dzięki szczęśliwemu rzutowi monetą.
    W finale gwiazdorzy z Górnika przestraszyli się stawki meczu i tradycyjnie w decydującym starciu polegli. W kraju odtrąbiono jednak wielki sukces! Świętowanie klęski było możliwe tylko w PRL-u. Próbowano w oparciu o te smutne wydarzenie dowodzić wybitności klubu… Przecież żaden inny nie dotarł… Zapominano tylko dodać, że żaden inny nie miał takich warunków w PRL-u. To Górnik był hegemonem politycznym, sportowym i dodatkowo najbogatszym klubem. Któż inny miałby więc wyręczyć krezusa? 1957-1972 rok w rok na podium; 1963-1972 rok w rok z jakimś trofeum a mimo to reprezantacyjny klub gomułkowszczyzny nie sięgnął w przeciwieństwie do innych socjalistycznych kombinatów typu Steaua, Crvena Zvezda, Dinamo Zagrzeb, Dynamo Kijów, Dinamo Tibilisi, Slovan Bratysława czy nawet biedniutki Magdeburg, po europejski puchar.
    W Pucharze Mistrzów, który był zawsze najlepszym miernikiem wartości klubów Górnik grał fatalnie. Wystąpił w nim 12 razy (!) i 6-krotnie odpadł w pierwszej rundzie. Na 12 występów najbogatszy klub PRL-u jedynie jeden raz dotarł do ćwierćfinału! Lepszy bilans mają: Legia, Widzew, Ruch, Wisła. W Pucharze UEFA Górnik grał pięciokrotnie i jego największy sukces to 1/16. Poza sezonami 1968 i 1970 wyniki Górnika w pucharach są dramatycznie słabe, a biorąc pod uwagę fakt, że klub w latach 1957-1972 cały czas był na szczycie (zdobywając 10 mistrzostw i 6 pucharów, zasiadając 16 razy pod rząd na podium MP) i nie notował żadnych kryzysów formy wyniki te są kompromitujące. Dzięki usilnej propagandzie udało się jednak zatrzeć takie wrażenie. Udało się tym łatwiej, że olbrzymie środki inwestowane w Górnika przynosiły oczywiście efekt na krajowym podwórku, gdzie najsilniejszy składowo i finansowo Górnik nie miał żadnej poważnej konkurencji."

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX