Ruch Chorzów rozpoczął pościg. Piast Gliwice bezbarwny, że zęby bolą

Ruch Chorzów miał wygrać z Piastem Gliwice. Miało się to stać - jak przystało na śląskie derby - po wielkiej bitwie, tymczasem na stadionie przy Cichej okazało się, że niebiescy po prostu lepiej grali w piłkę.
ŚLĄSK.SPORT.PL w mocno nieoficjalnej wersji. Dołącz do nas na Facebooku >>

Po sześciu tygodniach przygotowań, setkach kilogramów przerzuconych na siłowniach, dziesiątkach kilometrów pokonywanych podczas każdego treningu, wreszcie testach, pożegnaniach, lepszych i gorszych sparingach w końcu nadszedł moment, gdy ulubione zimowe powiedzenie piłkarzy, czyli "wszystko zweryfikuje liga" stało się faktem.

Dla Ruchu ta weryfikacja może być szczególnie trudna. Niebiescy spędzili zimę na miejscu zagrożonym spadkiem. Widmo czwartej degradacji w historii klubu z Cichej będzie mieć tej wiosny szczególnie duże oczy.

W kadrze niebieskich sporo się w ostatnich tygodniach działo, ale trudno mówić o tym, że ten zespół zyskał znacznie na jakości. Największą wartość ma na pewno powrót Rafała Grodzickiego. Doświadczony stoper włożył niebieską koszulkę po ponad dwóch latach przerwy, jakie spędził w Śląsku Wrocław.

Stawialiśmy, że Grodzicki stworzy duet stoperów z Piotrem Stawarczykiem. Okazało się jednak, że akcje doświadczonego Marcina Malinowskiego stały równie wysoko, i to właśnie kapitan chorzowskiej drużyny był partnerem Grodzickiego w meczu z Piastem.

Nowym w składzie niebieskich był też Matusz Putnocky. Tego jednak można było się spodziewać, gdyż słowacki bramkarz imponował formą podczas zimowych sparingów. W spotkaniu z drużyną z Gliwic Putnocky też szybko zapracował na uznanie fanów niebieskich. Po strzale głową Kamila Wilczka Słowak nakrył piłkę swoją wielką łapą niemal na linii bramkowej. To była interwencja meczu!

Trener Waldemar Fornalik przepowiadał, że sobotnie spotkanie będzie starciem drużyn, które będzie interesować tylko zwycięstwo. Niestety, Piast nie wpisał się w ten scenariusz. Gliwiczanie zbyt często sprawiali wrażenie zespołu, dla którego punkt zdobyty po meczu zakończonym bezbramkowym remisem będzie jak fajerwerki w karnawale. Bardzo efektowny.

Ruch na szczęście poczynał sobie zdecydowanie odważniej. Niebiescy powinni wyjść na prowadzenie już po 70 sekundach gry, gdy Marek Zieńczuk miał do bramki nie więcej niż pięć metrów, a i tak przeniósł piłkę nad poprzeczką. Chorzowianie mieli więc swoje okazje, ale ich akcjom brakowało błysku, odrobiny szaleństwa, szybkiej decyzji.

Do czasu... W tygodniu poprzedzającym mecz na Cichej wielkim zmartwieniem była choroba Grzegorza Kuświka. Najlepszy napastnik Ruchu był przeziębiony i nie trenował. Potem, gdy stanął już na nogi, był osłabiony. To jednak nie przeszkodziło mu nękać obrony Piasta za dwóch. Kuświk miał bowiem udział przy obu bramkach niebieskich.

Napastnik chorzowskiej drużyny najpierw wykorzystał dobre podanie Zieńczuka, przepchnął stopera Piasta Heberta i spokojnie przerzucił piłkę nad Jakubem Szmatułą. Kuświk maczał też paluchy, a właściwie głowę, w trafieniu Jakuba Kowalskiego, gdy dograł piłkę skrzydłowemu niebieskich.

W tym momencie można było już obstawiać za grubą kasę, że Ruch tego meczu nie przegra. W końcówce Piast nie tylko nie przycisnął, ale jeszcze po drugiej żółtej kartce stracił w 80. minucie Konstantina Wassilijewa. Sędzia odgwizdał dwa faule Estończyka w ciągu kilku minut na Kowalskim, choć tego pierwszego... nie było.

Ruch zaczyna więc wiosnę tak, jak sobie wymarzył. Było o to o tyle łatwiej, że miał za rywala bezbarwnego i mocno rozczarowującego Piasta. W takim stylu gliwiczanie do mistrzowskiej ósemki w życiu nie wejdą. Prędzej za kilka kolejek poczują na plecach oddech piłkarzy z Chorzowa.

ŚLĄSK.SPORT.PL na Twitterze. Obserwuj już teraz >>

Więcej o: