Sport.pl

Ruch Chorzów rozpoczął pościg. Piast Gliwice bezbarwny, że zęby bolą

Ruch Chorzów miał wygrać z Piastem Gliwice. Miało się to stać - jak przystało na śląskie derby - po wielkiej bitwie, tymczasem na stadionie przy Cichej okazało się, że niebiescy po prostu lepiej grali w piłkę.
ŚLĄSK.SPORT.PL w mocno nieoficjalnej wersji. Dołącz do nas na Facebooku >>

Po sześciu tygodniach przygotowań, setkach kilogramów przerzuconych na siłowniach, dziesiątkach kilometrów pokonywanych podczas każdego treningu, wreszcie testach, pożegnaniach, lepszych i gorszych sparingach w końcu nadszedł moment, gdy ulubione zimowe powiedzenie piłkarzy, czyli "wszystko zweryfikuje liga" stało się faktem.

Dla Ruchu ta weryfikacja może być szczególnie trudna. Niebiescy spędzili zimę na miejscu zagrożonym spadkiem. Widmo czwartej degradacji w historii klubu z Cichej będzie mieć tej wiosny szczególnie duże oczy.

W kadrze niebieskich sporo się w ostatnich tygodniach działo, ale trudno mówić o tym, że ten zespół zyskał znacznie na jakości. Największą wartość ma na pewno powrót Rafała Grodzickiego. Doświadczony stoper włożył niebieską koszulkę po ponad dwóch latach przerwy, jakie spędził w Śląsku Wrocław.

Stawialiśmy, że Grodzicki stworzy duet stoperów z Piotrem Stawarczykiem. Okazało się jednak, że akcje doświadczonego Marcina Malinowskiego stały równie wysoko, i to właśnie kapitan chorzowskiej drużyny był partnerem Grodzickiego w meczu z Piastem.

Nowym w składzie niebieskich był też Matusz Putnocky. Tego jednak można było się spodziewać, gdyż słowacki bramkarz imponował formą podczas zimowych sparingów. W spotkaniu z drużyną z Gliwic Putnocky też szybko zapracował na uznanie fanów niebieskich. Po strzale głową Kamila Wilczka Słowak nakrył piłkę swoją wielką łapą niemal na linii bramkowej. To była interwencja meczu!

Trener Waldemar Fornalik przepowiadał, że sobotnie spotkanie będzie starciem drużyn, które będzie interesować tylko zwycięstwo. Niestety, Piast nie wpisał się w ten scenariusz. Gliwiczanie zbyt często sprawiali wrażenie zespołu, dla którego punkt zdobyty po meczu zakończonym bezbramkowym remisem będzie jak fajerwerki w karnawale. Bardzo efektowny.

Ruch na szczęście poczynał sobie zdecydowanie odważniej. Niebiescy powinni wyjść na prowadzenie już po 70 sekundach gry, gdy Marek Zieńczuk miał do bramki nie więcej niż pięć metrów, a i tak przeniósł piłkę nad poprzeczką. Chorzowianie mieli więc swoje okazje, ale ich akcjom brakowało błysku, odrobiny szaleństwa, szybkiej decyzji.

Do czasu... W tygodniu poprzedzającym mecz na Cichej wielkim zmartwieniem była choroba Grzegorza Kuświka. Najlepszy napastnik Ruchu był przeziębiony i nie trenował. Potem, gdy stanął już na nogi, był osłabiony. To jednak nie przeszkodziło mu nękać obrony Piasta za dwóch. Kuświk miał bowiem udział przy obu bramkach niebieskich.

Napastnik chorzowskiej drużyny najpierw wykorzystał dobre podanie Zieńczuka, przepchnął stopera Piasta Heberta i spokojnie przerzucił piłkę nad Jakubem Szmatułą. Kuświk maczał też paluchy, a właściwie głowę, w trafieniu Jakuba Kowalskiego, gdy dograł piłkę skrzydłowemu niebieskich.

W tym momencie można było już obstawiać za grubą kasę, że Ruch tego meczu nie przegra. W końcówce Piast nie tylko nie przycisnął, ale jeszcze po drugiej żółtej kartce stracił w 80. minucie Konstantina Wassilijewa. Sędzia odgwizdał dwa faule Estończyka w ciągu kilku minut na Kowalskim, choć tego pierwszego... nie było.

Ruch zaczyna więc wiosnę tak, jak sobie wymarzył. Było o to o tyle łatwiej, że miał za rywala bezbarwnego i mocno rozczarowującego Piasta. W takim stylu gliwiczanie do mistrzowskiej ósemki w życiu nie wejdą. Prędzej za kilka kolejek poczują na plecach oddech piłkarzy z Chorzowa.

ŚLĄSK.SPORT.PL na Twitterze. Obserwuj już teraz >>

Więcej o:
Komentarze (29)
Ruch Chorzów rozpoczął pościg. Piast Gliwice bezbarwny, że zęby bolą
Zaloguj się
  • witco

    Oceniono 13 razy -11

    Panie Hanek Bina
    przecież on tam pisze ,że ty mu groziłeś.Odnosi się do gróźb jakie ty pod jego adresem kierowałeś.Pisze w afekcie i twoje groźby są tego powodem. Sam na siebie bata kręcisz. A wiesz ,że to co piszesz wyżej to też groźby karalne? Prośba do moda. żeby nie usuwał tego komentarza autorstwa Hanek Bina. A osobę której grozi Bina proszę o kontakt na witco@gazeta.pl facet jawnie nawołuje do agresji wskazując na konkretną osobę. Oj Hanek Bina będziesz miał kłopoty. Publikujesz wizerunek osoby i nawołujesz do agresji. Widzę ,że masz dużo kasy. Proszę osobę ze zdjęcia o kontakt. Pomogę wytoczyć sprawę o odszkodowanie.

  • langut_ssa

    Oceniono 3 razy 3

    setki kilogramów na siłowni - to chyba na rozgrzewce a nie w ciagu 6 tygodni

  • lichosik

    Oceniono 10 razy 6

    państwie sport miał jednak ściśle wyznaczoną rolę (zjawisko to występowało w każdym totalitarnym ustroju, wystarczy wskazać przykład III Rzeszy), należał do tych form oddziaływania na społeczeństwo, o których Lenin pisał, że są „pasami transmisyjnymi partii do mas”. Opisy „dramatycznych” i „zwycięskich” bojów Górnika pozostaną na zawsze zabytkiem komunistycznej propagandy i przyczynkiem do badań nad skutecznością manipulacji opinią publiczną w epoce komunizmu.
    Można by jeszcze dodać jak po tej klęsce z londyńskimi kogutami i przegraniu w 1962 tytułu mistrzowskiego z biedną Polonią Bytom, o mało nie zachwiała się pozycja zabrskiego Górnika (pojawił się pomysł zbudowania sztandarowego klubu górnictwa gdzie indziej – w Sosnowcu). Jak dla celów propagandowych organizowano mecze Górnika na Śląskim, rozdając za darmo bilety na kopalniach. Władza pragnęła sukcesów sportowych, sukcesy repreznetantów PRL były sukcesami władz PRL! Propagandzie sukcesu sport służył przez cały okres Polski Ludowej.

    Górnik powstał, na Śląsku, w Polsce, ale pomysł i sam założyciel przybyli ze wschodu. Ze wschodu przybył też reżim polityczny, który umożliwił dokładne skopiowanie rozwiązań radzieckich i powstanie tego tworu. W propagandzie komunistycznej klub pełnić miał rolę piłkarskiego odpowiednika mocarza pracy i bohatera socjalizmu – górnika. Pompowano w sztandarowy klub górnictwa duże pieniądze, bo odpowiednik czołowej klasy robotniczej Polski na piłkarskich boiskach także miał wyrabiać 200% normy.
    Górnik w niepodległej Polsce to prawdziwy zabytek komuny. Najprawdziwszy relikt zniewolenia, pozostałość stalinizmu, jak pomniki ku czci Armii Czerwonej czy Pałac Kultury. Olbrzymie pieniądze na odrestaurowanie tego komunistycznego dinozaura wyłożył niemiecki koncern Allianz, mający równie nieciekawą proweniencję. Współudział w dojściu Hitlera do władzy (był sponsorem nazistów jeszcze przed 1933 rokiem) i współudział w holocauście, z czerpaniem z niego wielkich profitów. Dzięki ubezpieczaniu życia gazowanych Żydów, jednoczesnym ubezpieczaniu obozów koncentracyjnych i zagrabieniu pięniędzy z polis zagazowanych, stał się po wojnie, właścicielem olbrzymiego kapitału. Tym samym mógł zdobyć pozycję hegemona na rynku ubezpieczeń. Dziś utopił w ten spróchniały komunistyczny twór miliony złotych a Górnik mimo 4 budżetu w ekstraklasie (30 milionów zł. na sezon 2008/2009), wydaniu dużych pieniędzy na transfery i na olbrzymią gażę Kasperczaka (2 razy wiecej niż Maciej Skorża!) zakończył rozgrywki na ostatnim miejscu. Okazał się być piłkarskim PGR-em, olbrzymie nakłady nie pomogły, produkcja była niedochodowa i cały proces zakończył się katastrofą.

  • lichosik

    Oceniono 10 razy 6

    W 1968 w kolejnej broszurce czytamy zaklęcie by górnicy zagrali tak wspaniale jak gdy „przed laty rzucili na kolana Tottenham”. W tymże 1968 roku, w pierwszym meczu Górnik przegrał w Manchesterze tylko 2:0 jednak komunistyczna prasa znowuż rozpatrywała niezwykły pech czempiona…. W tym samym czasie brytyjski Times wytypował 6 rozpaczliwych obron Huberta Kostki do tytułu „nie z tego świata” i zastanawiał się nad tym jakim cudem Manchester United nie strzelił Górnikowi więcej bramek…
    Najlepszym przykładem propagandy systemu była zbiorowa histeria po dotarciu wizytówki socjalistycznego górnictwa do finału najsłabszego z pucharów europejskich – Puchary Zdobywców Pucharów (nie bez powodu został zlikwidowany 10 lat temu!). W finale Górnik przegrał z przeciętnym Manchesterem City, który nigdy później nie sięgnął już po europejskie trofeum. Do finału dostał się dzięki… szczęśliwemu losowaniu. „Pokonanym” rywalem w losowaniu była słabiutka Roma, przedstawiana w komunistycznej prasie jako potentant europejskiej piłki! Tymczasem klub w dziesięcioleciu 1965-1975 ani razu nie zajął nawet miejsca na ligowym podium, niejednokrotnie kończąc rozgrywki w drugiej połowie tabeli. Z Górnikiem grał tylko dlatego, że udało mu się zdobyć krajowy puchar. Mimo, że faktycznym faworytem spotkania był Górnik (znajdujący się co roku na ligowym podium i grający niemal corocznie w Pucharze Mistrzów), nie zdołał ani razu pokonać włoskiego średniaka. Awansował dopiero dzięki szczęśliwemu rzutowi monetą.
    W finale gwiazdorzy z Górnika przestraszyli się stawki meczu i tradycyjnie w decydującym starciu polegli. W kraju odtrąbiono jednak wielki sukces! Świętowanie klęski było możliwe tylko w PRL-u. Próbowano w oparciu o te smutne wydarzenie dowodzić wybitności klubu… Przecież żaden inny nie dotarł… Zapominano tylko dodać, że żaden inny nie miał takich warunków w PRL-u. To Górnik był hegemonem politycznym, sportowym i dodatkowo najbogatszym klubem. Któż inny miałby więc wyręczyć krezusa? 1957-1972 rok w rok na podium; 1963-1972 rok w rok z jakimś trofeum a mimo to reprezantacyjny klub gomułkowszczyzny nie sięgnął w przeciwieństwie do innych socjalistycznych kombinatów typu Steaua, Crvena Zvezda, Dinamo Zagrzeb, Dynamo Kijów, Dinamo Tibilisi, Slovan Bratysława czy nawet biedniutki Magdeburg, po europejski puchar.
    W Pucharze Mistrzów, który był zawsze najlepszym miernikiem wartości klubów Górnik grał fatalnie. Wystąpił w nim 12 razy (!) i 6-krotnie odpadł w pierwszej rundzie. Na 12 występów najbogatszy klub PRL-u jedynie jeden raz dotarł do ćwierćfinału! Lepszy bilans mają: Legia, Widzew, Ruch, Wisła. W Pucharze UEFA Górnik grał pięciokrotnie i jego największy sukces to 1/16. Poza sezonami 1968 i 1970 wyniki Górnika w pucharach są dramatycznie słabe, a biorąc pod uwagę fakt, że klub w latach 1957-1972 cały czas był na szczycie (zdobywając 10 mistrzostw i 6 pucharów, zasiadając 16 razy pod rząd na podium MP) i nie notował żadnych kryzysów formy wyniki te są kompromitujące. Dzięki usilnej propagandzie udało się jednak zatrzeć takie wrażenie. Udało się tym łatwiej, że olbrzymie środki inwestowane w Górnika przynosiły oczywiście efekt na krajowym podwórku, gdzie najsilniejszy składowo i finansowo Górnik nie miał żadnej poważnej konkurencji.

  • lichosik

    Oceniono 10 razy 6

    Do historii komunistycznej propagandy przeszły prasowe relacje z kompromitacji Górnika w Londynie, kiedy został ośmieszony przez Tottenham wynikiem 8:1. Prasa lamentowała nad okrucieństwem barbarzyńskich Anglików. Nie można było pisać o kompromitacji wizytówki górnictwa – nie wypadało. W rzeczywistości piłkarze Tottenhamu, który nigdy nie zawojował Pucharu Mistrzów grali po prostu swoje – angielską piłkę. Gwiazdorzy z Górnika nie podołali presji i byli po prostu znacznie słabsi piłkarsko, przyzwyczajeni do tego, że nikt w kraju nie był w stanie stawić im oporu. Wzorowi socjalistyczni górnicy zostali po prostu stratowani na Ścieżce Białego Jelenia (White Hart Line). Czytając jednak relacje o tym meczu w komunistycznej prasie można było pomyśleć, że Górnik powinien awansować dalej, jedynie kapitalistyczny spisek powstrzymał jego marsz ku zwycięstwu… Jan Kowalski, jeden z gwiazdorów tamtej drużyny, ogłoszony przez komunistyczną prasę ofiarą Anglików analizował sytuacje po upadku komuny: „Owszem odniosłem kontuzję, ale nie było to wynikiem jakiejś szczególnie brutalnej gry Anglików. Mieli taki styl, grali po prostu zdecydowanie i tyle. Oni nie byli złośliwi, nie byli chamscy”.
    Zabawnym jest fakt, że przygoda Górnika z Pucharem Mistrzów zaczynała się jednak pod hasłem zatarcia „niechlubnych wyników poprzedników”. Wydawane w olbrzymich nakładach ulotki propagandowe (w formie książeczek) zawierały informacje, że wielki Górnik idzie na podbój Europy. Po klęsce w Londynie i kilku dalszych niepowodzeniach wizytówki górnictwa, jedna z kolejnych „ulotek” wydana we wrześniu 1964 nie zaczynała się już od buńczucznych zapowiedzi tylko od usprawiedliwień: „wyniki górników byłyby lepsze gdyby sprzyjało im szczęście w losowaniu”. Do potęg które złośliwy los postawił na drodze „wiecznego pechowca” – Górnika, zaliczone zostają: Tottenham (europejski średniak), Austria Wiedeń (mniej niż średniak) i Dukla Praga. Za komentarz do największej klęski polskiej drużyny w dziejach Pucharu Mistrzów/Ligi Mistrzów poza pokaźnym zestawem usprawiedliwień służy krzepiące stwierdzenie, że „nie był to mecz do jednej bramki”. Cieżkie zmagania Górnika z Austrią (1963) kwitowane są słowami, iż zabrakło „łutu szczęścia” (na temat 1:0 na Stadionie Śląskim). Arcydziełem kłamstwa jest zaś relacja o autentycznie szczęśliwym awansie po dodatkowym meczu z Austrią. Po zdobyciu w I połowie dwóch bramek, w II połowie tego meczu trwał nieustanny szturm bramki Górnika, a Górnik całą druga połowę się bronił, stracił jednak tylko jedną bramkę i wygrał ostatecznie awans 2:1. Fatalna postawa zespołu przedstawiona została jednak jako efekt „niefortunnej taktyki”. Wysoka porażka Górnika w następnej rundzie, na wyjeździe w Pradze (Dukla-Górnik 4:1) określona jest po raz kolejny jako „ogromne szczęście” Dukli. Dotkliwa porażka dokładnie w takim samym wymiarze (znów lanie 4:1!) rok później określona jest jako „jeszcze bardziej pechowa”. Nad losem Górnika mścił się zapewne jakiś demon-reakcjonista, bo cóż

  • lichosik

    Oceniono 10 razy 6

    i dalej można poczytać
    "Zaraz po powstaniu Górnik otrzymał od władz prezent – wybudowany jeszcze przez nazistów stadion na 12000 miejsc. Zaplecze zostało ufundowane, trzeba było zacząć werbować ludzi (normalny klub powstaje w odwrotny sposób: najpierw zdobywa popularność i miłość kibiców a dopiero ewentualnie potem wsparcie władz).
    Nie pytajcie się też skąd wzięły się egzotyczne w polskiej przedwojennej piłce nazwy typu: Górnik, Stal, Gwardia, Kolejarz, CWKS (W ZSRR: Szachtior, Metalurg, Dynamo, Lokomotiw, CSKA) itd. To tylko zwykłe kopie „doskonałych” rozwiązań radzieckich. Trudno doszukiwac się w Polsce klubów o równie jednoznacznym powiązaniu ich narodzin ze stalinowską zagładą przedwojennych struktur piłkarskich. W marcu zapowiedziano na grudzień 1948 roku utworzenie jednej jedynie słusznej partii (PZPR), we wrześniu usunięto od władzy Gomułkę za odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne a w październiku 1948 roku rozpoczęto aresztowania przedwojennych działaczy piłkarskich którzy nie wstąpili do PPR, lub krytykowali komunistyczne porządki. W grudniu 1948 istniało już 60 nowych państwowych kombinatów sportowo-zakładowych.
    Ciekawostką jest fakt, że nigdzie na zachodzie Europy nie powstał klub o odpowiedniku nazwy „Górnik”, w Polsce zaś nazwa ta pojawiła się dokładnie w chwili rozpoczęcia reorganizacji polskiego sportu na wzór radziecki. Nie trzeba chyba dodawać, że nazwa ta pojawiła się znacznie wcześniej niż w Polsce na obszarze ZSRR. Co ciekawe klub z Zabrza gra pod tym szyldem do dzisiaj, chociaż przygniatająca większość klubów pozbyła się stalinowskich, narzucanych odgórnie nazw.
    Reorganizacja sportu na wzór radziecki to było zniszczenie wszystkiego, całego dorobku przedwojennego piłkarstwa. W latach 1948-1949 zlikwidowano w Polsce autonomiczne kluby piłkarskie, podporządkowując je państwowym zrzeszeniom. Doszło do olbrzymiej nacjonalizacji klubów piłkarskich. Kluby zostały po prostu zagrabione przez państwo. Można było zatrzeć niewygodne przedwojenne nazwy klubów, to co dla jednych było tragedią dla innych stało się jednak radością i źródłem powstania – narodził się Górnik, towarzysz Górnik! O okolicznościach tych wydarzeń nie dowiecie się jednak w ugładzonych notkach dziennikarskich o „wielkim” Górniku. Prawda jest politycznie niepoprawna. Już kilkanaście lat po powstaniu fałszowano w Górniku jubileusze istnienia, wymazano też nazwisko pierwszego prezesa i nikt z kibiców ani klubowych działaczy nie znał prawdy. Odkryto ją dopiero przy powstawaniu monografii klubu w latach 90. To daje do myślenia."

  • lichosik

    Oceniono 10 razy 6

    za portalem nasze miasto:
    „Dlaczego 31 maja 2009 po spadku Górnika zapanowała na Górnym Śląsku wielka, spontaniczna radość? Jeśli nie rozumiecie, to tutułem przypomnienia:
    Górnik powstał 14 grudnia 1948 roku, dzień później powstała PZPR. Powstała ze „zjednoczenia PPR i PPS czyli w wyniku wcielenia siłą PPS do PPR-u. Zjazd zjednoczeniowy, który utworzył równie legendarną co Górnik PZPR został zapowiedziany już 10 marca 1948. Termin zjazdu unifikacyjnego był zatem znany 9 miesięcy przed stworzeniem w Zabrzu pierwszego Koła Sportowego Zrzeszenia Górnik. Datę zjazdu zjednoczeniowego nowej komunistycznej partii wyznaczono dokładnie na 15 XII tegoż roku, twórcy Górnika doskonale wiedzieli jaki mogą zbić kapitał na utworzeniu klubu w przeddzień tej daty!!! W ten sam dzień utworzyć Górnika nie można było, bo kolidowało by to z tak zacną datą. 15 grudnia wszystkie informacje poświęcone były w ludowej Polsce utworzeniu nowej przewodniej siły narodu – PZPR.
    Powstanie wzorcowego socjalistycznego molocha sportowego o wdzięcznej radzieckiej nazwie Górnik miało być preludium dla tego wielkiego wydarzenia. Podobnie zresztą powstał sam Górnik, do klubu Zjednoczenie wcielono przymusowo wcześniej niezależne kluby: Skrę, Concordię i Pogoń. Wcielenie takie oznaczało po prostu ich brutalną likwidację! Ta data i okoliczności to nie przypadek. Przy zakładaniu Górnika uczestniczył zresztą delegat PPR – towarzysz Łączyński. Dlaczego tak wszystko łączono? To było podstawowe założenie stalinizmu: unifikacja i ujednolicenie społeczeństwa i wszelkich organizacji celem ułatwienia sprawowania nad nim ścisłej kontroli. Zbrodniczy zamysł zbrodniczego systemu. Dlaczego wcielano do Zjednoczenia? Bo była to sportowa komórka wytworu komunizmu – tzw. zjednoczeń węglowych, czyli państwowych kombinatów czuwających nad wydobyciem węgla, powstałych po wywłaszczeniu poszczególnych kopalń od prywatnych właścicieli i skomasowaniu ich w przemysłowe, prawdziwie stalinowskie megakombinaty.
    Tak przedstawiają się „zaszczytne” i jakże romantyczne początki tego tworu! Nie mają w Polsce analogii.

  • lichosik

    Oceniono 11 razy 7

    Wrogość wobec pomysłodawcy, nieukrywana awersja piłkarzy i kibiców do nowego tworu jest faktem historycznym. Nie dziwcie się, że w Zabrzu nie wiedzą gdzie i z kim Górnik rozegrał swój pierwszy mecz – to nie było ważne, nikt tego nie notował, nikogo to nie obchodziło. Liczyło się ile Górnik wyrobił % sportowej normy i czy piłkarze pilnie uczestniczyli w wykładach z marskizmu i leninizmu. Wiemy natomiast, że pierwszy mecz międzynarodowy drużyna Górnika rozegrała z Armią Czerwoną, ale domyślaliście się chyba?
    Zaraz po powstaniu Górnik otrzymał od władz prezent – wybudowany jeszcze przez nazistów stadion na 12000 miejsc. Zaplecze zostało ufundowane, trzeba było zacząć werbować ludzi (normalny klub powstaje w odwrotny sposób: najpierw zdobywa popularność i miłość kibiców a dopiero ewentualnie potem wsparcie władz).
    Nie pytajcie się też skąd wzięły się egzotyczne w polskiej przedwojennej piłce nazwy typu: Górnik, Stal, Gwardia, Kolejarz, CWKS (W ZSRR: Szachtior, Metalurg, Dynamo, Lokomotiw, CSKA) itd. To tylko zwykłe kopie „doskonałych” rozwiązań radzieckich. Trudno doszukiwac się w Polsce klubów o równie jednoznacznym powiązaniu ich narodzin ze stalinowską zagładą przedwojennych struktur piłkarskich. W marcu zapowiedziano na grudzień 1948 roku utworzenie jednej jedynie słusznej partii (PZPR), we wrześniu usunięto od władzy Gomułkę za odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne a w październiku 1948 roku rozpoczęto aresztowania przedwojennych działaczy piłkarskich którzy nie wstąpili do PPR, lub krytykowali komunistyczne porządki. W grudniu 1948 istniało już 60 nowych

  • lichosik

    Oceniono 9 razy 7

    "Piłka Nożna" opublikowała dziś sensacyjnie brzmiące informacje. Zabrzanie twierdzą, że podpis ich prezesa umieszczony na dokumencie jest nieważny.

    O zamieszaniu wokół transferu Arkadiusza Milika pisaliśmy już w zeszłym roku. Przypomnijmy: napastnik przeszedł w grudniu 2012 r. z Górnika Zabrze do Bayeru Leverkusen, a 20% kwoty odstępnego miało trafić na konto jego poprzedniego klubu Rozwoju Katowice.

    Afera wokół Milika. Do FIFA wpłyną pewne dokumenty >>

    Górnik jednak do dziś nie przelał całej kwoty katowiczanom. W kwietniu 2014 r. zawarł z Rozwojem porozumienie, zgodnie z którym zobowiązał się do spłaty 1,17 mln zł. Ale z tego się nie wywiązał.

    Okazuje się, że zabrzanie wpadli na szokujący pomysł. Jak informuje "Piłka Nożna", zaskarżyli wspomniany dokument (potwierdzony notarialnie!). Argumentują, że porozumienie jest dotknięte wadą powodującą nieważność czynności prawnej.

    Konkretnie chodzi o podpis ówczesnego prezesa Zbigniewa Waśkiewicza! Górnik utrzymuje, że - tu cytat - powołanie Waśkiewicza nie było skuteczne, albowiem decyzja o jego wyborze została podjęta przez osoby, które utraciły mandat członków Rady Nadzorczej w dniu zatwierdzenia sprawozdania finansowego za rok obrotowy 2012.

    Komornik w polskim klubie. Chce zlicytować puchary >>

    Jeśli przyjmiemy tok rozumowania zabrzan, wychodzi na to, że skoro Waśkiewicz nie miał prawa działać w sprawie Milika, to... także w żadnej innej. M.in. podpisywać kontraktów z trenerami czy zawodnikami, a przede wszystkim wniosku o licencję."

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX