Sport.pl

Waldemarowi Fornalikowi spadł kamień z serca

Trener Ruchu Chorzów Waldemar Fornalik otrzymał potwierdzenie, że niebiescy wykonali zimą solidną pracę.
Ruch Chorzów utrzyma się w ekstraklasie? Podyskutuj na Facebooku >>

Fornalik podkreślał, że spotkanie z Piastem Gliwice nie było dla jego drużyny łatwe. - Wiedzieliśmy, że Piast prezentuje dobry poziom. Że to zespół, któremu będzie zależało na wygranej. Tak jak i nam... W pierwszej połowie nasza gra nie układała się zbyt dobrze. Za dużo było nerwowości. Na szczęście dobrze zachowywaliśmy się taktycznie i poza jedną okazją pod naszą bramką, gdy znakomicie zachował się Matusz Putnocky, rywal nam nie zagroził - analizował szkoleniowiec.

- Po przerwie widzieliśmy już lepszy Ruch. Lepiej operowaliśmy piłką. Graliśmy swobodniej. W nagrodę cieszymy się z trzech punktów. Otrzymaliśmy też potwierdzenie, że nasza zimowa praca miała jakość. Gdy zespół wybiega na boisko po dłuższej przerwie, trenerowi zawsze towarzyszy niepewność. Nawet jeżeli czuje, że jego zespół powinien zaprezentować się dobrze, to przecież nigdy nie wie, czym odpowie rywal - dodał.

Szkoleniowiec odpowiedział także na pytanie o chorobę Grzegorza Kuświka, który przed spotkaniem zmagał się z przeziębieniem. - Nie trenował, miał wysoką temperaturę. Dopiero w nocy z czwartku na piątek poczuł się na tyle dobrze, że zyskaliśmy nadzieję na występ. To była decyzja nie tylko Grzegorza, lecz także lekarzy, którzy pomogli postawić go na nogi - podkreślił trener. Zmartwił go uraz kolana Marcina Malinowskiego. - Marcin czuł narastający ból w kolanie. Mam jednak nadzieję, że to nic poważnego - dodał.

ŚLĄSK.SPORT.PL ćwierka na Twitterze. Obserwujesz? >>

Więcej o:
Komentarze (26)
Waldemarowi Fornalikowi spadł kamień z serca
Zaloguj się
  • lichosik

    Oceniono 14 razy 10

    cytuję dalej
    "Reorganizacja sportu na wzór radziecki to było zniszczenie wszystkiego, całego dorobku przedwojennego piłkarstwa. W latach 1948-1949 zlikwidowano w Polsce autonomiczne kluby piłkarskie, podporządkowując je państwowym zrzeszeniom. Doszło do olbrzymiej nacjonalizacji klubów piłkarskich. Kluby zostały po prostu zagrabione przez państwo. Można było zatrzeć niewygodne przedwojenne nazwy klubów, to co dla jednych było tragedią dla innych stało się jednak radością i źródłem powstania – narodził się Górnik, towarzysz Górnik! O okolicznościach tych wydarzeń nie dowiecie się jednak w ugładzonych notkach dziennikarskich o „wielkim” Górniku. Prawda jest politycznie niepoprawna. Już kilkanaście lat po powstaniu fałszowano w Górniku jubileusze istnienia, wymazano też nazwisko pierwszego prezesa i nikt z kibiców ani klubowych działaczy nie znał prawdy. Odkryto ją dopiero przy powstawaniu monografii klubu w latach 90. To daje do myślenia.
    To niestety tylko wierzchołek góry lodowej. Można by się rozpisywać na temat wyznaczenia Górnika do roli sztandarowego koła zrzeszenia Górnik, analizować sylwetki pierwszych prezesów z których jeden był działaczem Niemieckiej Partii Komunistycznej a drugi przodownikiem pracy awansowanym w błyskawicznym tempie, po kilkudniowym kursie (!!! Słynne hasło: nie matura, lecz chęć szczera), na stanowisko dyrektora kopalni. Rozwodzić się dlaczego mieszkańcy Radlina nie chcieli mieć u siebie centralnego klubu - wizytówki górnictwa, w efekcie czego sztandarowe koło zrzeszenia Górnik postanowiono przenieśc do Zabrza. Można wymieniać aparatczyków którzy wspierali go w komunie, a byli to ludzie z najwyższych szczebli władzy. Komu i dlaczego zależało na tym by stworzyć wizytówkę hołubionego przez władze zawodu. Przypominać, że wśród najwybitniejszych piłkarzy lat 50., 60. i 70. nie ma ani jednego wychowanka, że Górnik słynął z pasożytowania na innych śląskich klubach, które zwyczajnie okradał, łamiąc niejednokrotnie statuty PZPN-u i posiłkując się przy tym oferowaniem znakomitych sztygarskich pensji. Okoliczności transferów niektórych piłkarzy do Górnika mają iście mafijną genezę i zamieszani w nie byli najważniejsi decydenci PRL-u. Rzadko kto dziś pamięta, że Górnik nigdy nie stracił piłkarza na rzecz CWKS-u Legii. Wręcz potrafił wyciągnąć z Legii takich asów jak Kowala czy Pohla, wykradzionych wczesniej przez wojskowych z małych śląskich klubów. To jedyny taki przypadek w PRL-u: całkowita odporność na zabiegi potężnych ponoć wojskowych patronów Legii.
    Do historii komunistycznej propagandy przeszły prasowe relacje z kompromitacji Górnika w Londynie, kiedy został ośmieszony przez Tottenham wynikiem 8:1. Prasa lamentowała nad okrucieństwem barbarzyńskich Anglików. Nie można było pisać o kompromitacji wizytówki górnictwa – nie wypadało. W rzeczywistości piłkarze Tottenhamu, który nigdy nie zawojował Pucharu Mistrzów grali po prostu swoje – angielską piłkę. Gwiazdorzy z Górnika nie podołali presji i byli po prostu znacznie słabsi piłkarsko, przyzwyczajeni do tego, że nikt w kraju nie był w stanie stawić im oporu. Wzorowi socjalistyczni górnicy zostali po prostu stratowani na Ścieżce Białego Jelenia (White Hart Line). Czytając jednak relacje o tym meczu w komunistycznej prasie można było pomyśleć, że Górnik powinien awansować dalej, jedynie kapitalistyczny spisek powstrzymał jego marsz ku zwycięstwu… Jan Kowalski, jeden z gwiazdorów tamtej drużyny, ogłoszony przez komunistyczną prasę ofiarą Anglików analizował sytuacje po upadku komuny: „Owszem odniosłem kontuzję, ale nie było to wynikiem jakiejś szczególnie brutalnej gry Anglików. Mieli taki styl, grali po prostu zdecydowanie i tyle. Oni nie byli złośliwi, nie byli chamscy”.

  • lichosik

    Oceniono 13 razy 9

    czytamy dalej
    "państwie sport miał jednak ściśle wyznaczoną rolę (zjawisko to występowało w każdym totalitarnym ustroju, wystarczy wskazać przykład III Rzeszy), należał do tych form oddziaływania na społeczeństwo, o których Lenin pisał, że są „pasami transmisyjnymi partii do mas”. Opisy „dramatycznych” i „zwycięskich” bojów Górnika pozostaną na zawsze zabytkiem komunistycznej propagandy i przyczynkiem do badań nad skutecznością manipulacji opinią publiczną w epoce komunizmu.
    Można by jeszcze dodać jak po tej klęsce z londyńskimi kogutami i przegraniu w 1962 tytułu mistrzowskiego z biedną Polonią Bytom, o mało nie zachwiała się pozycja zabrskiego Górnika (pojawił się pomysł zbudowania sztandarowego klubu górnictwa gdzie indziej – w Sosnowcu). Jak dla celów propagandowych organizowano mecze Górnika na Śląskim, rozdając za darmo bilety na kopalniach. Władza pragnęła sukcesów sportowych, sukcesy repreznetantów PRL były sukcesami władz PRL! Propagandzie sukcesu sport służył przez cały okres Polski Ludowej.

    Górnik powstał, na Śląsku, w Polsce, ale pomysł i sam założyciel przybyli ze wschodu. Ze wschodu przybył też reżim polityczny, który umożliwił dokładne skopiowanie rozwiązań radzieckich i powstanie tego tworu. W propagandzie komunistycznej klub pełnić miał rolę piłkarskiego odpowiednika mocarza pracy i bohatera socjalizmu – górnika. Pompowano w sztandarowy klub górnictwa duże pieniądze, bo odpowiednik czołowej klasy robotniczej Polski na piłkarskich boiskach także miał wyrabiać 200% normy.
    Górnik w niepodległej Polsce to prawdziwy zabytek komuny. Najprawdziwszy relikt zniewolenia, pozostałość stalinizmu, jak pomniki ku czci Armii Czerwonej czy Pałac Kultury. Olbrzymie pieniądze na odrestaurowanie tego komunistycznego dinozaura wyłożył niemiecki koncern Allianz, mający równie nieciekawą proweniencję. Współudział w dojściu Hitlera do władzy (był sponsorem nazistów jeszcze przed 1933 rokiem) i współudział w holocauście, z czerpaniem z niego wielkich profitów. Dzięki ubezpieczaniu życia gazowanych Żydów, jednoczesnym ubezpieczaniu obozów koncentracyjnych i zagrabieniu pięniędzy z polis zagazowanych, stał się po wojnie, właścicielem olbrzymiego kapitału. Tym samym mógł zdobyć pozycję hegemona na rynku ubezpieczeń. Dziś utopił w ten spróchniały komunistyczny twór miliony złotych a Górnik mimo 4 budżetu w ekstraklasie (30 milionów zł. na sezon 2008/2009), wydaniu dużych pieniędzy na transfery i na olbrzymią gażę Kasperczaka (2 razy wiecej niż Maciej Skorża!) zakończył rozgrywki na ostatnim miejscu. Okazał się być piłkarskim PGR-em, olbrzymie nakłady nie pomogły, produkcja była niedochodowa i cały proces zakończył się katastrofą."

  • lichosik

    Oceniono 11 razy 9

    i czytamy:
    ;Dlaczego 31 maja 2009 po spadku Górnika zapanowała na Górnym Śląsku wielka, spontaniczna radość? Jeśli nie rozumiecie, to tutułem przypomnienia:
    Górnik powstał 14 grudnia 1948 roku, dzień później powstała PZPR. Powstała ze „zjednoczenia PPR i PPS czyli w wyniku wcielenia siłą PPS do PPR-u. Zjazd zjednoczeniowy, który utworzył równie legendarną co Górnik PZPR został zapowiedziany już 10 marca 1948. Termin zjazdu unifikacyjnego był zatem znany 9 miesięcy przed stworzeniem w Zabrzu pierwszego Koła Sportowego Zrzeszenia Górnik. Datę zjazdu zjednoczeniowego nowej komunistycznej partii wyznaczono dokładnie na 15 XII tegoż roku, twórcy Górnika doskonale wiedzieli jaki mogą zbić kapitał na utworzeniu klubu w przeddzień tej daty!!! W ten sam dzień utworzyć Górnika nie można było, bo kolidowało by to z tak zacną datą. 15 grudnia wszystkie informacje poświęcone były w ludowej Polsce utworzeniu nowej przewodniej siły narodu – PZPR.
    Powstanie wzorcowego socjalistycznego molocha sportowego o wdzięcznej radzieckiej nazwie Górnik miało być preludium dla tego wielkiego wydarzenia. Podobnie zresztą powstał sam Górnik, do klubu Zjednoczenie wcielono przymusowo wcześniej niezależne kluby: Skrę, Concordię i Pogoń. Wcielenie takie oznaczało po prostu ich brutalną likwidację! Ta data i okoliczności to nie przypadek. Przy zakładaniu Górnika uczestniczył zresztą delegat PPR – towarzysz Łączyński. Dlaczego tak wszystko łączono? To było podstawowe założenie stalinizmu: unifikacja i ujednolicenie społeczeństwa i wszelkich organizacji celem ułatwienia sprawowania nad nim ścisłej kontroli. Zbrodniczy zamysł zbrodniczego systemu. Dlaczego wcielano do Zjednoczenia? Bo była to sportowa komórka wytworu komunizmu – tzw. zjednoczeń węglowych, czyli państwowych kombinatów czuwających nad wydobyciem węgla, powstałych po wywłaszczeniu poszczególnych kopalń od prywatnych właścicieli i skomasowaniu ich w przemysłowe, prawdziwie stalinowskie megakombinaty.
    Tak przedstawiają się „zaszczytne” i jakże romantyczne początki tego tworu! Nie mają w Polsce analogii.

  • lichosik

    Oceniono 11 razy 9

    Portal Sportfan pisze
    "Piłka Nożna" opublikowała dziś sensacyjnie brzmiące informacje. Zabrzanie twierdzą, że podpis ich prezesa umieszczony na dokumencie jest nieważny.

    O zamieszaniu wokół transferu Arkadiusza Milika pisaliśmy już w zeszłym roku. Przypomnijmy: napastnik przeszedł w grudniu 2012 r. z Górnika Zabrze do Bayeru Leverkusen, a 20% kwoty odstępnego miało trafić na konto jego poprzedniego klubu Rozwoju Katowice.

    Afera wokół Milika. Do FIFA wpłyną pewne dokumenty >>

    Górnik jednak do dziś nie przelał całej kwoty katowiczanom. W kwietniu 2014 r. zawarł z Rozwojem porozumienie, zgodnie z którym zobowiązał się do spłaty 1,17 mln zł. Ale z tego się nie wywiązał.

    Okazuje się, że zabrzanie wpadli na szokujący pomysł. Jak informuje "Piłka Nożna", zaskarżyli wspomniany dokument (potwierdzony notarialnie!). Argumentują, że porozumienie jest dotknięte wadą powodującą nieważność czynności prawnej.

    Konkretnie chodzi o podpis ówczesnego prezesa Zbigniewa Waśkiewicza! Górnik utrzymuje, że - tu cytat - powołanie Waśkiewicza nie było skuteczne, albowiem decyzja o jego wyborze została podjęta przez osoby, które utraciły mandat członków Rady Nadzorczej w dniu zatwierdzenia sprawozdania finansowego za rok obrotowy 2012.

    Komornik w polskim klubie. Chce zlicytować puchary >>

    Jeśli przyjmiemy tok rozumowania zabrzan, wychodzi na to, że skoro Waśkiewicz nie miał prawa działać w sprawie Milika, to... także w żadnej innej. M.in. podpisywać kontraktów z trenerami czy zawodnikami, a przede wszystkim wniosku o licencję."

  • lichosik

    Oceniono 12 razy 8

    i dalej czytamy
    "Zabawnym jest fakt, że przygoda Górnika z Pucharem Mistrzów zaczynała się jednak pod hasłem zatarcia „niechlubnych wyników poprzedników”. Wydawane w olbrzymich nakładach ulotki propagandowe (w formie książeczek) zawierały informacje, że wielki Górnik idzie na podbój Europy. Po klęsce w Londynie i kilku dalszych niepowodzeniach wizytówki górnictwa, jedna z kolejnych „ulotek” wydana we wrześniu 1964 nie zaczynała się już od buńczucznych zapowiedzi tylko od usprawiedliwień: „wyniki górników byłyby lepsze gdyby sprzyjało im szczęście w losowaniu”. Do potęg które złośliwy los postawił na drodze „wiecznego pechowca” – Górnika, zaliczone zostają: Tottenham (europejski średniak), Austria Wiedeń (mniej niż średniak) i Dukla Praga. Za komentarz do największej klęski polskiej drużyny w dziejach Pucharu Mistrzów/Ligi Mistrzów poza pokaźnym zestawem usprawiedliwień służy krzepiące stwierdzenie, że „nie był to mecz do jednej bramki”. Cieżkie zmagania Górnika z Austrią (1963) kwitowane są słowami, iż zabrakło „łutu szczęścia” (na temat 1:0 na Stadionie Śląskim). Arcydziełem kłamstwa jest zaś relacja o autentycznie szczęśliwym awansie po dodatkowym meczu z Austrią. Po zdobyciu w I połowie dwóch bramek, w II połowie tego meczu trwał nieustanny szturm bramki Górnika, a Górnik całą druga połowę się bronił, stracił jednak tylko jedną bramkę i wygrał ostatecznie awans 2:1. Fatalna postawa zespołu przedstawiona została jednak jako efekt „niefortunnej taktyki”. Wysoka porażka Górnika w następnej rundzie, na wyjeździe w Pradze (Dukla-Górnik 4:1) określona jest po raz kolejny jako „ogromne szczęście” Dukli. Dotkliwa porażka dokładnie w takim samym wymiarze (znów lanie 4:1!) rok później określona jest jako „jeszcze bardziej pechowa”. Nad losem Górnika mścił się zapewne jakiś demon-reakcjonista, bo cóż innego mogło spowodować taką niekończąca się serię potwornego pecha? W 1967 roku Górnik dał kolejny popis ulegając w II rundzie Pucharu Mistrzów CSKA Sofia 0:4.
    W 1968 w kolejnej broszurce czytamy zaklęcie by górnicy zagrali tak wspaniale jak gdy „przed laty rzucili na kolana Tottenham”. W tymże 1968 roku, w pierwszym meczu Górnik przegrał w Manchesterze tylko 2:0 jednak komunistyczna prasa znowuż rozpatrywała niezwykły pech czempiona…. W tym samym czasie brytyjski Times wytypował 6 rozpaczliwych obron Huberta Kostki do tytułu „nie z tego świata” i zastanawiał się nad tym jakim cudem Manchester United nie strzelił Górnikowi więcej bramek…
    Najlepszym przykładem propagandy systemu była zbiorowa histeria po dotarciu wizytówki socjalistycznego górnictwa do finału najsłabszego z pucharów europejskich – Puchary Zdobywców Pucharów (nie bez powodu został zlikwidowany 10 lat temu!). W finale Górnik przegrał z przeciętnym Manchesterem City, który nigdy później nie sięgnął już po europejskie trofeum. Do finału dostał się dzięki… szczęśliwemu losowaniu. „Pokonanym” rywalem w losowaniu była słabiutka Roma, przedstawiana w komunistycznej prasie jako potentant europejskiej piłki! Tymczasem klub w dziesięcioleciu 1965-1975 ani razu nie zajął nawet miejsca na ligowym podium, niejednokrotnie kończąc rozgrywki w drugiej połowie tabeli. Z Górnikiem grał tylko dlatego, że udało mu się zdobyć krajowy puchar. Mimo, że faktycznym faworytem spotkania był Górnik (znajdujący się co roku na ligowym podium i grający niemal corocznie w Pucharze Mistrzów), nie zdołał ani razu pokonać włoskiego średniaka. Awansował dopiero dzięki szczęśliwemu rzutowi monetą."

  • lichosik

    Oceniono 12 razy 8

    "Górnik Zabrze ma ostatnio czarną serię niepowodzeń. Poniedziałek - 263 tys. zł kary od PZPN. Wtorek - afera Milika i prezes Waśkiewicz nie był prezesem! Klub kontratakuje, ale jest tragicznie Górnik Zabrze: Kara PZPN, afera Milika, prezes Waśkiewicz [WIDEO] ^ Górnik Zabrze traci ostatnio gola za golem, część z nich zresztą strzela sobie sam. Sytuacja stała się dramatyczna i coraz więcej sygnałów wskazuje na to, że zbliża się moment ogłoszenia upadłości klubu (© arc.) Postanowienie sądowe, na które powołuje się "Piłka Nożna", dotyczy tylko próby zapobieżenia działań komorniczych przed ostatecznym rozstrzygnięciem sądowym. I tylko w zakresie roszczeń Rozwoju, które nie wynikają z umowy transferowej Arkadiusza Milika z 2011 roku. I które w ocenie Górnika Zabrze są nieuzasadnione. Rozwój domaga się bowiem podwójnego wynagrodzenia z tytułu wyszkolenia Milika. Pozostałe oświadczenia Górnika Zabrze SSA we wspomnianym okresie, gdy prezesem zarządu był Pan Zbigniew Waśkiewicz zostały złożone przez osoby upoważnione do reprezentacji Spółki, są więc skuteczne i ważne - tak brzmi oświadczenie Tomasza Młynarczyka, przewodniczącego Rady Nadzorczej Górnika Zabrze . CZYTAJ KONIECZNIE: MUSIOŁ: GÓRNIK ZABRZE SAM WYSTAWIA SIĘ NA ODSTRZAŁ Powyższe pismo dotyczy publikacji "Piłki Nożnej", która ujawniła, że prezes Zbigniew Waśkiewicz prezesem... nie był. Okazało się bowiem - co wyszło na jaw w postanowieniu Sądu Okręgowego w Katowicach - że Zbigniew Waśkiewicz nie mógł skutecznie składać jakichkolwiek zobowiązań w imieniu klubu. "Jego powołanie nie było skuteczne, albowiem decyzja o jego wyborze została podjęta przez osoby, które utraciły mandat członków Rady Nadzorczej w dniu zatwierdzenia sprawozdania finansowego za rok obrotowy 2012". - Cały mój komentarz zawarłem w tweecie o treści "Śmiać się czy płakać?" - skwitował temat sam zainteresowany."

  • lichosik

    Oceniono 12 razy 8

    Cytat z DZ
    "Powiem wprost: moim zdaniem doszło do kompromitacji ludzi zarządzających klubem. Nie zgadzam się z taką opinią. To był błąd i nic więcej. Ta cała sprawa dotyczy tylko sporu z Rozwojem Katowice. Uważam, że postąpiliśmy słusznie nie walcząc o to, by nie zapłacić więcej niż ustaliliśmy w 2011 roku, gdy Milik przechodził do Bayeru Leverku-sen. Podczas rozmów z prezesem Waśkiewiczem pełnomocnik Rozwoju po prostu nas zaszantażowała: albo zostanie podpisane porozumienie, albo nie dostaniemy licencji. To było nieetyczne. Cała sprawa wyszła na jaw właśnie przy okazji sporu z Rozwojem. Jak to jest, że akurat porozumienie z tym klubem, jakie zawarł pan Waśkiewicz jest nieważne, a inne dokumenty, na przykład licencja czy zatrudnienie trenera Roberta Warzychy już tak? Bo pod porozumieniem z Rozwojem, które zostało zawarte w warunkach szantażu licencyjnego, i które było skrajnie niekorzystne dla Górnika, widnieją tylko dwa podpisy. Trzeci członek zarządu był przeciw i nie złożył autografu. Na wszystkich pozostałych dokumentach podpisał się zarząd w liczbie trzech osób, co sprawia, że są one ważne, bo wiceprezesi mieli uprawnienia."

  • lichosik

    Oceniono 12 razy 8

    10 listopada 2010 19:54 Autor: Adam Szaja

    Co łączy Górnika Zabrze z Rosją? Teoretycznie niewiele. Ale wprawne oko kibica szybko dostrzeże że, barwy zabrzańskiej drużyny są takie same jak flaga Federacji Rosyjskiej. Dla władz klubu to wystarczający argument, żeby to właśnie w Rosji poszukać finansowego wsparcia. Pierwszym krokiem ma być spotkanie prezesa Górnika z ambasadorem Rosji w Polsce.
    Górnik Zabrze chce nawiązać współpracę z ambasadą Rosji w Polsce. Dlaczego akurat z Rosją? Ano dlatego, że barwy zabrzańskiej drużyny są praktycznie identyczne jak barwy flagi rosyjskiej. Już wkrótce prezes zabrzańskiego klubu ma spotkać się z ambasadorem Rosji. - Chcielibyśmy, żeby to był początek jakiejś szerszej współpracy. Bo skoro można mieć sponsora czy partnera z Francji, Niemiec, Warszawy, to równie dobrze może to być partner z Moskwy - wyjaśnia Łukasz Mazur, prezes Górnika Zabrze.
    Według specjalistów takie prawdopodobieństwo jest. Pod warunkiem, że polska Ekstraklasa będzie stawała się coraz silniejsza. - Jeżeli chodzi o pozycję Polski, to jesteśmy w drugiej lidze jeśli chodzi o zainteresowanie Rosjan. Nie przebijemy tutaj Wielkiej Brytanii, która jest znana z potężnych inwestycji Rosjan w ten sport - mówi Marek Rasiński ze Stowarzyszenia Współpracy Polska-Wschód.
    Zyskują na tym nie tylko wielkie, europejskie kluby. Również rosyjska liga staje się coraz mocniejsza dzięki pieniądzom oligarchów. - Z tego wzięły się wysokie kontrakty i umowy z zawodnikami. Obojętnie czy zawodnik będzie grał w Kijowie, Moskwie, czy w Ałma Acie, jeżeli płacą, to tam będzie grał - stwierdza Stanisław Oślizło, legenda zabrzańskiego Górnika.

  • lichosik

    Oceniono 10 razy 8

    przegląd Sportowy pisał:
    "Niewiele brakowało, żeby Wielkie Derby Śląska były między Ruchem a Górnikiem Radlin, a nie Zabrze.
    Górnik Zabrze powstał w 1948 r. jako prowincjonalny klubik bez aspiracji. Dopiero potem ministerstwo górnictwa zaczęło kombinować, żeby stworzyć silny resortowy klub. Padło na Górnik Radlin, bo klub miał już pewne tradycje, panowała tam fajna atmosfera, sporo ludzi przychodziło na mecze i byli nieźli piłkarze. W 1951 r. zdobyli nawet wicemistrzostwo Polski. Wymyślono, że teraz dobrych piłkarzy będzie się kierować do Radlina. Jak ktoś kończył służbę w wojsku, albo pochodził z małego okolicznego klubu, dostawał przydział do Radlina i etat górniczy. Napływ tych piłkarzy spowodował jednak bunt i niechęć miejscowej ludności. Bo nagle nowi zaczęli wypierać ze składu swoich chłopaków: "Mu tu mamy swoich, jesteśmy wicemajstrem. Nie chcemy tych przybłędów".I wywalczyli, żeby nie robić rewolucji w Radlinie?
    To były czasy stalinowskie. Ludzie sobie mogli protestować. Na pomoc przyszedł radliński proboszcz. Zaczął na kazaniach w niedzielę mówić, że "miejscowa ludność, katolicka i chrześcijańska, nie życzy sobie, żeby im zmieniano klub. Nie życzy sobie zawodników z całej Polski pościąganych." Ponoć interweniowała kuria. Komuchy stwierdziły, że jak te kapelany ludzi podburzają, to w dupie ich mamy. To gdzie przeniesiemy klub?Do Zabrza.
    A piłkarzom było obojętne. Mieli te same etaty górnicze. I w Zabrzu powstał klub resortowy. Co roku awansował wyżej, aż w 1956 doszedł do I ligi, a w debiucie w ekstraklasie wygrał 3:1 z Ruchem. Górnik ściągał piłkarzy z całego Śląska. Wie pan, ilu wychowanków Górnika zagrało w reprezentacji? Jeden - Andrzej Pałasz. Górnik to była taka trochę inna Legia. Niewielu było piłkarzy, których by im się nie udało ściągnąć. Oczywiście przede wszystkim nie dali rady sprowadzić Gerarda Cieślika.Dlaczego?
    Bo Cieślik nie chciał. Protektorem Cieślika był Wiktor Markiewka, który przed wojną grał dwa sezony w Śląsku Świetochłowice, ale chodził na Ruch i chciał grać w Ruchu. Za bardzo nie mógł, bo był za słaby. Na jakimś meczu ligowym dał albo przeciwnikowi albo sędziemu po ryju Dostał dożywotnią dyskwalifikację i zniknął. Po wojnie stał się przodownikiem pracy, nie wyciągano mu tamtej sytuacji. Był cały czas zapatrzony w Ruch, a poprzez to, że był stachanowcem miał kilka kontaktów politycznych, w ministerstwach itd. Jest kilka wersji do kogo poszedł, by Cieślik nie trafił do Górnika. Mówią, że do Rokosowskiego inni nawet, że do samego Gomułki. Nie, udał się do szefa ministerstwa spraw wewnętrznych i z nim to załatwił. Pan Gerard mi opowiadał jak Górnik przyjechał po niego, a on się ukrywał w domu. Gazikiem podjechali we czterech, z jakimś smutnym facetem w czarnym płaszczu. No, ale gdy Górnik jechał na towarzyskie tournee po Związku Radzieckim to Cieślika pożyczyli sobie.I od początku był Górnik uznawany na Śląsku za pupila władzy

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX